Podbeskidzie Bielsko-Biała z trudem weszło w sezon 2020/2021. Beniaminek miał nadzieję na coś więcej niż jedynie walkę o utrzymanie. Tymczasem popularni „Górale” mają problemy ze zdobywaniem punktów. Raptem pięć „oczek” w ośmiu spotkaniach sprawia, że znajdują się zdecydowanie za blisko strefy spadkowej. Oczekiwania były inne, w związku z czym obecne wyniki osiągane przez podopiecznych Krzysztofa Brede rozczarowują. W czym tkwi problem?
Czy sytuacja w Bielsku-Białej wygląda rzeczywiście tak źle? Czy trzeba już bić na alarm i rozważać zmianę na ławce trenerskiej? Wydaje się, że wyniki nie do końca odzwierciedlają, w jaki sposób gra beniaminek w tym sezonie. Pamiętajmy, że awans do ekstraklasy zapewnili sobie dzięki ofensywnej grze na zapleczu. W obecnej batalii również starają się grać ofensywnie, co sprawia, że są łatwiejszym celem dla bardziej doświadczonych drużyn.
Zmarnowane szanse
Paradoksalnie gorsze wyniki beniaminka nie biorą się ze słabej gry podopiecznych trenera Brede. Oczywiście ktoś może wyciągnąć mecz z Lechią Gdańsk czy Cracovią, gdzie pod względem stworzonych okazji Podbeskidzie było stłamszone. Efektem tego była wysoka porażka z zespołem z Gdańska i szczęśliwy remis z Cracovią. „Górale” oddają średnio 6,3 strzałów w kierunku bramki na mecz. Nie jest to oszałamiający wynik, ale nie jest też tak, że tych sytuacji nie ma. Liczy się co w siatce, a tu jest zdecydowanie gorzej. Dziewięć bramek… Bardzo słaby wynik. Oczywiście jest też Legia, która ma tyle samo zdobytych goli, czy Jagiellonia, która tych bramek zdobyła mniej, ale oba zespoły rozegrały o dwa mecze mniej od „Górali”.
Najskuteczniejsza formacja ataku poprzedniego sezonu. W zeszłej kampanii w 1. lidze Podbeskidzie Bielsko-Biała zdobyło 64 bramki. W starciu z ekstraklasą ofensywa się zacięła. Jej jedyny jasny punkt to doświadczony Kamil Biliński i jego cztery trafienia. Słaba skuteczność pod bramką rywali sprawiła, że uwypuklona została największa wada w zespole Podbeskidzia – przeciętna defensywa…
Obrona czy ser szwajcarski?
Wyświechtany slogan, ale chyba nic lepiej nie pasuje obecnie do opisania formacji defensywnej w Podbeskidziu. Już w zeszłym sezonie było widać, że ofensywne nastawienie zespołu sprawia, że „Górale” tracą wiele bramek. Nawet szósta Termalica Bruk-Bet Nieciecza straciła tych goli mniej. Pomimo tego w Bielsku odpuszczono „remont” defensywy. Sprowadzono jednego obrońcę. 28-letni Milan miał wzmocnić tyły Podbeskidzia. Tymczasem Serb zagrał zaledwie w dwóch spotkaniach i umówmy się, że prochu nie wymyślił.











