Dla nikogo nie ma taryfy ulgowej. Palmeiras Sao Paulo przed tygodniem wygrał w finale Copa Libertadores, trzy dni później rozegrał spotkanie brazylijskiej ekstraklasy, a już dziś rozpocznie swoją przygodę z klubowymi mistrzostwami świata. Zespół z Ameryki Południowej, jak praktycznie zawsze, jest obok reprezentanta Europy głównym faworytem tej imprezy.
Tegoroczny finał rozgrywek o tytuł najlepszej południowoamerykańskiej drużyny nie obił się szerokim echem. Nic zresztą dziwnego. Palmeiras i Santos FC stworzyły naprawdę mierne widowisko. Można je bez przesady ogłosić najgorszą możliwą antyreklamą zmagań o Copa Libertadores. Niektóre media nie miały większych oporów, aby określić mecz dwóch brazylijskich drużyn mianem „najnudniejszego finału w historii”.
Nie jest to w żaden sposób przesadzona opinia. O jej prawdziwości niech świadczy choćby fakt, że pierwszy strzał na bramkę padł dopiero w 77. minucie! Był to więc jedyny mecz ostatniej jak dotąd edycji Copa Libertadores, w którym przez pierwszych 75 minut żadna z drużyn nie zagroziła bramce przeciwnika… Przykra odmiana, biorąc pod uwagę dwa ostatnie finały tych rozgrywek dostarczające kibicom fantastycznych emocji.
Ostatecznie ciekawie zrobiło się dopiero w doliczonym czasie gry. Najpierw za sprawą odesłania na trybuny Cuci, trenera Santosu będącego jedną z najbarwniejszych postaci tamtejszej ligi, a następnie z powodu decydującej bramki. W 99. minucie do siatki strzałem głową trafił Breno Lopes, który zaledwie kwadrans wcześniej pojawił się na boisku. Palmeiras po raz drugi został więc triumfatorem Copa Libertadores.
Latynosi za Europejczykami
Drużyny z Ameryki Południowej zawsze obok zespołów z Europy są wymieniane niemal automatycznie jako faworyci do triumfu w KMŚ. Trudno się temu dziwić, gdy spojrzy się na dotychczasową historię tych rozgrywek. Zwycięzcy Copa Libertadores czterokrotnie wygrali zmagania o tytuł najlepszej drużyny na świecie, a także osiem razy przegrywali w finale turnieju. Czterokrotnie Latynosi musieli zaś zadowalać się najniższym stopniem podium. Nigdy jednak nie znaleźli się poza strefą medalową turnieju.
Po raz ostatni południowoamerykański zespół triumfował w KMŚ przed prawie dziewięcioma laty. Wówczas w finale Corinthians okazało się minimalnie lepsze od Chelsea Londyn, wygrywając 1:0. Derbowy rywal Palmeirasu dwukrotnie sięgał zresztą po puchar za zwycięstwo w tych rozgrywkach. Spośród brazylijskich zespołów poza Corinthians w KMŚ wygrały Sao Paulo FC i Internacional Porto Alegre.
Żadnej drużynie innego kraju Ameryki Południowej nie udało się zostać najlepszą drużyną globu. Dodatkowo Brazylijczycy trzykrotnie musieli uznać w finale wyższość europejskich rywali. Po raz ostatni w ubiegłym roku, gdy Flamengo Rio de Janeiro okazało się minimalnie gorsze od Liverpoolu. Warto zresztą podkreślić, że podopieczni Jürgena Kloppa pokonali zespół Jorge Jesusa dopiero w dogrywce.











