W meczu mistrza Portugalii z wicemistrzem Francji padła tylko jedna bramka. Dosyć niespodziewanie strzelili ją gospodarze, którzy tym samym okazali się niegościnni dla faworyzowanych gości z Paryża.
Starcie na Estadio do Dragao zgromadziło na trybunach 40 tysięcy osób. Od początku spotkania bardzo wyróżniał się lewoskrzydłowy mistrza Portugalii Varela, który raz za razem nękał niedawno zakupionego przez PSG van der Wiela. To właśnie on wypracował pierwszą groźna akcję w tym meczu, gdy po jego dośrodkowaniu strzelał James Rodriguez, ale zrobił to za słabo, żeby zagrozić bramkarzowi gości.
Najlepszą szansę w pierwszej połowie miał Joao Moutinho. Verratti zgubił piłkę w środku pola, rozegrał ją Martinez, a będący w świetnej sytuacji Moutinho uderzył tylko w boczną siatkę. PSG obudziło się dopiero w 12. minucie za sprawą Ibrahimovicia, ale jego strzał głową był bardzo niecelny.
Kilka minut później znów Moutinho próbował zaskoczyć Salvatore Sirigu, ale i tym razem jego uderzenie nie było wystarczająco precyzyjne. Mogłoby się wydawać, że do strzelania w tym meczu upoważniono tylko dwóch zawodników, kolejny atak gości niezłym uderzeniem wieńczył bowiem Zlatan, jednak Helton był na posterunku.
W pierwszej połowie większość akcji gospodarzy przechodziła lewy skrzydłem, na którym szaleli wspominany Varela oraz wspomagający go Alex Sandro. Za to w drużynie paryżan warto wyróżnić Meneza oraz Ibrahimovicia. Pierwsza część spotkania była niezłym kąskiem dla postronnych widzów. Obie ekipy stworzył sobie okazje, choć wydaje się, że te wykreowane przez podopiecznych Vitora Pereiry były dużo groźniejsze. Do przerwy jednak utrzymał się bezbramkowy remis.
Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsza, do ataku rzucili się gospodarze za sprawą Vareli i Moutinho. Sporą ochotę do gry wykazywał także Rodriguez. Właśnie po strzale Kolumbijczyka kibice zaczęli się zastanawiać – ile jeszcze okazji muszą zmarnować gospodarze, by się przełamać? Paryżanie nastawili się już wyłącznie na kontry, takie jak ta w 52. minucie, gdy puszczony w bój Nene nie wykorzystał podania „Ibry”.
Z początku drugiej połowy uaktywnił się na prawym skrzydle James Rodriguez, który odciążył nieco Varelę z obowiązku rozszarpywania szyków obronnych PSG. Właśnie piłkarz z numerem dziesięć na koszulce popisał się w 59. minucie zjawiskowym wolejem, który minimalnie minął bramkę gości. Nie minęło 30 sekund, a już sunął kolejny atak „Smoków” – Varela stanął oko w oko z Sirigu, ale strzelił prosto w wychodzącego z bramki Włocha. Przy tej akcji znów zaspał van der Wiel. Obrońca w 62. minucie wyczerpał cierpliwość Ancelottiego, który wprowadził za niego doświadczonego Jalleta. W 66. minucie świetnym lobem do Meneza błysnął Verratti, jednak Francuz nie potrafił opanować piłki przed bramką Heltona.
Następnie na boisku zapanowało kilkanaście minut nudy, niedokładności i nieeleganckich fauli. W międzyczasie na murawie w ekipie PSG pojawił się Lavezzi, zmieniając Meneza, a Pereira zdjął zmęczonego Varelę, którego zastąpił Atsu. To właśnie młody napastnik z Ghany wybudził kibiców z panującego marazmu świetnym dryblingiem z głębi pola, ale jego strzał z problemami obronił Sirigu. Do zaskakującej sytuacji doszło w 80. minucie, z boiska zszedł bowiem… Lavezzi, który ledwie kilka minut temu pojawił się na murawie. Argentyńczyka zastąpił jego rodak Pastore, a sam Ezequiel ze złości skopał pojemnik z lodem. Wreszcie, na siedem minut przed końcem spotkania, zobaczyliśmy gola. Moutinho wrzucał w pole karne, piłkę głową strącało dwóch zawodników, ale ostatecznie dotarła ona do Rodrigueza. Kolumbijczyk nie namyślał się długo i pięknym technicznym strzałem lewą nogą posłał futbolówkę obok bezradnego Sirigu. Jak później się okazało, ta bramka była jedyną, która padła w tym spotkaniu.









