Panathinaikos podzielił się punktami w spotkaniu trzeciej kolejki Ligi Europy. Mecz zakończył się remisem 1:1, ale obie bramki strzelili gospodarze. Pierwszy gol to samobójcze trafienie Giourkasa Seitaridisa, do remisu doprowadził w doliczonym czasie gry Jose Verdu.
W meczu Panathinaikosu z Lazio nie trudno było wskazać faworyta. Eksperci od samego początku byli zdania, że grecki zespół nie przeskoczy poprzeczki, którą zawiesi ekipa z Rzymu. Jednak ostatnia jak na razie drużyna grupy D miała ochotę na zdetronizowanie dotychczasowego lidera.

Początek pokazał, że Grecy mogą liczyć jedynie na cud, bo pod względem umiejętności Włosi są o kilka długości przed nimi. Już po kwadransie mogło być dwa lub trzy do zera. W 2. minucie bramkę Panathinaikosu zaatakował Candreva, potem zagotowało się w polu bramkowym po rzucie rożnym, a następnie okazję na zdobycie gola zaprzepaścił Mauri. Zapowiadało się więc na jednostronne widowisko.
W dalszej części meczu ateńczycy powoli zaczynali grać coraz śmielej, lecz po chwili przytrafiła im się prawdziwa tragedia. Giourkas Seitaridis postanowił wykorzystać bramkarza w rozegraniu akcji. Obrońca Panathinaikosa chciał podać piłkę do Karnezisa, ale nie zauważył, że ten stał w zupełnie innym miejscu. Cały stadion, na którym licznie zebrali się gospodarze, z upokorzeniem patrzył, jak futbolówka po samobójczym strzale wpada do siatki.
Ten gol wyraźnie ustawił mecz. Lazio, które do tej pory nie straciło ani jednej bramki, skupiło się na zagęszczeniu środka pola i zabezpieczeniu defensywy. Z kolei piłkarze gospodarzy byli tak zszokowani, że nie wiedzieli, czy mają atakować, czy iść szlakiem, który wyznaczył Seitaridis. Końcówka pierwszej połowy była więc wyjątkowo nudna.
Na początku drugiej połowy przez chwilę wydawało się, że piłkarze Panathinaikosu wykrzeszą z siebie znacznie więcej determinacji i powalczą o korzystny wynik. Animuszu wystarczyło jednak tylko na kilka minut. Potem znów oglądaliśmy mało atrakcyjne widowisko, w którym ślepy usiłował kopnąć w brzuch przeciwnika leżącego w pozycji embrionalnej.
Dopiero na kwadrans przed końcem spotkania w głowach gospodarzy pojawiła się myśl, że ten mecz można chociażby zremisować. Kilka razy pod bramką Bizarriego zrobiło się gorąco, a najbliżej szczęścia był na dziesięć minut przed końcem spotkania Verdu, lecz Argentyńczyk z włoskim paszportem spisał się bez zarzutu. Potem Grecy mieli jeszcze kilka rzutów wolnych, ale wydaje się, że zupełnie zapomnieli o przećwiczeniu tego elementu na treningach. Ostatnia minuta pokazała, że czasem nawet ślepy, jeśli będzie kopał z wystarczającą zaciekłością, w końcu trafi przeciwnika w czuły punkt. Podanie Vitolo na bramkę zamienił jeden z najlepszych piłkarzy Panathinaikosu, Jose Verdu, który tym samym zapewnił swojej drużynie jeden punkt.











