Podczas letniej przerwy transferowej w 2016 roku skauci Realu Madryt dostali zadanie wyszukania perełki do środka pola. Ich wzrok skierował się w stronę Ameryki Południowej, a konkretnie do Urugwaju, w którym tytuł mistrza kraju wywalczyła drużyna CA Penarol. Jednym z wielu ojców sukcesu został niejaki Fede Valverde. Mający wówczas osiemnaście lat pomocnik natychmiastowo przyciągnął wzrok włodarzy „Królewskich” i po kilku dniach podpisał kontrakt z Realem Madryt. Dzisiaj jest jednym z ulubieńców kibiców „Los Blancos”. Młody pomocnik wyrasta na filar drugiej linii zespołu Zinedine’a Zidane’a.
Jeszcze przed sezonem kadra Realu Madryt wyglądała na niekompletną. Wszystko za sprawą nie do końca wypełnionej linii pomocy, o której tak wiele mówiono. Najpierw afera związana z Jamesem Rodriguezem, następnie wypożyczenie Daniego Ceballosa do Arsenalu. W kontekście ewentualnych wzmocnień Realu wymieniano między innymi Christiana Eriksena, Donny’ego van de Beeka czy Paula Pogbę. Powszechnie wiadomo, że Zinedine Zidane jest wielkim fanem talentu tego ostatniego, jednak zakontraktowanie Francuza stało się niemożliwe. Efekt był taki, że drugiej linii nie wzmocnił nikt, dlatego „Zizou” został zmuszony do maksymalnego wykorzystania potencjału zawodników ze swojej kadry. Najlepiej wyszedł na tym Fede Valverde, który w trwającym sezonie złapał wiatr w żagle i gra jak z nut. Perełka, jaką przed trzema laty wyłowiono z urugwajskich boisk, nabrała prawdziwego blasku.
Po co Pogba czy Eriksen, skoro mamy Fede Valverdego?
W obliczu fatalnego poprzedniego sezonu kadra Realu Madryt wyraźnie straciła w oczach piłkarskiego świata. Odejście Cristiano Ronaldo stało się brutalniejsze, niż ktokolwiek by się spodziewał. Nie pomógł nowy trener, nie pomogła filozofia prezydenta, zatem zaczęto gromadzić finanse na prawdziwe wzmocnienia. Przywrócono Zinedine’a Zidane’a, który miał stać się ojcem nowego projektu. Niespełniona zachcianka w postaci transferu Paula Pogby okazała się kluczem do sukcesu dla innych pomocników. A najbardziej dla Fede Valverdego, który powoli na stałe zadomawia się w pierwszej jedenastce Realu Madryt.
21-letni pomocnik wykręca fantastyczne liczby i ze względu na tracący blask i jakość tercetu Modrić – Casemiro – Kroos okazał się idealnym uzupełnieniem. Trener coraz częściej włącza Urugwajczyka do wyjściowej jedenastki, a kiedy tak się dzieje, Real Madryt gra jak z nut. Dowodem na to są choćby ostatnie spotkania przeciwko Galatasaray, SD Eibar czy Realowi Sociedad. W dwóch z nich Fede Valverde zdobył swoje pierwsze bramki w futbolu na najwyższym szczeblu. Kiedy po raz ostatni „Zizou” wystawił w pierwszej jedenastce wyżej wspomniany tercet, padł remis 0:0, a miało to miejsce w spotkaniu przeciwko Realowi Betis.











