Podbeskidzie przed sezonem wskazywano jako jednego z głównych kandydatów do awansu. Teraz po czterech pierwszych spotkaniach należy skorygować te przypuszczenia. Bo Podbeskidzie ani nie gra bardzo dobrze, ani nie punktuje. Ale właśnie, czy można dobrze wyglądać i punktować, będąc w sytuacji bielszczan?
Faktem jest, że pod Klimczokiem tego lata doszło do wielu roszad. Zmieniono trenera, zatrudniono dyrektora sportowego i wywietrzono szatnię. To, czy te zmiany były słuszne czy też nie, nie podlega dyskusji – owszem, były. Ale dyskusja pojawia się wtedy, kiedy zagłębimy się w szczegóły. Bo kadra wydaje się nieprzygotowana do zmagań w Fortuna 1. Lidze od pierwszego meczu. Zarówno jeśli chodzi o aspekty taktyczne, jak i fizyczne poszczególnych zawodników. A sama drużyna rodziła się i wciąż rodzi po prostu w bólach. Dlaczego?
Urodzenie w bólu
Podbeskidzie rozpoczęło przygotowania do tego sezonu teoretycznie najszybciej, bo najszybciej skończyło ligę. Gdy piłkarze z Bielska-Białej byli już na urlopach, a w gabinetach zastanawiano się nad przyszłością, pozostali rywale z 1. ligi jeszcze grali swoje mecze. Właśnie to, że „Górale” mieli najwięcej czasu na przygotowania, jest jednym z argumentów za tym, że Podbeskidzie powinno lepiej rozpocząć ten sezon i prezentować się znacznie lepiej na boisku. Mało kto jednak bierze pod uwagę, że przez pierwszy tydzień zespół prowadził asystent Roberta Kasperczyka, Dariusz Kołodziej. I tak było aż do 14 czerwca, gdy drużynę objęli Piotr Jawny i Marcin Dymkowski. Słowo „drużynę” należy jednak w tym miejscu włożyć w cudzysłów, bo zespołu tak naprawdę nie było.
Gdy byli trenerzy Śląska II Wrocław obejmowali zespół spod Klimczoka, mieli do dyspozycji co prawda większość kadry, ale wiadome było, że znaczna część zawodników w Bielsku po prostu nie zostanie. Wiele kontraktów kończyło się 30 czerwca, więc klub czekał, aż one wygasną. Co oczywiście łatwo zrozumieć. Trudno bowiem budować kadrę z zawodników, którzy przed chwilą odbili się od ekstraklasy jak od ściany. Tak więc po tygodniu pracy odeszło dziewięciu piłkarzy, a po następnym kolejnych czterech. W tym czasie do klubu dołączyło pięciu zawodników.
Trudno podczas takiego przemiału graczy zacząć budować coś konkretnego. Było to możliwe tak naprawdę dopiero, gdy w zespole pojawili się kolejni nowi zawodnicy, a fala odejść zwolniła. Czyli gdzieś od 10 lipca. To właśnie tę datę należy uznać za prawdziwy początek okresu przygotowawczego TSP.











