Jedni spytają, dlaczego tak późno. Drudzy – po co go w ogóle zatrudnialiście. A jeszcze inni stwierdzą, że lepiej późno niż wcale. Rafa Benitez został oficjalnie zwolniony na specjalnie ku temu zwołanej konferencji prasowej, a jego miejsce w roli trenera zajmie Zinedine Zidane. Czy to dobry wybór?
Czy to się mogło udać? Raczej nie. Rafa Benitez, człowiek panujący w szatni żelazną ręką, który na drugie imię ma „pragmatyzm”. Po erze Carlo Ancelottiego, którą jedni uznają za kapitalny okres w historii madryckiego klubu, a inni za czas, z którego można było wyciągnąć więcej, Florentino Perez postawił na zupełnie innego człowieka. Trenera, któremu zarzucano, że jego zespoły specjalizują się w zwycięstwach 1:0, zajmowaniu ostatniego miejsca na podium i byciu nudnymi jak flaki z olejem. Przebudzenie Napoli pod rządami Maurizio Sarriego zdaje się potwierdzać tę prawidłowość, a pod Wezuwiuszem już nikt nie tęskni za hiszpańskim taktykiem.
Jedno mu trzeba oddać. Jak wygrywał, to z przytupem. 5:0 z Espanyolem, 4:0 z Szachtarem czy też niedawne 10:2 z Rayo. Okej, zespół momentami potrafił odpalić, ale słowo „momenty” jest tutaj kluczowe. Zespół zanotował gorsze starty w lidze niż drużyny Ancelottiego i Mourinho, już na samym początku gubił punkty w spotkaniach z outsiderami (Malaga, Sporting Gijon), a czarę goryczy przelało przegrane El Clasico z Barceloną 0:4, i to w takim stylu, że manita z czasów Mourinho nie wyglądała już wcale tak blado. Wtedy Real dominował w pierwszej połowie, tutaj nie było mowy nawet o momentach. Efekt? Pañolada (wyraz dezaprobaty wobec drużyny w formie machania białymi chusteczkami) w trakcie spotkania z Barceloną. Podobno jego los przesądzony był już po tym spotkaniu, jednak mimo to Florentino Perez nadal mówił o pełnym zaufaniu do trenera, co sprawiało w pewnych momentach wrażenie mało śmiesznej karykatury rządzącego klubem.
Co ciekawe, kolejną pañoladę kibice na stadionie mogli zobaczyć także po pierwszych 15 minutach wygranego 10:2 spotkania z Rayo (przy stanie 2:1 dla ekipy Jemeza), jednak tym razem jej adresatem oprócz Beniteza był także sam Forentino Perez…
Należy oczywiście podkreślić, że Benitez nie jest wszystkiemu winny. Błąd administracyjny wyrzucił zespół z Pucharu Króla i były trener Liverpoolu i Valencii nie jest tutaj absolutnie niczemu winien. Podobnie jak fali kontuzji mięśniowych, która przetoczyła się przez klub w trakcie jesieni. Co ciekawe, Benitez legitymował się także niezłą średnią punktów na mecz, jednak z mocniejszymi rywalami kompletnie sobie nie radził, notując mniej punktów od swoich poprzedników.











