Olympiakos Pireus wygrał u siebie z Arsenalem Londyn 3:1 w ramach ostatniej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. W pierwszej połowie bramki dla Greków strzelali Djebbour i Fuster. Po zmianie stron wiarę w korzystny rezultat przywrócił Benayoun, ale gol w końcówce Modesto ostatecznie potwierdził wyższość Greków.
Arsenal, pewny awansu do kolejnej rundy, przystąpił do tego spotkania w rezerwowym składzie. Olympiakos, grając na własnym, trudnym dla rywali terenie, bardzo pragnął zwycięstwa, które mogłoby zapewnić mu występy w kolejnej rundzie. Jednak rezerwy Arsenalu to wciąż piłkarze bardzo wysokiej klasy.

Od razu po pierwszym gwizdku Alberto Undiano Mallenco Grecy ruszyli do przodu. Gospodarze grali agresywnie, wywierali na londyńczykach presję, a gorąco wspierali ich fanatyczni miejscowi kibice. Arbiter nie chciał dopuścić do brutalnej gry i już w 4. minucie pokazał żółtą kartkę. Ukaranym był Papadopoulos. Arsenal nie dał się stłamsić rywalom i to podopieczni Wengera pierwsi stworzyli sobie dogodną sytuację do objęcia prowadzenia. Około 8. minuty po błędzie defensora Olympiakosu w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Arszawin, ale napastnik uderzył prosto w golkipera i skończyło się tylko na rzucie rożnym.
W ofensywie wciąż lepiej wyglądał Arsenal. W 13. minucie po ładnej akcji gości z piłką w polu karnym minął się Chamakh, dobrze przyblokowany przez jednego z defensorów. Chwilę później bliski szczęścia był Frimpong, który z bardzo trudnej pozycji trafił w słupek. „Kanonierzy” stworzyli sobie kilka sytuacji, ale razili nieskutecznością, a niewykorzystane akcje lubią się mścić. Przy pierwszej groźnej akcji gospodarzy Fabiański dobrze się spisał, broniąc z bliskiej odległości. Ale już w 16. minucie Polak powinien zachować się zdecydowanie lepiej. Zaspała linia obrony Arsenalu, Fabiański wyszedł do przodu, by skrócić kąt, ale popełnił błąd i Djebbour umieścił piłkę w siatce. Niespodziewanie Olympiakos objął prowadzenie.
Mało brakowało, a w krótkim odstępie czasu „Skywalker” straciłby drugiego gola. Bramkarz Arsenalu dostał złe podanie od swojego obrońcy, przez co źle wybił futbolówkę, zostawiając odkrytą bramkę. Z miejsca próbował to wykorzystać Mirallas, ale nie wyszła mu próba lobowania. Ten wieczór był bardzo pechowy dla bramkarza reprezentacji Polski. Chwilę później odniósł on bowiem groźna kontuzję. Polak zderzył się, interweniując na piątym metrze, z jednym z rywali i doznał urazu kolana. Potrzebna była zmiana i na placu gry pojawił się Mannone.
Olympiakos wciąż grał agresywnie. W 29. minucie żółtą kartkę dostał Holebas, który kopnął w kolano Coquelina. Na szczęście pomocnik Arsenalu był w stanie kontynuować grę. 120 sekund później ładną akcję przeprowadził Chamberlain, ale po jego zagraniu minimalnie chybił Benayoun. Wydawało się, że „Kanonierzy” przejęli inicjatywę, lecz Grecy byli dzisiaj zabójczo skuteczni. W 36. minucie świetnie przed pole karne wyszedł Mannone, który efektowni interweniował głową, ale po chwili Włoch popełnił kuriozalny błąd i za sprawą Fustera zrobiło się 2:0. Defensywa gości wyglądała fatalnie, a kibice z Pireusu oszaleli z radości.










