Lech Poznań nie zachwycił dziś stylem, ale swoje zadanie pewnie wykonał, pokonując kazachskiego rywala 2:0. W meczu zabłysnął Lovrencsics, który popisał się kapitalną asystą do Murawskiego oraz jednym trafieniem.

Po długich tygodniach od zakończenia sezonu T-Mobile Ekstraklasy do Polski wracają emocje związane z klubową piłką. O pierwszy krok w kierunku gry w Lidze Europy starał się dziś poznański Lech. Faworyt tego spotkania był tylko jeden i był nim oczywiście „Kolejorz”.
Pierwsze minuty jednak nie wskazywały na to, żeby Lech spokojnie już mógł myśleć o rozpracowywaniu następnego rywala. Co prawda polska ekipa przeważała w rozgrywaniu piłki, ale nie potrafiła wykreować z tego nic konkretnego. Groźniejsze akcje pod bramką Kotorowskiego przeprowadzali goście, ale kapitan Lecha to, co musiał, spokojnie wybraniał. Po kwadransie gry dobrą sytuację mieli Kazachowie, którzy wprawili w stan zdenerwowania kibiców gospodarzy, jednak sędzia z opóźnieniem wskazał pozycję spaloną. Odpowiedzieć próbował Lech, do strzału po kontrataku i wrzutce Możdżenia doszedł Ślusarski, ale i on był na spalonym. W 22. minucie znów spróbowali zawodnicy z Poznania, a konkretniej Tonew, ale z jego strzałem nie miał problemów Longinowskij.
Lechici starali się przeważać, ale grali zbyt przewidywalnie i za wolno, by zaskoczyć swego rywala, który skutecznie utrzymywał pozytywny dla siebie wynik. Na boisku długo nic ciekawego się nie działo. Próbował Lovrencsics, ale nawet dośrodkowanie niezbyt mu wyszło, stąd problemów nie miał bramkarz gości. W 32. minucie nareszcie zrobiło się groźnie pod bramką Longinowskija, w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Tonew, ale Bułgar nie trafił w światło bramki. Ostatnie minuty pierwszej połowy owocowały w sporą ilość niedokładności i brak pomysłu w rozegraniu. Lech był bezradny w ofensywie, a jedynym, który starał się zmienić rezultat, był chyba Tonew, bo w ostatnich minutach miał kolejną dobrą okazję, ale znów chybił. Poznaniacy przycisnęli trochę w końcówce, ale bezskutecznie. Do przerwy mieliśmy więc bezbramkowy remis.

Druga połowa rozpoczęła się od natychmiastowego uderzenia gracza Żetysu, ale problemów z interwencją nie miał Kotorowski. A w zespole z Poznania na murawie zameldował się Ubiparip, który miał wzmocnić siłę ofensywną „Kolejorza”. Chwilę później uderzał Juzunović, tym razem drobne problemy miał kapitan Lecha, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. W 55. minucie Lech nareszcie zagrał szybszą akcję, ale strzał z główki Ślusarskiego nie znalazł drogi do bramki Kazachów.











