Lata mijają, woda z Wisły upływa, a Unai Emery wciąż nie potrafi wygrać z „Dumą Katalonii” na Camp Nou. Zła passa tego doświadczonego szkoleniowca trwa od października 2007 roku i trwać będzie jeszcze co najmniej do przyszłego roku. Stolica Katalonii stała się jego trenerskim koszmarem i zdobycie jej nie jest mu raczej pisane.
Unai Emery piłkarzem był raczej przeciętnym. Szybko, bo w wieku 33 lat, postanowił zawiesić buty na kołku. Jego ostatnim klubem była Lorca Deportiva. To wyjątkowe dla niego miejsce, to właśnie tam rozpoczął bowiem swoją przygodę trenerską. Na początku sezonu 2004/2005 był jeszcze zawodnikiem Lorki, ale gdy w listopadzie klubowi włodarze zwolnili Quique Yague, zaproponowali mu przejęcie posady. Hiszpan długo się nie zastanawiał, szczególnie że kontuzja kolana, której się nabawił, postawiła jego dalszą karierę piłkarską pod sporym znakiem zapytania.
Premierowy sezon i od razu awans na zaplecze La Liga. Unai Emery i prowadzona przez niego Lorca nie zwolniła tempa i była objawieniem kolejnej kampanii. Do samego końca walczyli o promocję do Primera Division. Ostatecznie nie udało się, ale dzięki dobrej postawie pochodzący z Kraju Basków szkoleniowiec otrzymał ofertę pracy w klubie z wyższej półki – Almerii. Lepsze zarobki, lepsi piłkarze i lepsze warunki do rozwoju. Unai Emery skorzystał z tego, co zaproponowano mu w zespole z Andaluzji. I to ze wzajemnością. Hiszpan od razu wywalczył awans do hiszpańskiej ekstraklasy.
Trzy lata pracy i dwa awanse. Całkiem nieźle jak na nowicjusza w tym zawodzie.
Unai Emery i jego pierwszy raz
W sezonie 2007/2008 pierwszy raz poprowadził drużynę na poziomie La Liga. Pierwszy też raz przyszło mu się zmierzyć z rywalami pokroju Realu Madryt czy FC Barcelona. Co ciekawe, w tamtej kampanii prowadzona przez niego Almeria zdobyła cztery z dwunastu możliwych do zdobycia punktów przeciwko tej wielkiej hiszpańskiej dwójce. Pierwsze spotkania z gigantami były frycowymi, które Unai Emery musiał zapłacić.
Szybko, bo już w 3. kolejce tamtej kampanii, przyszło mu się zmierzyć z „Królewskimi’ na Estadio Santiago Bernabeu. Przegrał 1:3 (bramkę dla Almerii strzelił doskonale znany z polskich boisk Kalu Uche). Sześć meczów później przyszło mu rywalizować Frankiem Rijkaardem i jego „Blaugraną”. Gole Henry’ego i Messiego załatwiły sprawę. Bask pewnie myślał sobie wtedy, że jeszcze nieraz przyjdzie mu siedzieć na ławce trenerskiej na Camp Nou, a co za tym idzie – będzie miał wiele okazji do zrewanżowania się i zdobycia katalońskiej twierdzy. To prawda, okazji było całe mnóstwo. Tyle że jeszcze ta sztuka mu się nie udała.
W sumie Unai Emery aż 13 razy przyjeżdżał na Camp Nou. Pierwszy raz ze wspomnianą Almerią, a później kolejno z Valencią, Spartakiem Moskwa, Sevillą, PSG i teraz z Villarrealem. Za każdym kolejnym razem odbijał się od ściany. Każda z prowadzonych przez niego drużyn koniec końców ulegała „Dumie Katalonii”. Niesamowite, 13 porażek! I Hiszpan wciąż nie potrafi znaleźć sposobu na odczarowanie Camp Nou. I nieważne, kto jest trenerem Barcelony, jacy grają tam piłkarze, czy Messi i spółką są w kryzysie, czy też u szczytu formy. Zespoły Emery’ego po prostu nie potrafią rywalizować z katalońskim gigantem.











