W 15. kolejce ligi hiszpańskiej oczy fanów futbolu na całym globie zwrócone były w stronę Katalonii. Wielkie Derby Europy wygrała FC Barcelona. „Duma Katalonii” po ciekawym meczu zdołała pokonać Real Madryt 2:0.
O tym meczu powiedziano właściwie wszystko. Od lat przy okazji Grand Derby ciężko było wskazać faworyta, teraz stawiano jednak na Barcelonę. Barca jest ostatnio w oszałamiającej formie i wygrywa wszystko, w dodatku w pięknym stylu, zgłaszając aspiracje nie tylko do mistrzostwa Hiszpanii, ale i do Pucharu Europy. Z kolei Real ostatnio zwolnił trenera, ma problemy z napastnikami i ogólnie w klubie nie dzieje się najlepiej. Co prawda w pierwszym meczu pod wodzą Juande Ramosa zwyciężył w Lidze Mistrzów 3:0 z Zenitem, ale mimo to spodziewano się, że będzie bardzo trudno o jakiekolwiek punkty z Barceloną .

Barcelona rozpoczęła bardzo dobrze, bowiem już od początku piłkarze Guardioli próbowali przejąć inicjatywę, a w 6. minucie po indywidualnym rajdzie Leo Messiego i strzale z ostrego kąta piłkę zdołał wybić Casillas. Chwilę później uderzał Henry, ale niedokładnie. Barca nadal atakowała.
W dalszej części meczu Real zaczął nieco ambitnej atakować, ale na swoim miejscu byli bezbłędni Puyol i Dani Alves. W 14. minucie dobra okazja dla Barcy, ale ostatecznie na spalonym był Henry. W kolejnej minucie niedokładnie strzelał od początku meczu brutalnie atakowany Messi, a chwilę później Yaya Ture uderzył mocno z dystansu, ale po rykoszecie strzał nie trafił w światło bramki Casillasa.
W kolejnych minutach to Barca ewidentnie przeważała, a Real ograniczał się do chaotycznych prób szybkich ataków, jednak z marnym rezultatem. W 24. minucie pierwsze poważniejsze zagrożenie pod bramką Valdesa stworzył Sneijder, a zachęcony niezła akcją Holendra chwilę później uderzał jego rodak – Drenthe, świetnie interweniował jednak Valdes.
Po półgodzinie gry przeważała Barcelona, stwarzając sobie kolejne okazje, a w 33. minucie z lewej strony szarżował Henry. Ostatecznie dobrze obronił Casillas, który zupełnie nie przypominał niepewnego w ostatnich meczach Hiszpana. Tymczasem w 35. minucie niespodziewana zmiana, bowiem boisko opuścił Wesley Sneijder, a za niego pojawił się młodziutki Palanca.
Real grał piłkę przyzwoitą, potrafił utrzymać się przy niej, ale ostatecznie wszystko ograniczało się do zamknięcia gry we własnej strefie defensywnej. „Królewscy” nie potrafili wyjść z kontratakiem, a Barca, choć okazje miała, nie potrafiła ich wykorzystać. Widać, że gościom od przerwy zależało bardziej na remisie niż na próbach zdobycia gola. Choć optycznie Barcelona przeważała, to wbrew pozorom Real stworzył najlepszą okazję w pierwszej połowie po akcji Raula i Drenthe’a. „Królewscy” grali bardzo ostro, co przynosiło oczekiwany efekt, choć kartki ujrzeli Metzelder i Drenthe. Do przerwy ciekawie, ale bez bramek.










