Nikt chyba nie spodziewał się takiego wyniku w meczu na BayArena. Bayer Leverkusen wygrał 4:0 z Szachtarem Donieck, a popis gry znów dał Stefan Kiessling. Niemiec ponownie był głównym aktorem teatru, ale tym razem jego osoba nie łączyła się bezpośrednio z sędziowskimi błędami.
Na BayArena rozegrano kolejny mecz trzeciej kolejki Champions League. Przy niemal komplecie publiczności miejscowy Bayer Leverkusen podejmował Szachtara Donieck. Obie drużyny już na początku pokazały, że nie mają zamiaru się bronić i od początku ruszały do ataku. Swoje trzy grosze próbował wtrącić również Sebastian Boenisch, który jeszcze przed 120 sekundą meczu wrzucał w pole karne – niestety niecelnie. Lewy obrońca „Aptekarzy” starał się podłączać pod akcje ofensywne gospodarzy, co często wiązało się z drobnymi problemami w formacjach defensywnych Ukraińców, jednak zagrożenia były szybko zażegnywane.
W 13. minucie groźną sytuację z rzutu wolnego miał Szachtar. Rakicki postanowił uderzyć bezpośrednio na bramkę z 30. metra. Futbolówka powędrowała niezbyt wysoko nad ziemią i przeleciała obok wyskakującego muru. Leno nie musiał interweniować i pewnie odprowadził ją wzrokiem. Na akcję Ukraińców odpowiedzieć mógł Gonzalo Castro. Niemiec podobnie próbował strzelać ze stałego fragmentu gry, ale trafił w trzyosobową przeszkodę. Niedokładność królowała w pierwszej odsłonie meczu i po właśnie takim błędzie padła pierwsza bramka. Defensor donieckich „Górników” nie pokrył wbiegającego na skrzydło Donatiego, który idealnie dośrodkował na głowę Kiesslinga, który trafił tym razem w światło bramki, a futbolówka po chwili zatrzepotała w siatce. Bayer chciał pójść za ciosem i strzelić drugiego gola. Piłkarze rajdami wykorzystywali dziury w obronie drużyny ze wschodniej Europy, jednak Ci w ostatniej chwili byli w stanie wybić piłkę.
Przyjezdni chwytali się wszystkich kół ratunkowych, byle doprowadzić do zmiany wyniku. W 32. minucie spotkania Alex Teixeira padł w polu karnym, próbując wymusić rzut karny, a po chwili, wskazując na korner, aby wywalczyć chociaż rzut rożny. To jednak mu się nie udało, a niewzruszony arbiter wskazał na „piątkę”, z której grę miał wznowić golkiper gospodarzy.
Dobrze zapowiadający się początek przyćmiła nudna druga część połowy. Obie drużyny były dość statyczne i ograniczyły się do ataków pozycyjnych. Bayer Leverkusen liczył na kontry, które i tak kończyły się na obrońcach. Kiessling mógł trafić drugą bramkę tuż przed gwizdkiem na przerwę. Ponownie dośrodkowaniem popisał się Sebastian Boenisch. Niemiec miał dużo więcej miejsca niż przy pierwszej okazji, ale chybił niesamowicie, a na stadionie rozległ się jęk zawodu. Na koniec ze znakomitą kontrą ruszył Diego Costa, który znalazł się tuż przed Berndem Leno, jednak Brazylijczyk trafił jedynie w boczną siatkę. Ta tym razem była dobrze sprawdzona, bo piłka nie wpadła do bramki, a poleciała w stronę band reklamowych. Tuż po tym wydarzeniu sędzia zakończył pierwsze czterdzieści pięć minut i nakazał iść piłkarzom do szatni.
Trener Ukraińców postanowił, że od początku drugiej odsłony na boisko wejdzie najdroższy piłkarz Szachtara, Bernard, jednak to nie miało dużego wpływu na wynik, bo pięć minut później było już 2:0. Dario Srna faulował w „szesnastce” Pjatowa Stefana Kiesslinga, a Rolfes pewnie zamienił strzał z wapna na drugiego gola. Czy „jedenastka” piłkarzom w czarnych trykotach się należała? To kwestia dość sporna i należy ją zostawić do interpretacji ekspertom.










