Jednym z bohaterów środowego półfinału Ligi Mistrzów był bez wątpienia Łukasz Piszczek. Polski obrońca znakomicie radził sobie z Cristiano Ronaldo, któremu niejednokrotnie pokazywał, kto rządzi na prawej stronie boiska. Ronaldo co prawda gola strzelił, jednak winy Łukasza absolutnie nie było.
Bramka dla Realu wpadła po błędzie Matsa Hummelsa, który sprezentował piłkę graczom Realu, a ci nie zwykli marnować takich okazji. Łukasz Piszczek przez całe spotkanie walczył z Ronaldo na prawej stronie boiska i zazwyczaj to właśnie Polak wychodził z pojedynków zwycięsko. Wszyscy zawodnicy Borussii, również Piszczek, podchodzą do sprawy bardzo chłodno i nie chcą przesądzać, że finał już należy do nich. „Królewscy” mają jeszcze drugie 90 minut i na pewno będą chcieli odebrać awans drużynie Juergena Kloppa.
– Trudny pojedynek w Madrycie przed nami, nie możemy się zachłysnąć zwycięstwem w Dortmundzie. Mam nadzieję, że wyjdziemy zwycięsko z dwumeczu z Realem i pojedziemy na Wembley. Sytuacja, po której Ronaldo zdobył bramkę, zaczęła się od błędu Hummelsa. Próbowałem dogonić zawodnika Realu, ale nie udało się. To jest piłka, to są błędy. My też wykorzystaliśmy błędy Realu – skomentował Piszczek.
Wynik 4:1 to świetna zaliczka przed rewanżem. Cztery gole w pierwszym spotkaniu strzelił Robert Lewandowski i to znacznie przybliżyło BVB do finału na Wembley.









