Lechia Gdańsk szukała w piątkowy wieczór przełamania i pierwszej wygranej w rundzie wiosennej, a jej przeciwnikiem była Jagiellonia, z którą nie przegrała od czerwca 2015 roku. W mroźnym Białymstoku o klasę lepsi gospodarze nie pozostawili nadziei przyjezdnym, dla których mógł to być ostatni mecz pod wodzą trenera Adama Owena.
Koncertowa gra Jagiellonii
Ireneusz Mamrot po dwóch pewnych zwycięstwach swojej drużyny na początku rundy wiosennej wprowadził kosmetyczne zmiany do podstawowego składu. W miejsce kontuzjowanego Bartosza Kwietnia wszedł Piotr Wlazło. Inaczej sytuacja miała się z Lechią. Adam Owen zrezygnował z zestawienia złożonego z trzech obrońców, w piątkowy wieczór zdecydował się zagrać czterema defensorami, aby skuteczniej bronić się przed atakami białostoczan.
A tych było sporo. W samej pierwszej połowie gospodarze oddali siedemnaście strzałów na bramkę Kuciaka. Od początku rywalizacji Jagiellonia częściej utrzymywała się przy piłce na połowie przeciwnika, aktywny był Novikovas, starał się Bezjak, swoje robił Frankowski. Gdy wydawało się, że „Żółto-czerwoni” za chwilę wyjdą na prowadzenie, nieoczekiwanie zrobiła to Lechia, gdy Marco Paixao wykorzystał dośrodkowanie Krasicia.
Niewiele trzeba było czekać na odpowiedź Jagiellonii. Już kilka minut później po dośrodkowaniu Guilherme z rzutu wolnego Piotr Wlazło, mimo dwóch strzałów w poprzeczkę, za trzecim umieścił piłkę w siatce. Liniowy tego spotkania dopatrzył się w tej sytuacji spalonego, jednak wszelkie wątpliwości rozwiał Tomasz Musiał, korzystając z systemu VAR i wskazując na środek boiska.
Przed końcem pierwszej połowy drugą bramkę zdobyli gospodarze, a wszystko za sprawą najpierw kapitalnego przechwytu oraz świetnego podania Romanczuka, następnie Bezjaka, który wymanewrował zdezorientowanego Gersona jak dziecko i z łatwością wpisał się na listę strzelców. Po raz pierwszy w barwach Jagiellonii.
Po przerwie Jagiellonia wyszła jeszcze bardziej agresywnie, konstruowała ataki, Bezjak bardzo dobrze współpracował z Pospisilem, który strzelił kolejną bramkę dla gospodarzy. Tym samym Czech trafił w każdym z trzech ostatnich spotkań. Na murawie wyraźna była różnica, jaka dzieli oba zespoły w tabeli ekstraklasy. Jagiellonia była znacznie lepszym zespołem, jej podania znacznie częściej trafiały do adresata, akcje momentalnie szły do przodu. Widać było również to, że „Żółto-czerwoni” są lepiej przygotowani fizyczne od gdańszczan. Mając dwubramkową przewagę, gospodarze kontrolowali mecz, nie pozwalali rywalom na uwierzenie, że mogą odwrócić losy spotkania. W końcówce sytuację sam na sam z Kuciakiem wykorzystał Karol Świderski, który po godzinie gry zmienił Bezjaka.











