Frustracja Michała Probierza narasta. W Gliwicach emocje do ostatniej minuty


„Pasy” zrzucone na samo dno tabeli. Kielczanie włączyli się do walki o mistrzostwo

24 sierpnia 2018 Frustracja Michała Probierza narasta. W Gliwicach emocje do ostatniej minuty

W pierwszym piątkowym meczu spotkały się drużyny z dwóch różnych biegunów. Piłkarze z Gliwic, którzy doskonale weszli w sezon, wygrywając w trzech pierwszych kolejkach, grali przeciwko zawodnikom Cracovii. Popularne „Pasy” na początku sezonu zawiodły oczekiwania kibiców. Przegrały bowiem dwa pierwsze mecze w obecnej kampanii. W drugim spotkaniu rywalizowały zespoły ze środka tabeli. Tutaj każdy zdobyty punkt oddalał od strefy spadkowej.


Udostępnij na Udostępnij na

Mecze zapowiadały się ciekawie i wszyscy mieliśmy nadzieję na dobry początek ligowego weekendu.

Wygrana Piasta dramatem dla Cracovii

Odganianie złych mocy na konferencji przedmeczowej przez trenera Cracovii nie pomogło. Już w 10. minucie brutalnego faulu na Dziczku dopuścił się Budziński. Najpierw obejrzał żółtą kartkę, jednak po weryfikacji VAR sędzia Raczkowski zdecydował się wyrzucić go z boiska. W mojej ocenie decyzja jak najbardziej słuszna. Na efekty gry w osłabieniu nie trzeba było długo czekać. Goście momentalnie cofnęli się do defensywy i już w 15. minucie Jorge Felix pięknym strzałem z dystansu pokonał Gostomskiego.

Piłkarze z Krakowa w dalszym ciągu nie odstawiali nóg, za co w 17. minucie żółtą kartkę obejrzał Milan Dimun. Błędy w kryciu przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego zaowocowały podwyższeniem rezultatu na 2:0. Po wrzutce Jagiełły w polu karnym najlepiej odnalazł się Michal Papadopulos i głową skierował piłkę do siatki.

Kiedy wydawało się, że już nic ciekawego nie czeka nas w pierwszej połowie, w 42. minucie Gostomski sfaulował w polu karnym Joela Valencię. Arbiter zdecydował się wskazać na 11. metr, a sędziowie VAR potwierdzili słuszność jego decyzji. Do piłki podszedł Tom Hateley, jednak bramkarz Cracovii wyczuł intencje Anglika. A mogło być już po meczu. Pod koniec pierwszej części spotkania doszło jeszcze do szarpaniny, w której główne role odegrali Czerwiński i Dytiatjew. Obaj sprawiedliwie otrzymali po żółtym kartoniku.

W drugiej połowie doczekaliśmy się zmian. Pierwszą z nich obejrzeliśmy w 58. minucie. Sebastian Strózik zastąpił Sergeia Zenjova. Młody napastnik miał ożywić grę zespołu z Krakowa. Kolejne roszady nastąpiły trzy minuty później. Gerard Badia zmienił Aleksandra Jagiełłę. Doświadczony Hiszpan miał zapewnić spokój w środku pola. Zaledwie kilkanaście sekund później doszło do niecodziennej sytuacji. Porywcza natura Michała Probierza dała o sobie znać i doszło do szarpaniny pomiędzy nim a Urosem Korunem. Gracz Piasta otrzymał żółtą kartkę, natomiast trener „Pasów” został odesłany na trybuny.

Kibice spragnieni kolejnych bramek nie musieli długo czekać. Już w 66. minucie Gostomski niefortunnie interweniował, a wybitą piłkę do bramki skierował Hateley. Było 3:0 i mecz wydawał się rozstrzygnięty. Jak się później okazało, piłkarzy z Krakowa stać było na zryw i dzięki temu zdobyli gola na 3:1. Helik ruszył w kierunku bramki rywala, wycofał piłkę Hernandezowi, a ten precyzyjnym strzałem wykończył całą akcję.

Do końca meczu nie działo się już nic ciekawego, oprócz dwóch zmian – Niko Datkovicia za Michala Siplaka oraz Mateusza Maka za Joela Valencię, a także dwóch żółtych kartek dla Mikkela Kirkeskova i Datkovicia.

Dzięki wygranej Piast został współliderem tabeli. Natomiast zespół z Krakowa spadł na sam koniec.

Cracovia nadal bezradna

Trener Michał Probierz cały czas powtarza, że na oceny przyjdzie czas. Uświadamia, jak wiele go potrzeba, aby zbudować coś na lata. Często robi to w zabawny sposób, jak choćby podczas jednej z konferencji.

I wszystko da się zrozumieć. Wystarczy choćby przypomnieć sobie, ile czasu zajęło Adamowi Nawałce zbudowanie kadry, która po kilkunastu latach wróciła na salony piłki reprezentacyjnej.

Problem w tym, że cierpliwość zarządu i kibiców kiedyś się skończy. Trener Probierz dostał kredyt zaufania od prezesa Filipiaka. Wydawało się, że po bardzo dobrej grze w grupie spadkowej w poprzednim sezonie może być tylko lepiej. Jednak jak widzimy, wcale tak nie jest. Cracovia traci mnóstwo bramek i praktycznie w ogóle ich nie strzela. Wygląda to tak, jakby wszystko to, co udało się wypracować w poprzednim sezonie, nagle zniknęło. Być może za wcześnie jeszcze na sądzenie trenera, ale trzeba sobie szczerze powiedzieć, że nie wygląda to najlepiej. Miejmy nadzieję, że Michał Probierz da radę zapanować nad kryzysem i nie będzie to jego ostatni sezon w Krakowie.

Arka znów nie spełniła oczekiwań

Mecz ten był traktowany jako doskonała okazja na rewanż dla piłkarzy Gino Lettieriego. Zostali oni bowiem pokonani przez gdynian w półfinale Pucharu Polski w sezonie 2017/2018. Obie ekipy całkiem nieźle weszły w rozgrywki ekstraklasy, ale kibice liczą na więcej.

W piątek piłkarze ekstraklasy nas rozpieszczali. Bramki szybko padały w Gliwicach i tutaj również nie musieliśmy długo czekać. Już w 16. minucie na prowadzenie wyszła Korona. Po dwójkowej akcji Kosakiewicza z Żubrowskim skrzydłowy kielczan popisał się piekielnie mocnym strzałem. Steinbors co prawda zdołał wybić piłkę, ale ta trafiła pod nogi Soriano, który strzelił praktycznie do pustej bramki. Było to setne trafienie w tym sezonie ekstraklasy.

Po kilku akcjach Korony inicjatywę na parę minut przejęła Arka. Dzięki stałym fragmentom gry, rzucie wolnym i dwóch rożnych gdynianie zbliżyli się do pola karnego rywala. W 40. minucie na przebój ruszył Bartosz Rymaniak, lecz został brutalnie powstrzymany przez Gorana Cvijanovicia. Za faul taktyczny zawodnik „Śledzi” otrzymał żółty kartonik. Na pojedynczych zrywach piłkarzy z Kielc zakończyła się pierwsza część spotkania. Arka natomiast była zupełnie inną drużyną niż ta, którą mogliśmy oglądać w Płocku.

Na początku drugiej połowy to Arka starała się utrzymywać przy piłce, jednak nic z tego nie wynikało. To gospodarze oddawali groźniejsze strzały. Przyszedł czas na zmiany. W 57. minucie zobaczyliśmy aż trzy. Maciej Górski zastąpił na boisku Elię Soriano. Z kolei Andrij Bohdanow i Luka Zarandia zmienili Gorana Cvijanovicia i Dawida Sołdeckiego. Niedługo później na indywidualną szarżę znów zdecydował się kapitan Korony – Bartosz Rymaniak. Znów został sfaulowany, tym razem przez Janotę. Piłkarz Arki za to zagranie zarobił żółtą kartę.

Sześć minut później piłkarze z Kielc błyskawicznie przemieścili się pod pole karne rywala. Ivan Jukić sam przeszedł kilku rywali i oddał sprytny strzał. Doskonałym refleksem popisał się jednak bramkarz gdynian, wybijając piłkę. Futbolówka trafiła natomiast pod nogi Janjicia, któremu pozostało wykończyć akcję. Zaraz po tej sytuacji na boisku pojawił się Matej Pućko, zmieniając jednego z bohaterów wcześniejszej akcji – Ivana Jukicia. Około 70. minuty w ekipie gospodarzy pojawił się Mateusz Możdżeń, natomiast w drużynie gości z powodu urazu musiał zejść Rafał Siemaszko. Chwilę później doszło do zamieszania w polu karnym Korony. Oliver Petrak zderzył się z Frederikiem Helstrupem i Szymon Marciniak wskazał na wapno. Do wykonania rzutu karnego podszedł Damian Zbozień, który zdobył bramkę pewnym strzałem pod poprzeczkę.

Końcówka meczu upłynęła pod znakiem żółtych kartek, które otrzymali kolejno Luka Marić oraz Adnan Kovacević. Jeszcze w doliczonym czasie gry obie drużyny miały okazje na zdobycie bramek, ale żadnych nie wykorzystały.

Dzięki zwycięstwu Korona Kielce zbliżyła się do czołówki. Arka natomiast znów zawiodła i oddala się od górnej ósemki.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski