Jesteśmy już po czterech kolejkach Ligi Mistrzów. Na ogół w tej fazie rozgrywek powinniśmy już znać pierwszych uczestników zmagań pucharowych. Na pewno znani są już pierwsi, którzy po tym etapie z najbardziej prestiżowym turniejem piłkarskim w Europie się pożegnają. A w przypadku reszty rywalizacja wciąż trwa.
Grupa A
W czwartej serii mogliśmy się przekonać, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Inter Mediolan po tej kolejce powinien czuć się już uczestnikiem 1/8 finału. Tymczasem „Nerazzuri” zostali poskromieni w Londynie. Zespołowi Rafaela Beniteza nie pomogła jego kilkuletnia praca na Wyspach. Harry Redknapp świetnie rozpracował przygotowaną przez hiszpańskiego szkoleniowca taktykę i poprowadził swój zespół do pewnej wygranej. Mistrzowie Włoch w pewnym sensie zostali skarceni. O tym, że „Koguty” są groźne, przekonali się już dwa tygodnie wcześniej, kiedy ich przeciwnicy, grając w dziesiątkę, niemal doprowadzili do wyrównania, choć przegrywali 0:4. Wygrywając z Interem, „The Spurs” pokazali, że mogą być czarnym koniem rozgrywek i stać ich nawet na osiągnięcie ćwierćfinału. Teoretycznie zarówno Twente, jak i Werder mają jeszcze szanse na ich przegonienie, lecz przy takiej formie zespołów z Anglii i Włoch należy uznać to za mało prawdopodobne. Powalczyć mogą Holendrzy, lecz jedynie o pewniejszą pozycję w Lidze Europejskiej.
Grupa B

Zakończyła się bezwzględna dominacja Lyonu. Wydawało się, że po zwyżce formy i poprawieniu swoich notowań w lidze nic już nie przeszkodzi graczom Claude’a Puela w zapewnieniu sobie udziału w fazie pucharowej. Francuzi prawdopodobnie poczuli się zbyt pewnie, wykorzystała Benfica to i bezwzględnie ich skarciła. Zanim Portugalczycy przystąpią do dalszej walki o 1/8 finału, muszą przede wszystkim poprawić koncentrację. Prawdopodobnie, gdyby mecze piłkarskie nie trwały 90, a np. 100 minut, półfinaliści poprzedniej edycji Ligi Mistrzów mogliby jeszcze doprowadzić do wyrównania. Stracenie trzech bramek w ciągu ostatniego kwadransa gry nie najlepiej świadczy o podopiecznych Jorge Jesusa. Dzięki tej wygranej sytuacja w grupie stała się niezwykle ciekawa. O awansie prawdopodobnie zdecyduje dopiero ostatnie starcie między Benficą i Schalke. Lyonowi do promocji wystarczy zaledwie remis z Niemcami, a Hapoel ostatecznie wypadł z gry.
Grupa C
Wśród tej grupy wiadoma jest jedna rzecz: z turniejem żegna się Bursaspor. Pozostałe rozwiązania, w mniejszym lub większym stopniu, są możliwe. Po czterech spotkaniach liderem jest Manchester United i jego udział w fazie pucharowej raczej jest niezagrożony. Prawdziwa walka rozegra się o to, kto zajmie miejsce za jego plecami. Po trzeciej kolejce można było oczekiwać, że „Rangersi” wzniosą się na wyżyny i utrą nosa potentatowi z Walencji. Tymczasem „Nietoperze” pokazały szkockim rywalom, że do najlepszych jeszcze im daleko. Wynik 3:0 praktycznie mówi sam na siebie. Podopieczni Waltera Smitha znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Jeżeli chcą wywalczyć awans, najbliższe dwa spotkania muszą wygrać i liczyć na korzystne dla siebie wyniki spotkań graczy Unaia Emery’ego.











