Co łączy Marsylię i Moskwę? Nie, to nie „Marsylski łącznik”… Dwa wielkie francuskie kluby, dwa miasta i dwa zwycięstwa. Co prawda Liga Europy nie cieszy się estymą pokroju Ligi Mistrzów, ale to też poważne europejskie rozgrywki, w których sukces smakuje równie dobrze. W 1/8 finału swoje mecze wygrały i OL, i OM, pokonując odpowiednio CSKA Moskwa i Athletic Bilbao.
Ten wieczór należał do Francuzów. W Moskwie na nowym i całkiem ładnym stadionie CSKA bardzo ważne zwycięstwo odniósł Olympique Lyon, a na równie urokliwym Stade Velodrome Olympique Marsylia zaimponował swoją formą, nie dając żadnych szans gościom z Bilbao.
Nie taka straszna ta Moskwa
Czytając francuską prasę przed meczem z CSKA, można było odnieść wrażenie… że piłkarze z Lyonu zaraz po wyjściu z ciepłego samolotu zamarzną na płycie lotniska. Francuzi bali się niskich temperatur panujących na wschodzie Europy, jednak niepotrzebnie… bo straszna okazała się tylko murawa stadionu VEB Arena.
Marcelo – najważniejsza głowa w historii
Olympique Lyon to piękne karty historii francuskiej piłki nożnej. Wiele zwycięstw, pucharów i gwiazd wychowanych przez klub z Rodanu, ale nigdy w przeszłości OL nie wygrał w Rosji, mierząc się z tamtejszymi zespołami (dwa remisy i porażka).
Do dzisiaj. Pierwsze zwycięstwo. Bardzo ważne zwycięstwo. Dające komfort psychologiczny przed meczem rewanżowym i podbudowujące morale zawodników Bruno Genesio, którym ostatnimi czasy wiedzie się… średnio.
Wszystko to dzięki dobrze znanemu w Polsce Marcelo, który w 68. minucie strzałem głową wyprowadził Lyon na prowadzenie, którego „Les Gones” nie oddali już do końca.
Swoją drogą, kto by pomyślał, kiedy ten sam Marcelo grając jeszcze w barwach krakowskiej Wisły, zdobywał gole choćby przeciwko GKS Bełchatów, w jakim miejscu będzie za kilka lat?!











