PKO BP Ekstraklasa rozkręca się z tygodnia na tydzień. W 10. kolejce doszło do kilku interesujących spotkań, które były istotne dla górnej części tabeli. Jakie sygnały wysłali nam piłkarze po tym weekendzie?
Zaczęło się w piątek
Wisła Płock, która przodowała przez kilka serii gier w rozgrywkach ligowych, podejmowała zespół Rafała Góraka. GKS Katowice plasuje się w strefie spadkowej i dla podopiecznych Mariusza Misiury była to okazja do podwójnej rehabilitacji. Po pierwsze, zespół ze Śląska wyeliminował „Nafciarzy” z Pucharu Polski po dogrywce. Po drugie, gospodarze tego meczu nie wygrali od 25.08, gdy odwracając wynik rywalizacji, ograli Zagłębie Lubin.
Mogło się wydawać, że przełamanie jest blisko. Zan Rogelj wyprowadził na prowadzenie beniaminka PKO BP Ekstraklasy. Płocczanie schodzili na przerwę z korzystnym wynikiem, jednak w drugiej odsłonie wydarzyło się coś niespodziewanego. Rafał Leszczyński popełnił błąd, do którego nas nie przyzwyczaił. Marcin Wasilewski wykorzystał tę sytuację i ustalił wynik spotkania na 1:1. Mariusz Misiura zremisował po trzech porażkach, wliczając Puchar Polski.

Przyjemne kieleckie południe
Korona Kielce mierzyła się z Lechią Gdańsk i był to pojedynek rewelacji z ekipą szorującą po ostatnich miejscach w tabeli. Jacek Zieliński ustawił kielecką maszynę w obroty, które nas zadziwiają. Ostatnia porażka miała miejsce przed własną publiką pod koniec lipca z Legią Warszawa. „Złocisto-krwiści” wybiegali na starcie z ekipą Johna Carvera z serią ośmiu meczów bez przegranej.
Tę pewność siebie obejrzeliśmy w sobotnie południe. Korona Kielce pewnie pokonała 3:0 „Biało-zielonych”. Zaświeciły gwiazdy drużyny Jacka Zielińskiego. Wiktor Długosz zaliczył dublet. Martin Remacle zdobył gola, a Dawid Błanik popisał się asystą. Kielecka obrona nie dała się zaskoczyć w trzecim spotkaniu z rzędu.
Lider nie dał rady
Górnik Zabrze przyjechał do Krakowa, aby obronić pozycję lidera PKO BP Ekstraklasy. Drużyna Michala Gasparika czekała na wygraną przy ul. Kałuży od 11 lat. Ostatnie trzy mecze rozstrzygały się na korzyść „Pasów”. Przyjezdni chcieli przełamać te niefortunne passy i trzymać dystans od napierających ekip.
Pierwsza połowa była zadziwiająca. Gospodarze, którzy zajmowali 17. miejsce w rubryce posiadania piłki, dyktowali warunki gry. Nie przekładało się to na sytuację bramkowe. Górnicy nie wykazywali ochoty na zagrożenie bramki Sebastiana Madejskiego. Po przerwie lider zabrał się do pracy, co przełożyło się na gola. wyprowadzili na prowadzenie Górnik Zabrze. Genialną asystą drugiego stopnia popisał . Przez 17 minut tliła się myśl o przełamaniu klątwy stadionu im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. doprowadził do wyrównania w 89. minucie. Lider nie dał rady utrzymać jakże cennego zwycięstwa, które było na wyciągniecie ręki.













