Z wielkimi problemami Legia Warszawa melduje się w drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Gra ani wynik na pewno nie zadowalają polskich kibiców, którzy liczyli na lepszą postawę „Wojskowych”. Bohaterem okazał się powracający po kontuzji Jose Kante. To pokazuje, jak przewrotny jest los. Jeszcze kilka tygodni temu wyganiany z klubu teraz ratuje Legię przed dogrywką. Miejmy nadzieję, że to złe dobrego początki.
Legia rozpoczęła swoją drogę w europejskich pucharach. W tych, w których mieli wspaniałe wspomnienia jak mecz z Realem Madryt, ale też przegrany dwumecz z Dudelange. Niestety w ostatnich latach więcej było tych złych wspomnień. Wydawało się jednak, że „Wojskowi” są w bardzo dobrej formie, co pokazał mecz w Bełchatowie. Przed spotkaniem wydawało się, że Linfield to żadna przeszkoda dla mistrzów Polski, a poważne sprawdziany przyjdą dopiero w następnych rundach.
Problemy Legii przed spotkaniem
Na szczęście nie mowa tutaj o problemach z formą czy z brakami w kadrze. Niestety w poniedziałek wieczorem wykryto u jednego z piłkarzy Legii koronawirusa. Sytuacja zrobiła się gorąca. Mecz stanął pod znakiem zapytania. Na szczęście Główny Inspektorat Sanitarny pozwolił na rozegranie meczu, a przecież mogło być różnie. Według protokołu „UEFA Return to play” drużyny grają, dopóki zdrowych jest 13 zawodników. Fakty są jednak takie, że gdyby GIS się nie zgodził na rozegranie meczu, spotkanie zostałoby przełożone lub zakończyłoby się walkowerem.
Ubytków kadrowych w stołecznym klubie trochę jednak jest. Najpoważniejsza i najdłuższa absencja czeka Marko Vesovicia, czyli prawdopodobnie najlepszego prawego obrońcy ekstraklasy. Jego zastępcą był Michał Karbownik, który wyjątkowo zagrał na prawej obronie. Inny ubytek to napastnik Vamara Sanogo, ale akurat ta pozycja została dobrze wzmocniona przez warszawiaków, więc Vuković mógł spać spokojnie.
Co do formy sportowej stołeczni kibice nie mogli mieć zastrzeżeń, choć Legii było dane rozegrać tylko jeden mecz przed eliminacjami do Ligi Mistrzów. W spotkaniu z GKS-em Bełchatów spokojnie pokonali rywali. Uwagę przykuł bardzo dobry występ Macieja Rosołka, który skończył mecz z trzema bramkami. Legia przeszła dalej, ale największe wrażenie robił wynik 6:1. Zapowiadało to bardzo dobrą formę mistrza Polski już na początku sezonu. To właśnie czasami tej formy brakowało w poprzednich latach
– mówił przed spotkaniem szkoleniowiec Legii.










