Każda seria gier w angielskiej ekstraklasie posiada chociaż jedną wisienkę na torcie, stąd fraza „deficyt emocji” w słowniku fana Premier League właściwie nie istnieje. Tym razem o podtrzymanie owej tezy zadbał hit nie mniej ciekawy niż te rodem z europejskich pucharów, a mianowicie derby Liverpoolu. Derby, które zapamiętamy z dwóch prostych powodów. Powód pierwszy – liczba bramek. Powód drugi – ścięcie Marco Silvy. Co ważne, to oczywiście nie wszystko, czyli chciałoby się rzec: jak zawsze! Zapraszamy do podsumowania.
Nieczęsto otrzymujemy dawkę tej wybitnie smakującej sportowej ambrozji w środku tygodnia, dlatego cieszmy się z jej kosztowania, a zarazem przygotujmy na ten okres roku, w którym częstotliwość spotkań osiąga zabójcze tempo. Tempo, które kilka ekip w Premier League z pewnością zweryfikuje, a jeśli już mowa o weryfikacji… 15. kolejka stała pod znakiem gospodarzy. Zanotowali oni aż siedem zwycięstw (na dziesięć meczów). I co ciekawe, nie zobaczyliśmy ani jednego remisu.
Pakerzy
Nieumieszczenie tego jegomościa na szczycie piedestału byłoby podręcznikowym strzałem w kolano, ale szczęśliwie nasza redakcja ma głowy na karku. Sadio Mane – w poniedziałek czwarty najlepszy piłkarz na świecie według plebiscytu „France Football”, a we wtorek superbohater na boisku. Świetny występ w derbach Liverpoolu 27-latek skwitował dwoma (i to jakimi!) asystami oraz golem, co według portalu WhoScored.com nadawało się na ocenę 9,22 (najlepsza Senegalczyka w obecnym sezonie) i tytuł MOTM.
https://twitter.com/StanleyHouseLFC/status/1202640382863060992
Skrzydłowy „The Reds” w obecnej kampanii Premier League dysponuje już takimi liczbami, że nawet sam Lionel Messi by się nie powstydził. Dziewięć bramek i sześć asyst w piętnastu kolejkach (udział przy golu średnio co 90 minut). Afrykański potwór.
Kolejny – równie pozytywny – wydźwięk zostawił za sobą zespół Manchesteru United, który na Old Trafford rozprawił się ze swoim niedawnym szkoleniowcem. I może mecz z Tottenhamem w wykonaniu „Czerwonych Diabłów” nie był piorunujący, jednak liczy się fakt, że podopieczni Ole Gunnara Solskjaera po raz kolejny udowodnili, że co jak co, ale w starciach z czołówką potrafią grać wyśmienicie. Bo nie dość, że był to kolejny triumf nad ekipą (teoretycznie) lepszą od siebie, to jeszcze na własnym podwórku. Podwórku, z którego do tej pory tylko Crystal Palace (w 2. kolejce) potrafiło wywieźć komplet punktów.











