Znamy zwycięzcę tegorocznych rozgrywek piłkarskiej Champions League. Swoją opinią i wrażeniami podzielił się dziennikarz Sport.pl, Michał Pol, który m.in. uważa, że Bayern jako pierwszy zespół jest w stanie obronić tytuł w Lidze Mistrzów.
Awans dwóch niemieckich drużyn do finału może oznaczać w przyszłości ich dominację w tych rozgrywkach?
Akurat tych dwóch niemieckich drużyn? Niekoniecznie. Prędzej Bayernu. Co to oznacza dominację? Czy Bayern jest w stanie wygrać dwa razy z rzędu Ligę Mistrzów? Na pewno to będzie wyzwanie dla Pepa Guardioli, bo przychodzi w momencie największego triumfu w historii, wybiegając już do Pucharu Niemiec. Zastaje w szatni drużynę nasyconą wygraną w Bundeslidze i Lidze Mistrzów. Trochę wygląda na to, że przychodzi przede wszystkim nie zepsuć tego, co jest, a nie robić z Bayernu najlepszą drużynę świata, bo Bayern już nią właściwie został. Nie tylko wygrywając finał Champions League, ale też dominując po drodze, kiedy wygrał w dwumeczu z Barceloną 7:0. W przypadku Bayernu myślę, że może to być pierwsza drużyna, która obroni tytuł w Lidze Mistrzów, i na pewno w to będzie mierzył Guardiola. Pamiętajmy, że z Barceloną to mu się nie udało, mimo że dwa razy tę Ligę Mistrzów wygrywał. Natomiast widać, że w tym kierunku robi ruchy. Przychodzi Mario Goetze i prawdopodobnie Robert Lewandowski, więc widać, że Bayern, który już w zasadzie jest drużyną kompletną, może być jeszcze lepszą. Chociaż wydawałoby się, że nie potrzebuje wzmocnień na żadnej pozycji. Natomiast po osiągnięciu sukcesu taka pozytywna energia w tej ekipie jest konieczna. Potrzebnych jest parę nowych nabytków, które zwiększą rywalizację w szatni. Okej, Mandzukić. Zdobywa gola w finale Ligi Mistrzów, ale będzie musiał się ostro spiąć na treningach, żeby zatrzymać pozycję napastnika numer jeden. W przypadku Bayernu wszystko zmierza ku dominacji, natomiast w przypadku Borussii Dortmund jest to wielka zagadka. Nie sądzę, żeby zdominowała rozgrywki i mielibyśmy na przykład powtórkę niemieckiego finału. Jednak ten zespół przejdzie dużą metamorfozę. Nie wiadomo, ilu zawodników odejdzie, a ilu nowych przyjdzie. Robert Lewandowski na pewno, ale nie wiem, czy Ilkay Gundogan, Mats Hummels, bo o nich się mówi. Podobno Klopp powiedział, że za dwa lata w Berlinie może być powtórka takiego finału jak na Wembley. Ale czy w najbliższym roku? Trochę nie chce mi się w to wierzyć.
Bayern za panowania Pepa Guardioli może zdominować rozgrywki Champions League tak jak wcześniej Barcelona?
Dziennikarz Sport.pl, Michał Pol (fot. Archiwum prywatne)
Może, ale nie wiem, czy to się zdarzy. Może nawet zrobić jeszcze więcej, czyli obronić trofeum w Lidze Mistrzów. Myślę, że to będzie misją Guardioli. Zobaczmy, że to był trzeci finał Bayernu w ciągu czterech lat, więc on jest już na tym szczycie i Guardiola musi go tam utrzymać. Zobaczymy, czy nadal będzie tak wygrywał, grając nowym systemem. Bo przecież chyba Guardiola nie zostawi wszystkiego tak, jak zastał. Zmieni ustawienie. Mówi się, że będzie grał systemem 4-3-3. Zobaczymy, czy Bayern będzie tak dominował jak nad Barceloną w półfinale. Zobaczymy również, czy było to również wynikiem wszystkich problemów w Barcelonie. Gasnącego składu i słabszej formy Leo Messiego, który nawet nie wyszedł na rewanż z PSG. Zobaczymy, bo to jest wielka zagadka. Jest także pytanie jak inni się wzmocnią. Na ile po tych wzmocnieniach, o których słyszymy, zmienią się Barcelona, Real, Chelsea, Manchester United pod wodzą nowego trenera. Zobaczymy, jakich rywali będzie miał Bayern, a mam wrażenie, że w tym sezonie, a przynajmniej w Lidze Mistrzów, miał ułatwione zadanie, bo odpadły z rywalizacji angielskie drużyny, które same się wykruszyły. Trafił także na kryzys Barcelony, taki kryzys tożsamościowy, bo były zawirowania spowodowane brakiem trenera i lidera na ławce. Oczywiście był to wielki, fantastycznie grający Bayern, ale też okoliczności mu sprzyjały. Zobaczymy, czy tak będzie w kolejnym sezonie.
Czynnikiem porażki Borussii Dortmund w finale Ligi Mistrzów był brak Mario Goetzego?
Nie sądzę. Może nie tyle brak Mario Goetzego, co brak odpowiednich zmienników na ławce. Równie silnych jak ci zawodnicy pierwszego składu. Nie bez powodu tych zmian nie było. Nastąpiły one dopiero właściwie wtedy, gdy mecz się prawie kończył. Jürgen Klopp nie miał kogo wprowadził i był to jego największy problem, bo drużyna bez Mario Goetzego świetnie spisywała się w pierwszej połowie, w której mogła strzelić dwie, trzy bramki, dlatego to nie był problem. Problem polegał na tym, że po prostu cała kadra grała przez cały sezon, nie odpoczywając, i to wyszło w drugiej połowie, w której Bayern po rzucie karnym zdominował kompletnie Borussię. Moim zdaniem nie tyle brak jednego człowieka, co brak wartościowych zmienników przesądził o tym, że ten mecz wyglądał tak, jak wyglądał.
Robert Lewandowski w tegorocznej edycji Champions League strzelał jak na zawołanie. Pana zdaniem Borussia bez Polaka będzie mogła osiągać takie sukcesy jak do tej pory?
Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Nie wiadomo rzeczywiście, czy go na pewno z zespołu puszczą i czy gdyby został, to nie byłby jak niewolnik, któremu nie dali odejść, kiedy był na fali wznoszącej, a tym samym czy będzie w stanie grać z takim entuzjazmem i tak seryjnie strzelać gole. To jest też kwestia tego, kto przejdzie na miejsce Mario Goetzego oraz Roberta Lewandowskiego. Słyszymy różne kandydatury, mniej lub bardziej prawdopodobne. Mówi się na przykład o Edinie Dżeko, jeżeli dałby się namówić, a Borussia znalazłaby pieniądze na jego pensję, bo przecież on nie może zarabiać tyle, co Robert, tak mało. Bo to jest facet, który był królem strzelców w Bundeslidze, więc jest to nadzwyczajny napastnik. Słyszałem również, że ma przyjść Duńczyk Eriksen z Ajaksu. Jest on bardzo młody, ale Goetze jest również młodym piłkarzem. Kto nie przyjdzie, to będzie potrzebował trochę czasu, żeby wpasować się do tej drużyny, jak wcześniej Lewandowski. Myślę, że początek sezonu w Bundeslidze i Lidze Mistrzów może być trudny dla Borussii, bo pamiętajmy, że nie będzie Łukasza Piszczka, który będzie się leczył po operacji i pierwsze trzy miesiące nowego sezonu będzie miał z głowy. Nie będzie Goetzego, Lewandowskiego, a być może też Humelssa i Gündogana, więc będzie Borussii bardzo trudno, nawet z silnymi, dobrymi, nowymi nabytkami. Musi minąć chwila, zanim nowi zawodnicy zrozumieją taktykę Kloppa i się do niej dopasują.
Rzadko kto strzela aż cztery bramki Realowi Madryt.
Na pewno nikt Realowi Madryt nie strzela aż czterech bramek, przynajmniej w europejskich pucharach w czasach, powiedziałbym, nowożytnych. Oczywiście chwała za to Robertowi. Dla mnie nadzwyczajna była jego reakcja po tej sytuacji – taka spokojna, niepompatyczna. Było to przed rewanżem, więc Robert był absolutnie skoncentrowany na tym meczu i nie było mowy o żadnym zachłyśnięciu się tymi czterema golami. Chociaż one wspięły Roberta na absolutny szczyt. Takim najlepszym podsumowaniem był tytuł bodajże w „Marce” na okładce gazet. El primeros de los mortales – Pierwszy ze śmiertelnych. Czyli ci nieśmiertelni to Messi i Cristiano Ronaldo, a zaraz po nich Lewandowski. To się stało w momencie, kiedy czołowe drużyny szukają bądź szukały napastnika. Wtedy nie było wiadome, że Neymar jest w Barcelonie, i nawet do tego klubu pasowałby Robert. Pewnie fajnie w tym klubie by funkcjonował. Oczywiście w grę wchodził Real Madryt i Manchester United, jeśli Rooney miałby odejść. Również Manchester City, ale tam zawsze będzie wyprzedaż. Do tego dochodzi także Chelsea. W idealnym momencie kariery Roberta to się zdarzyło.
Słabsza dyspozycja Barcelony wynikała z tego, że Tito Vilanova nie trenował tej drużyny na co dzień?
Na pewno był to jeden z powodów, ale nie jedyny. Ja bym określił, że jednym z powodów był brak lidera na boisku oraz ławce. Nie wiedzieliśmy jakichś spektakularnych trenerskich zagrań z ławki. Nawet gdy Barcelona przegrywała z Milanem, Bayernem, to nie widzieliśmy żadnej zmiany, która odmieniłaby losy tego spotkania. Nic takiego się nie działo. Jedyny raz po meczu z Milanem, kiedy Barcelona ogłosiła Remontadę, by odrobić straty. Wtedy piłkarze spotkali się w restauracji, Xavi, Puyol, Pique, Iniesta, Messi. Argentyńczyk sam zaproponował, że cofnie się do tyłu, żeby grać wysuniętym Villą. Widać ewidentnie brak trenera, ale mimo że Tito był cały czas w kontakcie i przesyłał różne wiadomości odtwarzane piłkarzom, to nie da się prowadzić drużyny z tabletu. Bardzo go brakowało. Również jest pytanie – czy jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu i czy też sam nie pozwolił piłkarzom na zbyt dużo. Na przykład ktoś Messiemu powinien kazać grać mniej i odpuszczać jakieś mniej ważne mecze ligowe po to, żeby nie doszło do przewlekłej kontuzji mięśnia uda, co sprawiło, że zagrał tak źle w jednym meczu z Milanem czy w tych spotkaniach z PSG, a także w pierwszym meczu z Bayernem. Wynikało to z jego pazerności, żeby grać zawsze, ale ktoś o autorytecie typu Jose Mourinho na to by nie pozwolił. Guardiola też miał z tym problem, tylko wtedy Messi był cały czas w superformie. Taka superforma nie mogła trwać wiecznie i nie znalazł się nikt, kto by to wyprostował swoim autorytetem i powiedział: „Nie, Leo, dzisiaj odpoczywasz”.
Drużyna Realu Madryt pragnęła sięgnąć w tym sezonie po Ligę Mistrzów, by po jedenastu latach się przełamać. Pana zdaniem czym było spowodowane to, że się jej nie udało?
Tutaj też złożyło się na to mnóstwo powodów. Najłatwiej można mówić o konflikcie w szatni Realu, który nastąpił pierwszy raz, gdy szatnia nie potrafiła pójść w ogień za Jose Mourinho. Moim zdaniem wynikało to z tzw. syndromu trzeciego sezonu pracy Jose Mourinho. Jednak wszędzie ten trzeci sezon był najmniej udany. Po wielkim sukcesie, a pozbawienie Barcelony dominacji w lidze hiszpańskiej i odebranie jej mistrzostwa to było wielkie osiągnięcie, jak sobie przypomnimy, co działo się wcześniej. Real po prostu za to zapłacił zbyt wysoką cenę. Przypomnimy sobie, jak w poprzednim sezonie seryjnie gole strzelali Higuain i Benzema, a co zrobiło się z nimi w tym sezonie. Właściwie Cristiano Ronaldo to jedyny piłkarz, który nie zszedł poniżej pewnego poziomu. Poniżej tego poziomu zszedł na przykład Iker Casillas. On został odsunięty nie z powodu kłótni z Mourinho, tylko dlatego, że popełniał błędy i nie był tym wielkim Casillasem, co przez wszystkie poprzednie sezony. Stąd się wziął konflikt w szatni z ikoną klubu i drużyny. Zwłaszcza że dla hiszpańskich zawodników Mourinho już nie był trenerskim geniuszem i objawieniem, bo największe sukcesy w swojej karierze osiągali z innym szkoleniowcem. Osiągali je z Luisem Aragonesem i Vicente Del Bosque, z którymi zdobyli mistrzostwo świata i Europy. Jednak Mourinho był najlepszym trenerem dla piłkarzy, z którymi pracował w Interze czy Chelsea, i poprowadził do sukcesu kluby, które wcześniej ich nie odnosiły. Natomiast Iker Casillas wcześniej zdobywał Ligę Mistrzów. W ogóle ten cały konflikt i odsuwanie piłkarzy wzięło się ze słabszej formy zawodników. Gdyby jej nie było, to nie byłoby konfliktu. Nikt nie musiał szukać winnych we własnej szatni Jose Mourinho, a no to złożyły się nie do końca trafione transfery. Takie jak na przykład Luki Modricia, który oprócz tego meczu z Manchesterem United to niewiele dał Realowi. Także Coentrao, który wątpię, że stał się piłkarzem wart takich pieniędzy i czy cokolwiek dał Realowi.
W tym sezonie drużyna PSG spisała się doskonale, awansując do ćwierćfinału i po walce odpadając z Barceloną. Pana zdaniem paryżanie w przyszłym roku będą w stanie powtórzyć ten wyczyn lub go poprawić?
Chyba nie. Jakoś PSG nie zachwycało mnie w Lidze Mistrzów. Miało szczęście. Właściwie Barcelona to był pierwszy tak silny rywal, na którego trafiło. Chociaż nie przegrało z Barceloną, to pamiętamy, jaka była to Barcelona (targana problemami) i w jakiej formie był Messi. Musiał wejść, żeby odmienić losy spotkania i zapewnić ten zwycięski remis. Według mnie PSG jakoś dalej nie tworzy drużyny. Pokazywało to mnóstwo problemów w lidze francuskiej, którą wydawało się, że w połowie sezonu już wygra. Myślę, chociaż PSG wypadło lepiej niż Manchester City, to trzeba pamiętać, że miało dużo łatwiejszych rywali i nie miało grupy śmierci. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało, bo twory szejków mają to do siebie, że zmieniają się z sezonu na sezon. Zobaczymy, kto będzie trenerem i czy w dalszym ciągu Ancelotti. Kto przyjdzie i kto odejdzie. Rotacja w takich klubach jest duża, a ja jakoś nie wróżę spektakularnego sukcesu w Lidze Mistrzów PSG. Kolejny ćwierćfinał to byłby wielki wyczyn, ale jakby paryżanie trafili do takiej grupy z Borussią Dortmund, Realem Madryt i Ajaksem Amsterdam, to szczerze wątpię, czy awansowaliby dalej.
Ale jako jedyna francuska drużyna awansowała z fazy grupowej do dalszej rundy.
Dlatego, że miała stosunkowo łatwą drogę, przeciwników i łatwą grupę. Pamiętamy, że Olympique Lyon niedawno grał w półfinale Ligi Mistrzów, kiedy przegrał z Bayernem, który awansował do finału z Interem. W następnym sezonie nie było wielkich pieniędzy, ale też były duże nazwiska. Natomiast w kolejnym roku Olympique Lyon nie było w tym gronie. Nie przywiązywałbym się do tego i nie oczekuję, że PSG zagra w finale Ligi Mistrzów.
W tej edycji Ligi Mistrzów drużyna Manchesteru City drugi raz z rzędu nie wyszła z fazy grupowej. Uważa Pan, że ekipa „The Citizens” w kolejnym sezonie będzie w stanie się przełamać?
Nie mam pojęcia, bo przychodzi Manuel Pellegrini i zobaczymy, jak będzie wyglądał ten skład. Tak naprawdę nie wiemy, kto zostanie, bo dużo się mówi, że mogą odejść Tevez, Aguero, Yaya Toure, David Silva. Natomiast moim zdaniem potencjał ta drużyna ma na półfinał Ligi Mistrzów. Tylko nie miała właściwego trenera i miała tego wariata Mario Balotellego, który potrafił się pobić o to, kto wykonuje rzut wolny. Teraz może Pellegrini wniesie taką stabilność. Na papierze jest to drużyna na półfinał, ale jeśli trafi do silnej grupy, a tych punktów w rankingu nie ma zbyt wielu, to może zająć trzecie, czwarte miejsce. Dlatego jest to dla mnie nieprzewidywalne. Nie da się przewidzieć przyszłości City, bo nie wiadomo, jak to wszystko będzie funkcjonować za Pellegriniego i jakich będzie miał zawodników.
Od kilku sezonów Arsenal Londyn ma problem, żeby odegrać znaczącą rolę w Champions League. Pana zdaniem czym jest to spowodowane?
Polityką Arsene Wengera i wyprzedawaniem największych gwiazd. Z tym że nie potrafi ich utrzymać z odpowiednimi pensjami. Nie próbuje konkurować z tymi największymi. Taką ma filozofię, że nawet najlepszy zawodnik może odejść i on mu pewnych pieniędzy płacił nie będzie tak jak w Chelsea Londyn, Manchesterze United, Manchesterze City, a także klubach z ligi hiszpańskiej, w których płaci się ponad 200 tysięcy funtów. Stąd co roku ta drużyna się zmienia, jest osłabiana i odchodzą najważniejsi gracze. Patrząc wstecz: Robin van Persie, Nasri, Fabregas itd. Jednak jest to fenomenalne, że mimo zastępowania wybitnych piłkarzy przeciętnymi Arsenal nadal gra w Lidze Mistrzów. Z finansowego punktu widzenia rzeczywiście jest to jakiś fenomen. Jak porównamy dzisiejszy skład z takim, który grał finale Champions League w 2006 roku, to tamten wygrałby dwa razy po 4:0. Jednak Liga Mistrzów jest, stadion jest pełny, pieniądze są, przynajmniej 1/8 finału Ligi Mistrzów, jeśli nie trafi się silny rywal, jest. Zauważmy, że coraz trudniej Arsenalowi zająć drugie miejsce w grupie, a nie pierwsze, poprzez co trafia na takie zespoły jak Bayern czy Barcelona. Wszystko jest spowodowane nie brakiem pieniędzy, tylko niechęcią do ich wydawania przez Arsene Wengera.
Zespół Milanu kolejny raz odpadł dosyć szybko z Ligi Mistrzów. Uważa Pan, że czasy lepszej gry ekipy „Rossonerich” powrócą?
Tutaj też wszystko zależy od polityki transferowej Silvio Berlusconiego, który z roku na rok też wyprzedaje najsilniejsze gwiazdy. Próbuje pozyskać zawodników niechcianych za nie największe pieniądze. Tak jak swego czasu Zlatan Ibrahimović czy Mario Balotelli. Jest to ciekawa drużyna, ale widać, że nie jest to zespół, który aspirowałby do triumfu w finale Ligi Mistrzów. Po prostu za bardzo ją osłabia i do tego teraz dojdzie efekt nowego trenera. Nie wiadomo, czy szkoleniowcem zostanie Clarence Sedorf, ale tak czy siak, wszyscy jesteśmy ciekawi, jak mu pójdzie. Wielki, charyzmatyczny zawodnik i ciekawe, jak sprawdzi się w roli trenera.
Obrońca tytułu, Chelsea Londyn, nie wyszedł z fazy grupowej Champions League. Pana zdaniem był to wypadek przy pracy zespołu „The Blues”?
Czy wypadek przy pracy? I tak, i nie. Tutaj też była bardzo silna grupa z Szachtarem, który był fenomenalny jesienią, bo później bezzębny na wiosnę. Był także w grupie z tym świetnym Juventusem, dlatego nie wiem, co tutaj zadecydowało. Pamiętajmy, że to był obrońca trofeum, a każdy z nich gra odrobinę gorzej w kolejnym roku. Nie wiem, czy to nazywać brakiem doświadczenia czy umiejętności Roberto Di Mateo. Pamiętajmy, że wygrał Ligę Mistrzów, tylko właśnie jest pytanie, czy wygrał on czy piłkarze. Pewnie trochę zawiniło to, co próbował zwalczyć Andre Villa-Boas, ale mu się nie udało, czyli przewietrzenie szatni. To, że już w końcówce sezonu John Terry przestał odgrywać znaczącą w role drużynie, to nie przypadek.
Co Pana w tej edycji Ligi Mistrzów najbardziej zaskoczyło?
Oczywiście cztery gole Roberta Lewandowskiego przeciwko Realowi Madryt, bo nikt nie mógł tego się spodziewać, ale także oczekiwać i wymagać od niego. Zresztą nie tylko od Roberta, ale też od innego piłkarza, bo nawet Leo Messiemu się to nigdy nie udało. Takim dużym zaskoczeniem na plus była Borussia Dortmund, pomijając to, że grają tam trzej Polacy. Zrobiła duży postęp w porównaniu z poprzednim sezonem, w którym odpadła z Ligi Mistrzów, nie zajmując nawet trzeciego miejsca. To jak grała, jakim świetnym taktykiem okazał się Klopp, który potrafił przechytrzyć Roberto Manciniego i Jose Mourinho. Oczywiście szczęście i błędy sędziowskie, jak w meczu z Malagą, pomogły Borussii. Na pewno wielkim zaskoczeniem na plus była postawa Borussii. Natomiast negatywnie zaskoczyła mnie postawa Chelsea i Manchesteru City. Zupełnie niewspółmierna do tego potencjału, jaki miały te drużyny. Dużym zaskoczeniem i drużyną przyjemną do oglądania był Szachtar, ale jak powiedziałem wcześniej, tylko jesienią, bo ta zimowa przerwa zrobiła swoje i w tym meczu na wiosnę z Borussią Dortmund już ten Szachtar nie zachwycał.
Michela Pol a made in Izrael to znaczy ze ma geny
Izraela i jest żydkiem!
~M
~szalony mnich
dokładnie to je.bany żyd tak jak jak Lewus . Widać
jak promuje tego gniota
~
~hahahahaha
Zaje.bany żyd!!!! Hertha rozj.ebie Bayern i H.UJ,
jeb.ać żydów i szkopów
hahahahahahahahahahahahaha
~
~mundry
i.gol a na nim faszyści?
no co
€€€€€€€€€€€€€€€€€
~
~Ribery
Boli was że bayern w tym sezonie rozjechał wszystko
co miał na drodze więc teraz nasuwa się pytanie
kibicom bayern whos next ? do rozjechania. Pozdro dla
kibiców bayernu. My to my
~
~Voychoo
Mam już dość żydożerców.Inna sprawa jest taka
,że kompetencje tego pana odnośnie piłki nożnej
,są wg mnie wątpliwe.Widać że nigdy piłki nie
kopał, co najwyżej za piłkę robił :)Odnośnie
bayernu ,to raczej nie jest żadną sztuką
przewidzieć ,że następne mistrzostwo w lidze
będzie do nich należało.To drużyna która jest
najsilniejsza i jeszcze się wzmacnia kosztem
największego rywala.Oczywiście jeśli guariola nić
w niej nie zepsuje :p