Jedyną niespodzianką, jaka czekała na kibiców w sobotnich meczach Primera Division to… mała ilość bramek. Napastnicy bardzo rzadko, jak na ligę hiszpańską, trafiali do siatki rywala, ale nie przeszkodziło to faworytom do odniesienia zwycięstw.
Oczy większości obserwatorów hiszpańskiej La Liga były zwrócone na mecze Barcelony i Realu Madryt. Tym razem dwójka kandydatów na tytuł mistrza zagrała bardzo równo, wygrywając swoje mecze 1:0. Przewaga sześciu punktów „Blaugrany” nad „Królewskimi” została więc zachowana.
Getafe CF 0:1 FC Barcelona

Kolejny komplet punktów powędrował na konto lidera tabeli Primera Division. Goście od początku spotkania narzucili gospodarzom swój styl gry i Getafe miało duże problemy z wydostaniem się z własnej połowy. Barcelona stwarzała sobie dużo okazji do strzelenia pierwszego gola, ale świetnie w bramce spisywał się Stojkovic.
W 19. minucie dobra forma golkipera gospodarzy na nic się zdała. Po akcji Eto z Xavim piłka trafiła do Messiego, który ograł obrońców w polu karnym i strzelił bramkę dającą upragnione prowadzenie Barcelonie. „Blaugrana” nadal zawzięcie atakowała, ale kolejne akcje kończyły się albo na obrońcy, albo na golkiperze.
Nad stadionem zbierały się coraz ciemniejsze chmury, a „Barca” marnowała kolejne sytuacje podbramkowe. Padający deszcz dał się we znaki piłkarzom w końcówce, bowiem Getafe kompletnie straciło ochotę do gry, a podopieczni Guardioli bardzo spokojnie rozgrywali piłkę, nie kwapiąc się z atakami na bramkę przeciwników. Piłka wpadła wprawdzie jeszcze raz do siatki Getafe, ale strzelający Messi był na spalonym i sędzia gola nie uznał. Trzy punkty pojechały więc do Barcelony, która, mimo że wynik mówi co innego, wygrała pewnie i zasłużenie.
Malaga CF 1:1 RCD Mallorca
Ciekawie zapowiadające się spotkanie w Maladze rozczarowało kibiców. Oba zespoły zapowiadały walkę o każdy centymetr boiska, a będąc już na nim, sprawiały wrażenie, jakby bardziej broniły każdego skrawka własnego pola karnego, cofając się prawie całą jedenastką do defensywy. Takie nastawienie nigdy nie wpływa korzystnie na widowisko i tak było także tym razem. Obserwujący ten mecz długo nie widzieli bramek.
Ciekawiej zrobiło się w drugiej połowie, a przełomowym momentem było strzelenie gola przez gospodarzy w 53. minucie. Mallorca nie mogła bronić już wyniku, więc ruszyła do ataku. Straty odrobiła sześć minut później za sprawą Arango. Wydawało się, że na tym strzelanie bramek w Maladze się nie skończy, ale ostatecznie obu zespołom zabrakło wykończenia akcji w końcówce meczu i zeszły one z boiska pogodzone remisem.










