Tradycja została podtrzymana. Lechia Gdańsk ponownie nie zdołała znaleźć sposobu na Motor Lublin. Po dwóch porażkach na boiskach 1. ligi teraz przyszła porażka w PKO BP Ekstraklasie. Mecz nie porwał kibiców, ale goście w drugiej połowie zdołali zadać dwa mocne ciosy. Drużyna Mateusza Stolarskiego odbiła sobie tym samym porażkę w pierwszej kolejce z Rakowem Częstochowa.
Po 433 dniach przerwy do Gdańska ponownie zawitała PKO BP Ekstraklasa. Na pierwszy rzut przyszło spotkanie z innym bieniaminkiem, Motorem Lublin, z którym akurat drużyna z północy mimo awansu nie ma dobrych wspomnień. W sezonie pierwszoligowym oba rozegrane spotkania z tym rywalem kończyły się porażką 0:1. Trener Szymon Grabowski dodatkowo, gdy prowadził Stomil Olsztyn, przegrał z Motorem baraże o awans do 1. ligi.
Każda seria oczywiście kiedyś się kończy, ale w piątkowy wieczór tak się nie stało. Motor Lublin zaliczył kolejny udany wypad nad morze, co już staje się normą. Nie tak dawno temu świętowanie awansu w Gdyni, a pierwszy triumf w nowym sezonie właśnie w Gdańsku. Pół żartem, pół serio Lechia Gdańsk pewnie wolałaby na dłużej odpocząć od starć z rywalem z Lublina.
Czy to poziom ekstraklasowy?
Trudne pierwsze 45 minut przeżyły osoby oglądające ten mecz. Obie drużyny do przerwy nie dostarczyły wielu emocji i spokojnie można było się zastanawiać, czy kiedykolwiek oglądało się gorsze spotkanie. Budowanie akcji było powolne, na co też zapewne miał wpływ niezbyt ekskluzywny stan murawy. Po niedawnym koncercie na stadionie w Gdańsku postanowiono ją wymienić, ale… odbyło się to dosyć późno. Jeszcze dzień przed meczem robiono ostatnie poprawki, przez co nie było szans, by jej stan nadawał się do fajnej, płynnej gry.
Nie jest to oczywiście powód do pełnego tłumaczenia tego widowiska. Beniaminkowie wyglądali, jakby mieli ciężkie nogi, nawet do kontry zabierali się jak za karę. Jedynym wartym uwagi momentem było zakończenie pierwszej połowy przez Damiana Sylwestrzaka.
Motor umiejętnie wyczekał
Po przerwie jakby na moment gra się ożywiła. Blisko wyjścia na prowadzenie kilka minut po wznowieniu była Lechia Gdańsk, jednak dobrą okazję zmarnował Tomasz Neugebauer. W dalszych fazach wydawało się, że to właśnie gospodarze trzymają kontrolę nad wydarzeniami na boisku. W pewnym momencie zaczęło im jednak brakować sił i Motor Lublin zaczął mocniej doskakiwać do pressingu. To im się mocno opłaciło i po 70. minucie gry zadali dwa ciosy, które doprowadziły do nokautu. Mraz i Ceglarz okazali się katami Lechii.










