Nie od dziś wiadomo, że najdroższą ligą na świecie jest Premier League. Pieniądze, jakie przepływają przez konta klubów z Wysp, przyprawiają o zawrót głowy i pewnie śmiało z budżetu jednego moglibyśmy utrzymać całą polską ekstraklasę. Jak? Gdzie? Po co? Skąd te pieniądze? Dlaczego aż tyle? To tylko kilka pytań, na które nie znajdziemy odpowiedzi.
Kim jesteś i dlaczego tyle Cię cenią?
To oznacza mniej więcej tyle, że Swansea dogadała się z którymś z zainteresowanych klubów i Islandczyk od przyszłego sezonu będzie występował w innych barwach. Informacja jak każda inna. Może Everton, nawet Stoke się nim interesowało. DALEJ, nic nadzwyczajnego. 50 milionów funtów… Tak, to już nie jest normalne. Właśnie ta kwota, ta równowartość 25 nowiutkich Buggatti Veyronów sprawiła, że ten artykuł musiał się pokazać. Czy Wy do końca oszaleliście?
Nie chcę być gołosłowny, więc powiem Wam, kogo za te 50 milionów można by kupić. Tak, żebyście wiedzieli, że ktoś chyba wpisał o jedno zero za dużo podczas przelewu. Spójrzmy na Bundesligę. Na mniej niż 40 wyceniani są Thiago, Marco Reus, Arturo Vidal, Timo Werner, Renato Sanches i wiecie co? Pewnie tylko kluby z Premier League byłyby w stanie wydać na nich więcej.
– Poproszę bułkę.
– Graham? Zwykłą?
– Taką za pięć złotych.
– Nie mamy takiej. Chce Pan, żebym zapakowała bułek za tę kwotę?
– Nie, chcę bułkę za pięć złotych.Wchodzi kierownik. Podchodzi do kasjerki i mówi jej na ucho – zapakuj jakąkolwiek bułkę i skasuj piątaka. Tak też zrobiła. Klient zadowolony, to jego najdroższa bułka w życiu.
Widzę to właśnie mniej więcej tak. Tu już nie chodzi o zdrowe przepłacenie. Cristiano Ronaldo szedł do Realu za coś koło stówy, Bale w tym samym kierunku nieco drożej. Zestawmy to z Romelu Lukaku, który kosztował 75 milionów i na przykład Martialem czy Pogbą. Wiadomo, czas leci, ceny idą do góry, nawet paliwo drożeje. Mimo wszystko na moje oko to właśnie były zawodnik Juventusu jest wart swojej ceny, a reszta trochę nadpłacona.
Rekord goni rekord
Rynek transferowy się zmienia i nie mamy zbytnio na to wpływu. Wydaje mi się, że chyba nikt już nie ma na to wpływu, po prostu to żyje swoim życiem. Ceny zawodników idą w górę. Powoli staje się to nudne. Gdy w 2009 roku Cristiano Ronaldo podpisywał kontrakt z Realem Madryt, „Królewscy” wyskoczyli z rekordowych wtedy 94 milionów euro, to ten transfer elektryzował cały świat. Jedni mówili o niewiarygodnej głupocie, inni cieszyli się, że są świadkami czegoś, co szybko się nie powtórzy.












