Patryk Sikora: Stać nas na niespodzianki. Po to się gra, by walczyć o pełną pulę, niezależnie od sytuacji


Ruch pomimo kiepskich wyników zachowuje tożsamość. Historia Patryka Sikory to chluba dla „Niebieskich”

12 kwietnia 2024 Patryk Sikora: Stać nas na niespodzianki. Po to się gra, by walczyć o pełną pulę, niezależnie od sytuacji
Tomasz Stefanik / PressFocus

Choć formalnie kapitanem Ruchu Chorzów pozostaje doświadczony Tomasz Foszmańczyk, to wiosną na boisko z opaską najczęściej wybiega 24-letni mikołowianin, Patryk Sikora. Płynie w nim prawdziwie śląska krew, a z „Niebieskimi” przeszedł drogę przez niemalże wszystkie szczeble zawodowego futbolu w Polsce. Teraz przewodzi ekipie Janusza Niedźwiedzia w walce o pozostanie w elicie, która z tygodnia na tydzień coraz bardziej przybiera formę skazanej na porażkę. – Stać nas na niespodzianki – przekonuje nas jednak Sikora.


Udostępnij na Udostępnij na

Patryk Sikora urodził się w Mikołowie, co dla kibiców Ruchu nie jest żadną tajemnicą. Swoją przygodę z piłką nożną zaczynał w tamtejszym AKS-ie, mając zaledwie kilka lat. – Od najmłodszych lat kopałem piłkę z bratem u dziadka na podwórku. Tak to się wszystko zaczęło. Później poszedłem na pierwszy trening, oczywiście z grupą o trzy lub cztery lata starszą, bo zespołu z mojego rocznika w Mikołowie nie było. Trenowałem tam, będąc bodajże w „zerówce” – wspomina Sikora.

Emocjonalnie od dziecka związany jest jednak z Ruchem, mimo iż trafił do niego dopiero w czwartej klasie podstawówki. Ale to chyba też nie może dziwić. W Mikołowie kibicuje się bowiem głównie „Niebieskim”. – Jeszcze przed dołączeniem do młodzieżowych drużyn Ruchu jeździłem na mecze, kibicowałem. Zaszczepiła to we mnie rodzina. I tak zostało do dzisiaj – mówi zawodnik.

Dawid Dreszer, iGol: Od urodzenia mieszkasz na Górnym Śląsku. Czujesz się bardzo związany z tym regionem?

Patryk Sikora: Tak, na Śląsku mieszka praktycznie cała moja rodzina. Czuję się tu naprawdę dobrze. Nie boję się powiedzieć, że to jest takie moje miejsce na ziemi.

A jesteś sobie w stanie wyobrazić kiedyś przeprowadzkę poza region?

Czasami zdarzają się takie sytuacje w życiu, że trzeba się przenieść. Jest to w jakiś sposób wkalkulowane w życie człowieka. Ale na razie o tym nie myślę.

Która z legend Ruchu była Twoją największą inspiracją w czasach nastoletnich?

Czy to taka legenda, trudno powiedzieć. Ale myślę, że Gabor Straka był takim zawodnikiem. Zawsze go podpatrywałem, bo to mniej więcej moja pozycja. Zawsze podobała mi się jego gra. Będąc na trybunach, to właśnie najbardziej na nim skupiałem swoją uwagę.

W 2018 roku zerwałeś więzadła. Pojawiły się wtedy momenty zwątpienia?

Nie wiedziałem wówczas, na czym ta kontuzja dokładnie polega. Oczywiście spodziewałem się operacji i rehabilitacji, ale nie myślałem, że okres rozłąki z futbolem będzie aż tak długi. Nie miałem momentów zwątpienia, bo zawodnicy po takich urazach normalnie wracają do sportu. Przez cały czas miałem to w głowie. Były jednak pewne obawy odnośnie do tego, co będzie po powrocie na boisko.

„Nauczyło mnie to cierpliwości i pokory”

Jak już wspomnieliśmy na wstępie, Patryk Sikora z Ruchem Chorzów przeszedł naprawdę długą drogę: najpierw dwa spadki, później trzy awanse. Czego go to nauczyło? – Na pewno cierpliwości i takiej pokory. Jak w wieku około szesnastu lat zaczynałem na poważnie swoją przygodę w Ruchu, to klub przeżywał bardzo trudny okres. Trzeba było cierpliwie czekać na debiut i jakieś regularne występy. Zaczęły się one dopiero pomiędzy czwartym a trzecim poziomem rozgrywkowym – odpowiada sam zainteresowany.

Wyznaje nam także, że gra w ekstraklasie była jego marzeniem już za dzieciaka, kiedy dopiero zaczynał myśleć o futbolu. Ale jak już Sikora dostał swoją szansę w pierwszym zespole Ruchu, to ten błyskawicznie znalazł się na tym najwyższym szczeblu. Trzy lata i „Niebiescy” świętowali awans do elity.

Szczerze? Myślałem, że stanie się to szybciej niż w rzeczywistości. Nie spodziewałem się, że Ruch zaliczy trzy spadki, ja dwa. Tak samo nie liczyłem, że uda nam się awansować trzy razy z rzędu. Z jednej strony miało to więc być szybciej, gdy dołączałem do pierwszej drużyny, a z drugiej po spadku spodziewałem się dłuższej drogi. Świetnie, że udało się to odbudować – nie ukrywa Sikora.

Patryk Sikora i trudna pierwsza jesień w ekstraklasie

Spełnienie dziecięcych marzeń to jedno, ale początki Sikory w ekstraklasie nie należały do łatwych. W rundzie jesiennej tylko pięciokrotnie wychodził na boisko w wyjściowym składzie Ruchu, a aż dziewięć razy zabrakło go w kadrze meczowej „Niebieskich”, nie wnikając w powody. Jego statystyki też były raczej przeciętne.

Zresztą cały Ruch nie zachwycał w pierwszej części sezonu. Zwolnionych zostało dwóch trenerów, a w trakcie zimowej przerwy stery przejął Janusz Niedźwiedź. Nieoczekiwanie były szkoleniowiec Widzewa zdecydował, że wiosną na boisko z opaską kapitana będzie wybiegał Patryk Sikora, oczywiście w klubie oficjalnie funkcję tę dalej sprawuje Foszmańczyk.

Czy była to dla mnie niespodzianka? Trudno powiedzieć. Kapitanem zespołu cały czas jest Tomasz Foszmańczyk. Gdy nie ma go na boisku, ktoś musi go zastępować. W rundzie jesiennej zdarzało mi się to kilka razy. O tym, że będę wychodził z opaską, trener Niedźwiedź poinformował mnie przed meczem z Legią. Było to bardzo motywujące i budujące dla mnie. Obowiązkiem w tym momencie stało się odwdzięczenie się mu na boisku – stwierdza Sikora.

Dobrze czuję się w roli tego formalnego lidera Ruchu na boisku. Myślę, że odpowiednio sprawuję swoją funkcję. Mam też nadzieję, że w szatni nikt na mnie nie narzeka.Patryk Sikora dla iGola

Niewątpliwie początki w nowej roli były dużym wyzwaniem dla 24-latka. Mówi nam, że wówczas nie miał większych obaw i podszedł do tego naturalnie. – Teraz, gdy jednak sobie wszystko przemyślałem, dochodzę do wniosku, że trochę mi to ciążyło jako młodemu zawodnikowi, wychowankowi, któremu bardzo zależało, by dobrze wypaść i by Ruch wygrał ten pierwszy mecz. Ale już jest kompletnie inaczej – przekonuje zawodnik.

„Było widać, ile to dla mnie znaczyło”

Pierwsze mecze Sikory wiosną były całkiem niezłe. Brakowało jednak czegoś ekstra. Kamień z serca spadł piłkarzowi „Niebieskich” dopiero w meczu z Piastem. I tak, zdajemy sobie sprawę, że od defensywnego pomocnika nie oczekuje się przede wszystkim goli, ale jego strzał, po którym pokonał Karola Szymańskiego, był naprawdę zjawiskowy.

Rzeczywiście to było zwieńczenie mojej ciężkiej pracy, ale nie tylko, bo na bramki pracuje cała drużyna. Dla mnie ta pierwsza bramka była bardzo ważna, czemu dałem automatycznie upust. Było widać, ile to dla mnie znaczyło – zauważa Sikora.

Zastanawialiśmy się, czy ten strzał wynikał bardziej z impulsu czy może był przećwiczony na treningach. Wszak odległość była pokaźna. – Myślę, że to był impuls. Choć trener też nas uczulał, że mamy próbować uderzeń z dystansu. Tak wyszło, na moje szczęście bardzo ładnie – śmieje się pomocnik Ruchu.

„Czy gdyby nie choroba, mielibyśmy więcej punktów? Myślę, że tak”

Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. „Niebiescy” po raz pierwszy zwyciężyli na Stadionie Śląskim, i to w całkiem niezłym stylu. Kibice uwierzyli, że Ruch może pójść za ciosem. I co? Jak zwykle w tym sezonie – zonk. Wirus, zespół osłabiony na mecz ze Stalą i wysoka porażka.

Ja i kilku zawodników bardzo ciężko to znieśliśmy. Pierwszych kilka dni było okropnych, dlatego zabrakło nas w kadrze na mecz ze Stalą. Skutki wirusa odczuwaliśmy jeszcze w następnym tygodniu, kiedy graliśmy z Górnikiem – mówi Sikora.

Czy gdyby nie choroba, mielibyśmy więcej punktów? Myślę, że tak, ale teraz nie ma co się nad tym rozwodzić. Stało się, musimy iść dalej.Patryk Sikora dla iGola

I choć na Wielkie Derby Śląska praktycznie wszyscy piłkarze wrócili do składu, to choroba na pewno zaburzyła okres przygotowań do tego spotkania. Co też istotne, Ruch w samym tym meczu nie wyglądał źle. Przeważał, ale otrzymał dwa zaskakujące ciosy i musiał uznać wyższość odwiecznego rywala.

Zawodnicy, którzy są z Polski i orientują się, czym są Wielkie Derby Śląska, wiedzieli, jakie znaczenie ma to spotkanie dla kibiców, ale i całego środowiska aglomeracji śląskiej. Frustracja była bardzo duża, bo mieliśmy przekonanie, że byliśmy zespołem lepszym, kreowaliśmy swoje sytuacje. Niestety taka jest piłka. Widocznie musimy pracować jeszcze ciężej, by takie mecze przechylać na swoją korzyść – rzuca Sikora.

Patryk Sikora zostaje w Chorzowie jeszcze na co najmniej rok

Niedługo po przegranych Wielkich Derbach Śląska Ruch poinformował o przedłużeniu umowy z Sikorą do czerwca 2025 roku. – Myślimy nie tylko o tej najbliższej przyszłości. Dbamy, by podpisywane umowy zabezpieczały interes każdej ze stron i przedłużenie kontraktu Patryka jest tego dowodem.

To zawodnik od zawsze niebieski, nasz wychowanek, do którego zresztą mam duży sentyment, bo nasze ścieżki przecięły się już lata temu w UKS-ie. Wierzę, że osiągnie z Ruchem jeszcze niejeden sukces – mówił prezes Siemianowski cytowany przez klubową stronę.

A co o przedłużeniu umowy sądzi sam zawodnik? – Cieszę się, że mogę zostać tu rok dłużej. A co będzie dalej? Zobaczymy. Oczywiście, że ma znaczenie, na jakim poziomie rozgrywkowym gra Ruch. Pozostanie w ekstraklasie jest dla nas niezwykle ważne. Wierzę, że się to uda i dalej będę mógł reprezentować klub na tym najwyższym szczeblu.

***

Patryk Sikora wierzy w utrzymanie Ruchu, aczkolwiek sytuacja w tabeli jest, delikatnie mówiąc, trudna. A „Niebieskich” czekają jeszcze mecze z Pogonią (dziś wieczorem), Śląskiem i Lechem. 24-latek przekonuje, że jego zespół stać jeszcze na niespodzianki. Z jednej strony ekipa z Chorzowa urywała ostatnio punkty Rakowowi czy Jagiellonii. Z drugiej wiosną tylko raz przechyliła szalę na swoją korzyść i zgarnęła trzy punkty.

Za tydzień podopiecznych Janusza Niedźwiedzia czeka mecz przyjaźni z Widzewem na Stadionie Śląskim. Sytuacja gospodarzy nie pozwala już jednak absolutnie na kompromisy. – Mecz przyjaźni jest tak naprawdę tylko na trybunach, a na boisku każdy będzie chciał wywalczyć trzy punkty. Nie będzie żadnego odstawiania nogi i pobłażania przeciwnikowi – zapewnia Sikora.

Pytanie, czy Ruch nie będzie przystępował do tego spotkania w jeszcze trudniejszej sytuacji. Bo faworytem dzisiejszego starcia w Szczecinie z Pogonią zdecydowanie nie jest…

Komentarze
Jacek (gość) - 1 miesiąc temu

Niebiescy zycze Wam duzo zdrowia i pomyslnosci.Jestesmy z Wami na dobre i na zle.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze