Szczerze mówiąc, można było się tego spodziewać. Piony finansowe niektórych polskich klubów już i tak były kruche, stąd obecny stan w świecie futbolu jawił się jako niezbyt fortunne dopełnienie formalności. Gwoździem do trumny okazała się niemożność rozgrywania meczów w ramach ekstraklasy i – co za tym idzie – zamknięty kurek z pieniędzmi ze strony sponsorów czy telewizji. Słowa Zbigniewa Bońka okazały się trafną przepowiednią, co oznacza, że zarówno przed PZPN-em, jak i władzami ligi stoi ogromna i nigdy wcześniej nieznana przeszkoda.
Zanim przejdziemy do komunikatów, które kilka klubów zdążyło już na ten temat wystosować, należy najpierw doprecyzować, kto właściwie do grupy pięciu pechowców należy. Czy tutaj można odkryć Amerykę? Niekoniecznie. Grono upadłych marek otwiera Lechia Gdańsk, której problemy znaliśmy już od dawna. Gdańszczanom towarzyszyć będą derbowi „koledzy”, czyli Arka Gdynia, a żeby dopełnić ten dramatyczny obraz, nie można pominąć… Pogoni Szczecin.
Tak, wszystkie kluby portowe spotkał identyczny los, ale tylko historia szczecinian jest wyjątkowo intrygująca. Jarosław Mroczek jeszcze dwa dni temu deklarował, że wszystko ma pod kontrolą, natomiast dziś (dosłownie chwilę temu) okazało się, że spółka utraciła 100% płynności finansowej. Cytując: – Ciągnięcie tego dalej zwiększałoby tylko długi, które i tak mamy duże z powodu inwestycji w budowę stadionu i akademii. Trudno to zrozumieć, jesteśmy zdruzgotani. Przez najbliższy czas ograniczamy kontakt z mediami. To dopiero początek trudnych decyzji – napisał w swoim liście otwartym właściciel „Portowców”.
„Kryzys obnaży nasz piłkarski świat”. Obnażył
Kolejnymi klubami, które wraz z początkiem sezonu 2020/2021 nie rozpoczną rozgrywek na poziomie ekstraklasy, są Korona Kielce i (tutaj niemałe zaskoczenie) Wisła Kraków. W kwestii „Scyzorów” wiele dodawać nie trzeba: z finansowania kieleckiego przedstawiciela ligi wycofał się niemiecki inwestor, po czym obecne władze zdecydowały, że podejmą brutalne w skutkach kroki. – Ta decyzja wisiała nad nami jak wyrok. Przeciągaliśmy ją już od kilku dni, bo liczyliśmy na rozwiązania pomocowe z zewnątrz. Okazało się, że one ze strony PZPN-u nadejdą, jednak niestety za późno. W ostatnich dniach nie mogliśmy mówić nawet o przysłowiowym zapinaniu pasa. Jak mówić o czymś, czego nie ma? – powiedział Krzysztof Zając dla Świętokrzyskiefakty.pl.
Jak natomiast upadek krakowskiego klubu skomentował w swoim oficjalnym komunikacie ? – podsumował.











