Szkoleniowcy Podbeskidzia i Korony Kielce skomentowali spotkanie na konferencji pomeczowej. Drużyna Leszka Ojrzyńskiego wygrała na wyjeździe z ekipą Roberta Kasperczyka 3:2 (2:0).
– Przyjechaliśmy tutaj po trzy punkty i nam się to udało, choć trzeba przyznać, że grało się tu bardzo ciężko. Było dużo spięć w naszym polu karnym. Ogólnie gra w pierwszej połowie nam się zupełnie nie układała. Dopiero później, po golu Kiercza, zaczęło to nieźle wyglądać. Zaczęliśmy dobrze przerzucać ciężar gry na różne strony boiska. Tylko te rzuty rożne i wolne były naszą bolączką. W przerwie uczulałem moich zawodników, że na tym terenie wynik 2:0 nie gwarantuje jeszcze zwycięstwa. Osobiście oglądałem tutaj mecz z Jagiellonią, który po pierwszej połowie też zakończył się takim rezultatem, a co było potem pamięta już każdy. Teraz mamy dwa tygodnie przerwy od tego ciśnienia, bo cały czas gramy na „żyle”. Niejedna drużyna straci jeszcze punkty na Podbeskidziu, bo jest to bardzo charakterna drużyna – mówił po meczu zadowolony ze swojej drużyny Leszek Ojrzyński.
– Na początku muszę pogratulować rywalom zwycięstwa. Najbardziej boli mnie, że sami przyczyniliśmy się do straty wszystkich trzech bramek. To były typowe szkolne błędy, które nie przystoją na tym poziomie. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do zaangażowania moich piłkarzy, bo przecież przez większość meczu graliśmy dobrze. W pierwszej połowie gra nam się układała i dopiero bramka dla Korony podcięła nam skrzydła. Drugi gol natomiast padł z zupełnie niegroźnej sytuacji. Po przerwie znowu zaczęliśmy przeważać i udało nam się uzyskać kontaktowe trafienie. Ponownie jednak głupia pomyłka sprawiła, że musieliśmy odrabiać dwubramkową stratę. Brakuje nam takiego Vukovicia w środku pola, ale jeszcze nie jest za późno, aby kogoś takiego ściągnąć. Moja drużyna ma ogromne serce do gry, ale wciąż nie mamy przywódcy na boisku – skomentował spotkanie trener Podbeskidzia, Robert Kasperczyk.










