Gdy Pogoń Szczecin przegrywała poprzednie spotkanie z ŁKS-em Łódź w ostatniej akcji meczu, była na dnie. Drużyna była rozbita, trawiona problemami. Pożar palił się na dosłownie każdym kroku i nie wiadomo było, co najpierw gasić. Minęło pół roku i teraz Pogoń z ufnością, jakiej dawno nie miała, stanie do boju w ćwierćfinale Pucharu Polski z Lechem. Dziś pokonała, lecz nie bez problemów, ŁKS 4:2.
Pół roku temu Pogoń Szczecin po porażce z belgijskim Gent była mentalnie rozbita. Tamta drużyna była okropna w oglądaniu: słaba w defensywie i jeszcze gorsza w ofensywie. Każdy ją obijał, jak mu się podobało. Dziś sytuacja obróciła się o 180 stopni. Zespół na powrót imponuje rozmachem w ofensywie, natomiast z tyłu jest zadziwiająco solidny. Kibice już sobie ostrzą zęby na zbliżającą się rywalizację w Pucharze Polski i my ich rozumiemy, bo mają ku temu solidne podstawy.
Rafał Kurzawa – pół roku temu wyszydzany, dziś oklaskiwany
Strzelanie w meczu rozpoczął Rafał Kurzawa. Niektórzy kibice dalej się dziwią, co w nim widzi trener Gustafsson. Szwed nie zważa na takie głosy i regularnie korzysta z usług pomocnika i w tym meczu ten odwdzięczył się za zaufanie. W 12. minucie otrzymał piłkę od Linusa Wahlqvista, po czym popisał się atomowym strzałem, którego Bobek nie miał prawa obronić. Rafał Kurzawa wyraźnie odżył i wciąż może jeszcze wiele dać Pogoni.
Gorgon zaliczył wejście smoka
Zwłaszcza że Pogoń także z ławki wprowadza zagrożenie dla rywala. Teraz pokazał to wprowadzony Aleksander Gorgon. Najpierw w 63. minucie Austriak ruszył z akcją środkiem i oddał strzał, który po podbiciu Mammadova wpadł obok wyciągniętego jak struna golkipera.
To w ogóle był jego dzień, co pokazał ponownie w 71. minucie. Kamil Grosicki wrzucił piłkę w pole karne, która znowu odbiła się od Azera, a Gorgon stał w idealnym miejscu i instynktownie piszczelem zapakował do pustej bramki. To się nazywa wejście smoka. Od tego czasu ŁKS kompletnie się posypał.











