W najciekawszym spotkaniu 35. kolejki Primera Division Valencia pokonała na własnym stadionie Real Madryt aż 3:0. Dobrze zaprezentowała się także Sevilla, która mogłaby rozgromić Mallorcę, gdyby tylko wykorzystała większość stworzonych sytuacji.
Porażka „Królewskich” oznacza, że już jutro możemy poznać Mistrza Hiszpanii sezonu 2008/2009. Jeśli Barcelona pokona u siebie Villarreal, to będzie mogła świętować tegoroczny triumf.
Athletic Bilbao 1:0 Real Betis
Spotkania zespołów walczących o utrzymanie w lidze zawsze są bardzo zacięte, ale często nie oglądamy w nich porywającego piłkarsko widowiska. Podobnie było i tym razem. Gospodarze zdołali wywalczyć komplet punktów dający im awans do środkowej części tabeli, ale swoją grą kibiców z pewnością nie oczarowali.
W pierwszej połowie na boisku było jeszcze w miarę ciekawie. Kilka akcji z obu stron mogło przynieść bramkę, ale tylko raz piłka wpadła do siatki. Ion Velez w 29. minucie strzelił gola, jak się okazało, na wagę trzech punktów! Druga odsłona była już mało interesująca i piłka rzadko wędrowała pod pola karne. Mimo szczerych chęci Realu, drogocenne ligowe punkty zostały w Bilbao.
Sevilla 3:1 Mallorca
Gospodarze już od pierwszych minut pokazywali, że będą walczyć o zwycięstwo w tym meczu. Nastawiona na grę z kontry Mallorca nie zamierzała jednak łatwo się poddawać. Po kilku niewykorzystanych znakomitych okazjach przez Sevillę, goście ruszyli z akcją i ku zaskoczeniu zgromadzonych kibiców, Artiz Aduriz wyprowadził zespół z Majorki na prowadzenie! Gospodarze starali się szybko odrobić straty, ale ponownie marnowali wyborne sytuacje strzeleckie. W 31. minucie wbiegającego w pole karne zawodnika Sevilli za koszulkę pociągnął obrońca gości i sędzia podyktował „jedenastkę”. Pewnym egzekutorem okazał się Frederic Kanoute i do przerwy w Bilbao utrzymał się remis.
Po wyjściu z szatni gospodarze nadal atakowali i w drugiej połowie przyniosło to oczekiwany skutek. W 59. minucie bramkarza gości wreszcie pokonał Luis Fabiano, a na kwadrans przed zakończeniem spotkania na 3:1 podwyższył Jesus Navas. Końcówka spotkania nie była już tak porywająca i bramka pomocnika gospodarzy była ostatnią tego wieczoru w Sevilli.
Valencia 3:0 Real Madryt
Mecz znakomicie rozpoczęli gospodarze i gdyby nie świetna postawa Ikera Casillasa, to już po pierwszych minutach Real mógłby przegrywać przynajmniej jedną bramką. Hiszpański golkiper był jedynym dobrze spisującym się piłkarzem „Królewskich” i nieporadność kolegów widocznie go irytowała. Tym bardziej że w 29. minucie w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Mata i wyprowadził swój zespół na prowadzenie!
Trzy minuty później golkiperowi Realu chyba puściły nerwy, bo strzał Davida Silvy przełamał mu ręce bez problemu i Valencia prowadziła już 2:0. Takie wpadki wcześniej się Casillasowi nie zdarzały… Piłkarze z Madrytu nie mieli już chyba nadziei na uzyskanie korzystnego rezultatu i nie zaznaliśmy znaczącego zrywu w ich szeregach.
W drugiej połowie nadal atakowała Valencia, ale już nie z takim zaangażowaniem jak w pierwszej odsłonie. Gospodarze spokojnie rozgrywali piłkę, a Real był kompletnie zagubiony i nie stwarzał żadnego zagrożenia. W 64. minucie fantastycznym strzałem sprzed pola karnego popisał się Baraja i „Królewscy” zostali kompletnie dobici. Od tego momentu na boisku nie działo się wiele ciekawego, bo Valencia wyraźnie zwolniła tempo, a Realu nie stać było na zryw w grze.










