W pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów w derbach Madrytu padł bezbramkowy remis. Bezsprzecznym bohaterem tego spotkania został bramkarz gospodarzy Jan Oblak, który zaliczył kilka fantastycznych interwencji.
Od początku mecz zdominowany został przez drużynę „Królewskich”, która całkowicie rządziła na boisku. Atletico ograniczyło się tylko do defensywy, a i ta popełniała sporo błędów. Pressing, jaki stosowali piłkarze Realu, nie pozwalał ich rywalom na spokojne wyprowadzenie piłki i dlatego Atletico było zmuszone do grania długich piłek, które w większości przypadków nie przynosiły żadnego pożytku.
Atletico grało zaskakująco słabo, dawno nie widziałem tak bezradnej drużyny prowadzonej przez Diego Simeone. Tak naprawdę tę pierwsza połowę można by podsumować jednym słowem, Oblak. To, co wyczyniał w bramce bramkarz Atletico, było wręcz niewiarygodne. Bronił wszystko i wydawało się, że w tym meczu po prostu nie da się go pokonać.
Pierwszy próbował Bale, ale przegrał rywalizację sam na sam z Oblakiem. Następnie swoje szanse mieli James Rodriguez, Benzema i po raz kolejny Bale, ale Oblak bronił jak w transie. Przede wszystkim obrona strzału Jamesa zasługiwała na ogromne uznanie, ponieważ bramkarz Atletico dopiero w ostatnim momencie zobaczył piłkę, a jednak zdołał fantastycznie interweniować.
Trudno wyróżnić innego piłkarza gospodarzy, którzy w wielu momentach wyglądali na bezradnych, natomiast „Królewscy” grali bardzo dobrze. Kapitalne zawody rozgrywał Varane, który oprócz spokojnej gry w defensywie starał się także wyprowadzać akcje ofensywne swojej drużyny. Bardzo dobrze grali także James i Toni Kroos, który świetnie rozdzielał piłki do swoich kolegów. W Realu widać było wymienność pozycji, co sprawiało ogromne problemy graczom gospodarzy. Benzema bardzo często wymieniał się pozycjami z Cristiano Ronaldo, a James Rodriguez grał jako taki wolny elektron i to sprawiało, że trudno było go zatrzymać. Realowi brakowało tylko jednego, bramki.
W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Real dzielił i rządził, ale nie mógł strzelić chociaż jednej bramki. Trudno było powiedzieć coś złego o jego grze, ponieważ rozgrywał on jedno z najlepszych spotkań w ostatnim czasie. Wszystko wyglądało bardzo dobrze, do momentu kiedy trzeba było strzelić na bramkę.
Atletico bardzo często broniło się bardzo szczęśliwie. Real zamykał je w tzw. hokejowym zamku, jednak trudno mu było zrobić coś w polu karnym gospodarzy, ponieważ właśnie tam były zorganizowane ich największe zasieki obronne. Bardzo często gospodarze bronili się całym zespołem i nawet nie kwapili się, by zaatakować bramkę strzeżoną przez Casillasa. Swoje okazje w drugiej połowie mieli Ramos, Modrić czy Cristiano Ronaldo, ale piłka dziwnym trafem nie mogła wpaść do bramki.










