Pogoń Szczecin, najmocniejsza ekipa w meczach domowych, kontra Puszcza Niepołomice, jedna z najsłabszych drużyn w delegacjach. Logika PKO BP Ekstraklasy podpowiadałaby sensację i prawie się ona ziściła, ale prawie czyni wielką różnicę. Portowcy po nie najlepszej grze na ekonomicznym biegu wyszarpali zwycięstwo 2:1. Natomiast „Żubry” ryczą coraz słabiej, a strata punktowa do bezpiecznej strefy może wzrosnąć. Gra, zwłaszcza w drugiej połowie, była najlepsza od dawna, ale to wciąż za mało, by powalczyć o utrzymanie.
Trener Tomasz Tułacz zdaje sobie sprawę z panującego w skromnym klubie kryzysu. Puszcza Niepołomice zgodnie ze statystykami sprzed meczu z Pogonią nie zdobyła gola od 354 minut. Już po meczu z Radomiakiem Radom szkoleniowiec przyznawał, że z wielu elementów gry zespołu nie jest zadowolony i nie miał tutaj na myśli tylko i wyłącznie stałych fragmentów gry.
Puszcza Niepołomice może i nie atakowała, ale z tyłu wyglądała lepiej
Trzeba oddać gościom, że choć w pierwszej połowie nie stwarzali pod bramką Cojocaru praktycznie żadnych okazji, to całościowo niepołomiczanie organizacyjnie wyglądali bardzo porządnie. Bardzo mądrze przesuwali się po boisku i skutecznie prasowali drużynę Roberta Kolendowicza, gdy ta już podchodziła blisko bramki. Zwłaszcza obiecująco wyglądało to w środku pola, gdzie nie pozwalali na uzyskanie odrobiny miejsca na poczarowanie z piłką takim piłkarzom jak Grosicki czy Biczachczjan.
Koulouris z siódmym golem w sezonie
Niepołomiczański mur pękł jednak w 36. minucie. Zaczęło się od straty pod własnym polem karnym, po której poszło dośrodkowanie z prawej strony. „Grosik” doskonale zgrał do Efthymiosa Koulourisa. Pierwsza próba Greka została zablokowana jeszcze przez obrońcę, ale dobitka była perfekcyjna i siódmy gol Greka w tym sezonie stał się faktem.
„Żubry”, zamiast ruszyć do boju, dalej stały w miejscu
Czy to był jakiś moment przełomowy? Czy „Żubry” ruszyły na żer? Cóż, można mieć co do tego wątpliwości. Na 25. metr połowy przeciwnika jeszcze potrafiły się przedostać, ale im bliżej „szesnastki” „Portowców”, tym pomysłu (oraz zawodników) było coraz mniej.
To raczej Pogoń była bliższa drugiej bramki. Pod koniec pierwszej połowy Kamil Grosicki bezlitośnie objechał środkowego obrońcę z Rumunii (który jeszcze na dodatek pod koniec akcji potykał się o własne nogi) i tylko kiks Ulvestada uratował gości od kolejnego gonga.











