Obchodzący w dniu meczu z Udinese 24. urodziny Sławomir Peszko nie mógł na boisku wesprzeć kolegów w konfrontacji z utytułowanym rywalem, ponieważ musiał pauzować za nadmiar żółtych kartek. Pomocnik Kolejorza mecz obejrzał zza bramki, a po końcowym gwizdku cieszył się z remisu.
– Nie stoimy na straconej pozycji. Gorzej byłoby, gdyby Udinese dowiozło to 2:0 do końca, bo to byłoby naprawdę bardzo słabo. Ale w takiej sytuacji jeszcze wszystko jest przed nami. Udinese nie może przecież zagrać w rewanżu na 0:0, czy w ogóle na remis, bo przecież my w każdej chwili będziemy mogli strzelić im gola, z tym muszą się liczyć – mówił Peszko.
– Chyba Włosi nie oglądali naszych poprzednich spotkań z Pucharu UEFA, choćby z Austrią Wiedeń. Lech gra przecież zawsze do końca i dzisiaj to potwierdziliśmy. Szacunek dla chłopaków za to, że z tak niekorzystnego wyniku z włoską drużyną, która ma jakby styl defensywny we krwi, wyszli na remis. Duża klasa – chwalił swoich kolegów skrzydłowy „Kolejorza”.
Peszko chociaż nie mógł zagrać w tym spotkaniu, przeżywał je jeszcze bardziej niż piłkarze na murawie. – Bardzo się stresowałem. W tej sytuacji stałem akurat za bramką i już widziałem piłkę w siatce przy słupku, a później jeszcze ta poprzeczka. No szkoda – mówił zapytany o sytuację, kiedy najpierw piłka po strzale Semira Stilicia odbiła się od słupka, a zaraz potem Rafał Murawski trafił w górny element bramki Udinese.
Jednym z głównych bohaterów pierwszego spotkania 1/16 finału Pucharu UEFA był stoper poznańskiej drużyny, Manuel Arboleda. Kolumbijczyk mógł zostać antybohaterem, kiedy to w 55. minucie przyczynił się do zdobycia drugiej bramki przez Udinese. Ale kiedy w 84. minucie doprowadził do wyrównania publiczność zgromadzona na stadionie przy ulicy Bułgarskiej oszalała z radości. – Ja zawsze powtarzam, że wszystko jest możliwe, bo taka jest piłka – mówił trzymając w ramionach swoją córeczkę tuż po meczu popularny Manu. – Jest dobrze, bo zremisowaliśmy i mamy jeszcze duże szanse na awans – zakończył z uśmiechem na twarzy.










