Pakerzy i frajerzy po 15. kolejce Premier League


Zakopanie leżącej armaty, zimny prysznic dla Ebenezera Scrooge'a i bitwa o Merseyside – działo się!

6 grudnia 2019 Pakerzy i frajerzy po 15. kolejce Premier League
www.football365.com

Każda seria gier w angielskiej ekstraklasie posiada chociaż jedną wisienkę na torcie, stąd fraza "deficyt emocji" w słowniku fana Premier League właściwie nie istnieje. Tym razem o podtrzymanie owej tezy zadbał hit nie mniej ciekawy niż te rodem z europejskich pucharów, a mianowicie derby Liverpoolu. Derby, które zapamiętamy z dwóch prostych powodów. Powód pierwszy – liczba bramek. Powód drugi – ścięcie Marco Silvy. Co ważne, to oczywiście nie wszystko, czyli chciałoby się rzec: jak zawsze! Zapraszamy do podsumowania.


Udostępnij na Udostępnij na

Nieczęsto otrzymujemy dawkę tej wybitnie smakującej sportowej ambrozji w środku tygodnia, dlatego cieszmy się z jej kosztowania, a zarazem przygotujmy na ten okres roku, w którym częstotliwość spotkań osiąga zabójcze tempo. Tempo, które kilka ekip w Premier League z pewnością zweryfikuje, a jeśli już mowa o weryfikacji… 15. kolejka stała pod znakiem gospodarzy. Zanotowali oni aż siedem zwycięstw (na dziesięć meczów). I co ciekawe, nie zobaczyliśmy ani jednego remisu.

Pakerzy

Nieumieszczenie tego jegomościa na szczycie piedestału byłoby podręcznikowym strzałem w kolano, ale szczęśliwie nasza redakcja ma głowy na karku. Sadio Mane – w poniedziałek czwarty najlepszy piłkarz na świecie według plebiscytu „France Football”, a we wtorek superbohater na boisku. Świetny występ w derbach Liverpoolu 27-latek skwitował dwoma (i to jakimi!) asystami oraz golem, co według portalu WhoScored.com nadawało się na ocenę 9,22 (najlepsza Senegalczyka w obecnym sezonie) i tytuł MOTM.

Skrzydłowy „The Reds” w obecnej kampanii Premier League dysponuje już takimi liczbami, że nawet sam Lionel Messi by się nie powstydził. Dziewięć bramek i sześć asyst w piętnastu kolejkach (udział przy golu średnio co 90 minut). Afrykański potwór.

Kolejny – równie pozytywny – wydźwięk zostawił za sobą zespół Manchesteru United, który na Old Trafford rozprawił się ze swoim niedawnym szkoleniowcem. I może mecz z Tottenhamem w wykonaniu „Czerwonych Diabłów” nie był piorunujący, jednak liczy się fakt, że podopieczni Ole Gunnara Solskjaera po raz kolejny udowodnili, że co jak co, ale w starciach z czołówką potrafią grać wyśmienicie. Bo nie dość, że był to kolejny triumf nad ekipą (teoretycznie) lepszą od siebie, to jeszcze na własnym podwórku. Podwórku, z którego do tej pory tylko Crystal Palace (w 2. kolejce) potrafiło wywieźć komplet punktów.

Na tę chwilę Manchester United śrubuje serię w postaci dziewięciu meczów bez porażki na własnym stadionie (we wszystkich rozgrywkach). Dlatego mimo narzekań kibiców i podawania w wątpliwość pracy norweskiego szkoleniowca, warto ową statystykę docenić. „Red Devils” złapali kontakt, obejmując 6. lokatę w tabeli Premier League.

Na ostatnią pochwałę w tym podsumowaniu zasłużył człowiek, który raczej nie zrobiłby kariery w grze w szachy, ale! Fakt, nie jest znany z dokonywania wielu roszad w swoim składzie, a mimo to potrafi wykrzesywać z Wolverhampton coś, w co jeszcze na początku sezonu trudno było uwierzyć. Nuno Espirito Santo – Portugalczyk wnoszący niedawnego angielskiego beniaminka na zupełnie inny poziom. Poziom, który pozwala łączyć dobrą grę w Lidze Europy z nadążaniem za czołówką Premier League.

„Wilki” w ostatnich sześciu meczach ligowych zanotowały po trzy zwycięstwa i remisy, dzięki czemu znalazły się tuż za czwartą w tabeli Chelsea. Tajemnica sukcesu? Wytrwałość i powtarzalność. Espirito Santo nie zmienia swojej koncepcji i ciągle stawia na określoną grupę piłkarzy, która tym razem pewnie pokonała West Ham.

Frajerzy

Zestawienie negatywnych akcentów minionej kolejki otwiera ktoś, kto od pewnego czasu trzyma w rękach niepowtarzalną szansę, by przekuć potencjał z ławki rezerwowych w rzeczywiste działania meczowe. Paulo Gazzaniga – bramkarz, który w Tottenhamie pełnił funkcję wyłącznie rezerwową aż do kontuzji Hugo Llorisa. Jak notowania włoskiego golkipera wzrosły po tym feralnym wydarzeniu? Cóż, można by powiedzieć, że niezbyt znacząco. 27-latek gra w każdym meczu od 8. kolejki Premier League i poza kilkoma pozytywnymi wyjątkami broni poprawnie, bez rewelacji. Pozycja bramkarza nie jest zatem najmocniejszym punktem zespołu Jose Mourinho, co dało się we znaki w meczu przeciwko Manchesterowi United. W nim włoski mur odsłonił wady swojej konstrukcji, a to skończyło się strzeleniem prostej bramki przez Marcusa Rashforda.

27-letni Włoch od dnia, w którym Hugo Lloris doznał poważnego urazu, zagrał w jedenastu spotkaniach. Bilans? 16 straconych bramek.

Zespołem, który zasługuje na negatywne wyróżnienie po 15. kolejce Premier League, jest zdecydowanie Bournemouth. Zespół Eddiego Howe’a wciąż bowiem nie radzi sobie w spotkaniach wyjazdowych, co jawi się jako jego spora bolączka od wielu miesięcy. Wtorkowa porażka (tym razem z Crystal Palace) w delegacji dołożyła kolejną cegiełkę do passy, która trwa już ponad dwa miesiące. Sześć ostatnich meczów to pięć porażek i jeden remis – bilans niegodny takiego zespołu.

Bilans bramkowy „Wisienek” w ostatnich sześciu meczach wyjazdowych również woła o pomstę do nieba. 3:9 – poziom bliski najgorszego beniaminka, czyli Norwich City.

Na koniec wyróżniamy w naszym zestawieniu frajerów człowieka, którego obrażać i krytykować nie będziemy, bo jak to mówią, leżącego się nie kopie. Marco Silva i jego Everton tonęli w głębinach tabeli z kolejki na kolejkę, co prędzej czy później musiało skończyć się zwolnieniem. Czarę goryczy przelała bitwa o Merseyside, która nielicznym obrońcom szkoleniowca „The Toffees” odebrała ostatnie argumenty. W obecnym sezonie Premier League drużyna aspirująca do gry w europejskich pucharach jest po prostu przeciętna, by nie powiedzieć, że niekiedy beznadziejna.

Okręt Marco Silvy utonął na tyle, że spotkał się na jednej wyspie z czerwoną latarnią obok Norwich i Watfordu. Zanim opuścimy kurtynę, warto dopisać jeszcze dwa fakty: dziewięć porażek w lidze (na 15 kolejek) i najgorsza forma wyjazdowa obok „Kanarków” (4 punkty).

Rodzynek

Żeby podsumowanie zakończyć pozytywnym akcentem, należy skierować oczy w stronę Southampton, które powoli wstaje z popiołów. A wraz z nim Danny Ings, który w ostatnim czasie stał się symbolem dobrych wyników swojego zespołu. 27-letni napastnik zanotował czwarty mecz z rzędu z bramką, co pozwoliło „Świętym” zdobyć siedem punktów. Łącznie posiada ich już osiem na przestrzeni piętnastu kolejek, więc śmiało możemy powiedzieć, że Ings w pełni zdrowia to Ings gwarantujący gole z określoną regularnością. Już teraz były piłkarz Liverpoolu rozgrywa swój trzeci najlepszy sezon w karierze (jeśli chodzi o liczbę bramek), a przecież nawet nie dobiliśmy do półmetka kampanii 2019/2020! Zatem jeżeli urazy Anglika nie zaatakują, istnieje spora szansa na to, że zobaczymy najważniejszą kartę w talii Ralpha Hussenhütlla osiągającą barierę 21 bramek z sezonu 2013/2014 w barwach Burnley (40 meczów).

Podsumowanie

Pakerzy:

  • Mane

  • Manchester United

  • Nuno Espirito Santo

Frajerzy:

  • Paulo Gazzaniga

  • Bournemouth

  • Marco Silva

Rodzynek: Danny Ings

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski