PKO BP Ekstraklasa: cztery mecze, rykoszety i derby Krakowa.


PKO BP Ekstraklasa zafundowała nam derbowe emocje, rykoszety i brutalność. Czas na sobotni przekrój wydarzeń 6. kolejki na polskich boiskach.

30 sierpnia 2026 PKO BP Ekstraklasa: cztery mecze, rykoszety i derby Krakowa.

PKO BP Ekstraklasa zaprosiła nas do bardzo długiego sobotniego dnia, ponieważ obejrzeliśmy aż cztery mecze tego dnia. Byliśmy w Radomiu, Lublinie, Krakowie i Lubinie. Nie brakowało nam niczego w trakcie tych spotkań, a i oczekiwania były duże. Gole, rykoszety, odwracanie losów rywalizacji i trenerski debiut - nie nudziliśmy się naszą ligą w ostatnią sobotę sierpnia.


Udostępnij na Udostępnij na

Deszczowy Radom

Radomiak Radom z Cracovią wznowili zmagania w 6. kolejce PKO BP Ekstraklasy w deszczowych warunkach atmosferycznych. Pogoda nie była idealna do grania, ale gracze nie mieli większych powodów do narzekania. Gospodarze liczyli na przełamanie i pierwszy triumf od ponad miesiąca. Przyjezdni świętowali wygrane derby z Wieczystą i planowali dopisanie kolejnych trzech punktów do ligowej tabeli.

Gracze Tomasza Kaczmarka posiadali piłkę przez pierwszą część spotkania, lecz nie potrafili przekuć tego na żadną konkretną okazję bramkową. „Pasy” pokazały się z innej strony, lecz futbolówka nie znalazła drogi do siatki. Martin Minchev stanął oko w oko z Filipem Majchrowiczem po kapitalnym podaniu od Mateusza Klicha. Jednak bramkarz „Zielonych” wygrał ten pojedynek i uchronił drużynę od utraty bramki. Goście posłali cztery celne uderzenia, ale schodziliśmy z rezultatem 0:0 na przerwę.

Druga odsłona aktywowała nam rubrykę, na którą czekaliśmy. Martin Minchev spróbował strzału z okolic 18. metra i szczęście uśmiechnęło się do Bułgara. Strzał powędrował po nodze jednego z blokujących obrońców i otworzył się wynik tej potyczki. Jednak radość Bartosza Grzelaka nie trwała długo, ponieważ zmienił się dość szybko obraz na tablicy wyników. Rafał Wolski poszedł śladem strzelca bramki dla Cracovii i pokonał Sebastiana Madejskiego strzałem zakończonym rykoszetem. W ciągu ośmiu minut ujrzeliśmy dwie próby zakończone wyblokami, które kompletnie zmyliły bramkarzy.

Ostatnie słowo należało do Radomiaka w tym spotkaniu za sprawą Rafała Wolskiego. Arbiter zauważył zagranie ręką i podyktował „jedenastkę”. Pomocnik gospodarzy pewnie wykorzystał rzut karny w swoim 101. meczu w zielonych barwach. Cracovia starała się przez pół godziny doprowadzić do wyrównania, lecz nie powiodła im się ta sztuka. Natomiast Radomiak Radom dopisał pierwsze trzy „oczka” od pierwszej kolejki, gdy był lepszy od Wieczystej.

Udana delegacja

PKO BP Ekstraklasa zawitała do Lublina, gdzie Motor podejmował Piast Gliwice. Spodziewaliśmy się ciekawego meczu, w którym nie będziemy marudzić na brak trafień. Jednak rzeczywistość okazała się inna, szczególnie w pierwszej połowie. Mariusz Misiura i Daniel Myśliwiec nie radowali się z poczynań ofensywnych swoich podopiecznych, ponieważ nie padł gol jak w pierwszym sobotnim starciu. W dodatku bramkarze nie zostali zmuszeni do ani jednej interwencji, gdyż żaden strzał z dziewięciu nie poleciał w światło bramki.

Motor Lublin chciał zbudować zalążek serii zwycięstw na własnym stadionie po ograniu GKS-u Katowice dwa tygodnie temu. Piast Gliwice marzył o debiutanckim triumfie w delegacji podczas setnej walki o mistrzostwo Polski. Obie ekipy wiedziały, że muszą sporo zmienić w swojej grze, aby zrealizować swoje wizje na sobotnie popołudnie.

Przyjezdni wyszli zdeterminowani i konkretniejsi na drugie 45 minut, o czym świadczą statystyki. Piłkarze Daniela Myśliwca oddali sześć celnych strzałów na dziesięć prób oraz jedną w poprzeczkę. Ivan Lima powinien jako pierwszy w tym meczu wpisać się na listę strzelców, lecz zmarnował dwie kapitalne szanse w ciągu kilku sekund. Portugalczyk zmarnował strzał prawą nogą z pola bramkowego po interwencji Gaspera Tratnika. 21-latek mógł się zrehabilitować i dobijał głową, ale wcelował w poprzeczkę.

Juande Rivas – on został pierwszym głównym bohaterem tej potyczki. Jakub Czerwiński i wspomniany Hiszpan zamykali na dalszym słupku rzut rożny. Polak uderzał jako pierwszy, ale Słowak poradził sobie z tym strzałem. Jednak zawinił Bartosz Bereszyński, który zbierał się zbyt długo do wybicia piłki. Tę chwilę zawahania wykorzystał stoper Piasta Gliwice. Przyjezdni byli blisko pierwszej wygranej na wyjeździe od 78. minuty.

Szczepan Mucha pojawił się na placu gry w doliczonym czasie gry i zdążył wpisać się do protokołu meczowego. 22-latek zamknął jakąkolwiek dyskusję na temat choćby punktu dla gospodarzy. Piłkarz z Bielska-Białej strzelił swojego historycznego, pierwszego gola w PKO BP Ekstraklasie. Piast Gliwice pokonał 2:0 drużynę Mariusza Misiury.

 

Porażka w debiucie

PKO BP Ekstraklasa tęskniła cztery lata za derbami Krakowa, a teraz mamy przesyt tych starć. Wieczysta przegrała przed tygodniem z Cracovią i zwolniła Kazimierza Moskala. Željko Sopić debiutował jako trener beniaminka w batalii derbowej z beniaminkiem. „Biała Gwiazda” wróciła na stadion przy ulicy Reymonta z prostym planem – wygrać po porażce w Zabrzu i remisie w Szczecinie.

Pierwsza połowa wkomponowała się w spotkania poprzedzające trzeci sobotni mecz. Rywalizacja nie rozhulała się w pierwszej części, ponieważ Marcel Łubik i Nikola Cavlina nie wyciągali piłki z siatki. Bramkarz Mariusza Jopa poradził sobie ze strzałem dobrego znajomego naszych rozgrywek. Efthimios Koulouris nie przywitał się z PKO BP Ekstraklasą w wymarzony sposób, bo przez całą batalię nie strzelił bramki.

Statystyki tego meczu potwierdzają, jak wyrównane było to starcie. Dostrzegaliśmy równe posiadanie piłki i podobną liczbę kontaktów z piłką w polu karnym rywala, ale to zmieniło się po przerwie. Błyski indywidualne graczy Wisły Kraków przechyliły szalę na korzyść zawodników Mariusza Jopa. Julius Erthaler popisał się perfekcyjną wrzutką na najskuteczniejszego snajpera ligi w tym sezonie. Jordi Sanchez musiał tylko dołożyć stopę i tak uczynił. Hiszpan mógł chwalić się szóstym trafieniem w tej kampanii.

Jednak nie był to koniec strzeleckich popisów mistrzów Betclic 1. ligi. Jérémy Guillemenot kropnął spektakularnie z daleka i wyciszył apetyty rywala na remis. Szwajcar zaskoczył wszystkich tym przepięknym uderzeniem. Napastnicy „Białej Gwiazdy” okazali wyższość nad snajperami Željko Sopicia.

Wieczór w Lubinie

PKO BP Ekstraklasa zajechała na Dolny Śląsk, aby przypatrzeć się pojedynkowi Zagłębia Lubin z Pogonią Szczecin. Leszek Ojrzyński i Oscar Garcia dokonali pięciu zmian względem ostatniej kolejki, choć obydwaj szkoleniowcy dopisali punkt przed tygodniem. „Miedziowi” zremisowali 0:0 w Radomiu, a „Portowcy” podzielili się „oczkami” z Wisłą Kraków.

Czwarty sobotni duet podtrzymał tendencję bezbramkowych pierwszych połów, ale byliśmy świadkami czegoś nowego. Filip Cuic zachował się bezsensownie i wyleciał z boiska w 23. minucie po faulu i kopnięciu Damiana Michalskiego. Zastanawialiśmy się, kto będzie chciał kontrolować przebieg rywalizacji z piłką przy nodze. Mecz napisał nam scenariusz, który wyreżyserował się sam.

Zagłębie Lubin atakowało, ale nie udokumentowało przewagi liczebnej na placu gry. Pogoń Szczecin broniła się szczelnie i nie pozwalała na zbyt wiele przeciwnikowi. Goście zamienili tylko 56 celnych podań przez pięćdziesiąt minut drugiej połowy, co świadczy o ich nastawieniu. Piłkarze Leszka Ojrzyńskiego wykręcili 72% posiadania piłki i czterokrotnie zmusili do parad Valentina Cojocaru, ale siatka nie zatrzepotała od lecącej piłki. Aleks Ławniczak i Marcel Reguła byli najbliżsi wyszarpania trzech punktów, lecz nie obejrzeliśmy ani jednej bramki w sobotni wieczór.

Gospodarze zremisowali 0:0 w drugim meczu z rzędu, a „Portowcy” nie pokonali bramkarza oponenta po raz drugi w tej kampanii. Czujemy niedosyt po tym spektaklu, który przedstawił nam więcej agresji, brutalności niż piłkarskiej jakości.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze