Podbeskidzie Bielsko-Biała już tuż po zakończonej rundzie dokonało pierwszego wzmocnienia. Klub z Bielska-Białej wzmocnił bramkarz reprezentacji Estonii i uczestnik fazy grupowej Ligi Konferencji UEFA. A jak można usłyszeć, następne ruchy są tylko kwestią czasu. Wszystko to, czyli jakościowe ruchy transferowe wraz z wysoką lokatą w tabeli na koniec rundy wskazują, że „Górale” chcą się włączyć wiosną do walki o awans. Czy im się to uda?
Nie ma co ukrywać, że w Podbeskidziu przed sezonem do tematu awansu w tym sezonie podchodzono ostrożnie. Ba, nawet następny sezon nie koniecznie miał być tym, który pozwoli wrócić do elity. W klubie nakreślono trzyletni plan powrotu do najwyższej ligi. Jednak w futbolu nie da się nic zaplanować. Ponadprzeciętne wyniki zespołu i dobra gra poskutkowały 4. miejscem w tabeli Fortuna 1. Ligi na koniec rundy. I choć deklaracje były inne, to transfery zarówno latem, jak i teraz zapowiadają, że bielszczanie chcą powalczyć o powrót do ekstraklasy.
Transfer numer 1 – Matvei Igonen
Jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia w Bielsku-Białej zameldował się pierwszy zimowy transfer. Matvei Igonen. 25-letni estoński bramkarz nie dość, że wciąż jest młody, to w dodatku ma za sobą bardzo dobry sezon. W poprzednim klubie (Flora Tallin) w zakończonych rozgrywkach ligowych (mecze wiosna-jesień) w 28 rozegranych spotkaniach zachował aż 16 czystych kont. Pozwoliło mu to otrzymać tytuł najlepszego bramkarza ligi estońskiej. Poza tym wystąpił w 14 spotkaniach Ligi Konferencji UEFA, gdzie ma na swoim koncie 26 obronionych strzałów – najwięcej spośród wszystkich bramkarzy. To wszystko plus regularne powołania i gra w reprezentacji Estonii pozwala domniemywać, że Podbeskidzie dokonało bardzo dobrego transferu.
Gdy popytamy stałych widzów ligi estońskiej, jak i Flory Tallin o największe atuty Igonena, to wszyscy wskażą dobrą grę na linii i refleks. Poza tym wśród atutów wymienia się dobrą jak na poziom, na którym występował, grę nogami. Co w przypadku Podbeskidzia jest niezwykle ważne, ponieważ zespół trenera Jawnego i Dymkowskiego większość swoich akcji rozgrywa od tyłu. A dotychczasowi bramkarze mieli z tym elementem sztuki bramkarskiej problemy. Dodatkowym powodem, dla którego sprowadzono nowego bramkarza, jest fakt, że Michal Pesković zmierza ku odwieszeniu rękawic na kołek. Prawie 40-letni bramkarz z wieloletnią przeszłością w ekstraklasie zaangażował się już w pracę z młodzieżą w akademii Podbeskidzia, a jego wygasający w czerwcu kontrakt będzie jego ostatnim.











