Choć formalnie kapitanem Ruchu Chorzów pozostaje doświadczony Tomasz Foszmańczyk, to wiosną na boisko z opaską najczęściej wybiega 24-letni mikołowianin, Patryk Sikora. Płynie w nim prawdziwie śląska krew, a z „Niebieskimi” przeszedł drogę przez niemalże wszystkie szczeble zawodowego futbolu w Polsce. Teraz przewodzi ekipie Janusza Niedźwiedzia w walce o pozostanie w elicie, która z tygodnia na tydzień coraz bardziej przybiera formę skazanej na porażkę. – Stać nas na niespodzianki – przekonuje nas jednak Sikora.
Patryk Sikora urodził się w Mikołowie, co dla kibiców Ruchu nie jest żadną tajemnicą. Swoją przygodę z piłką nożną zaczynał w tamtejszym AKS-ie, mając zaledwie kilka lat. – Od najmłodszych lat kopałem piłkę z bratem u dziadka na podwórku. Tak to się wszystko zaczęło. Później poszedłem na pierwszy trening, oczywiście z grupą o trzy lub cztery lata starszą, bo zespołu z mojego rocznika w Mikołowie nie było. Trenowałem tam, będąc bodajże w „zerówce” – wspomina Sikora.
Emocjonalnie od dziecka związany jest jednak z Ruchem, mimo iż trafił do niego dopiero w czwartej klasie podstawówki. Ale to chyba też nie może dziwić. W Mikołowie kibicuje się bowiem głównie „Niebieskim”. – Jeszcze przed dołączeniem do młodzieżowych drużyn Ruchu jeździłem na mecze, kibicowałem. Zaszczepiła to we mnie rodzina. I tak zostało do dzisiaj – mówi zawodnik.
Dawid Dreszer, iGol: Od urodzenia mieszkasz na Górnym Śląsku. Czujesz się bardzo związany z tym regionem?
Patryk Sikora: Tak, na Śląsku mieszka praktycznie cała moja rodzina. Czuję się tu naprawdę dobrze. Nie boję się powiedzieć, że to jest takie moje miejsce na ziemi.
A jesteś sobie w stanie wyobrazić kiedyś przeprowadzkę poza region?
Czasami zdarzają się takie sytuacje w życiu, że trzeba się przenieść. Jest to w jakiś sposób wkalkulowane w życie człowieka. Ale na razie o tym nie myślę.
Która z legend Ruchu była Twoją największą inspiracją w czasach nastoletnich?
Czy to taka legenda, trudno powiedzieć. Ale myślę, że Gabor Straka był takim zawodnikiem. Zawsze go podpatrywałem, bo to mniej więcej moja pozycja. Zawsze podobała mi się jego gra. Będąc na trybunach, to właśnie najbardziej na nim skupiałem swoją uwagę.
W 2018 roku zerwałeś więzadła. Pojawiły się wtedy momenty zwątpienia?
Nie wiedziałem wówczas, na czym ta kontuzja dokładnie polega. Oczywiście spodziewałem się operacji i rehabilitacji, ale nie myślałem, że okres rozłąki z futbolem będzie aż tak długi. Nie miałem momentów zwątpienia, bo zawodnicy po takich urazach normalnie wracają do sportu. Przez cały czas miałem to w głowie. Były jednak pewne obawy odnośnie do tego, co będzie po powrocie na boisko.
„Nauczyło mnie to cierpliwości i pokory”
Jak już wspomnieliśmy na wstępie, Patryk Sikora z Ruchem Chorzów przeszedł naprawdę długą drogę: najpierw dwa spadki, później trzy awanse. Czego go to nauczyło? – Na pewno cierpliwości i takiej pokory. Jak w wieku około szesnastu lat zaczynałem na poważnie swoją przygodę w Ruchu, to klub przeżywał bardzo trudny okres. Trzeba było cierpliwie czekać na debiut i jakieś regularne występy. Zaczęły się one dopiero pomiędzy czwartym a trzecim poziomem rozgrywkowym – odpowiada sam zainteresowany.










