Notes taktyka: Trudny początek roku AS Monaco


Przyjrzeliśmy się bliżej ostatnim transferom i formie drużyny z Księstwa po przerwie zimowej

22 stycznia 2019 Notes taktyka: Trudny początek roku AS Monaco

Po odmłodzeniu kadry, jakie miało miejsce latem, w klubie wszyscy wierzyli, że zawodnicy, którzy teraz dołączyli do zespołu, to ostatnie tryby w idealnie działającej machinie z ostatnich sezonów.


Udostępnij na Udostępnij na

W letnim okienku transferowym do AS Monaco dołączyło czternastu zawodników, z czego aż sześciu było poniżej dwudziestego, a tylko dwóch powyżej dwudziestego czwartego roku życia. Największe nadzieje pokładano w Aleksandrze Golovinie, który za trzydzieści milionów euro przyszedł z rosyjskiego CSKA Moskwa. Środkowy pomocnik sezon rozpoczął jednak dopiero pod koniec września przez uraz kostki. Jak dotąd spisuje się średnio – jak cała drużyna – we wszystkich występach zaliczył dwie asysty, a na premierową bramkę wciąż czeka.

W obecnym okienku osoby odpowiedzialne za wizję drużyny postawiły zdecydowanie na doświadczenie. Cesc Fabregas (31 lat), Naldo (36 lat) i William Vainqueur (30 lat) to doświadczeni i solidni zawodnicy, którzy mają zbalansować młodą kadrę. W ostatnim meczu Ligue 1 z Olympique Marsyllie w pierwszym składzie wystąpiło siedmiu graczy poniżej dwudziestu trzech lat, każdy z pozostałej czwórki (Fabregas, Naldo, Glik i Benaglio) to zawodnicy powyżej trzydziestego roku życia.

Do drużyny dołączył również Francu Fode Ballo-Toure, 22-letni lewy obrońca, ostatnio występujący w drużynie z Lille. Wiele mówi się, że pewnym transferem do zespołu Glika jest też Michy Batschuayi. Zawodnik londyńskiej Chelsea od początku sezonu jest na wypożyczeniu w Valencii, w której zawodzi. W dwudziestu trzech występach strzelił trzy bramki. Transfer ten jest wątpliwy, ale to może właśnie słoneczne Monako będzie miejscem, w którym Belg wróci do gry na wysokim poziomie.

 Na początek Marsylia

W pierwszym meczu w 2019 roku Monako wybrało się do Marsylii. Trener Thierry Henry zdecydował się na ustawienie 1–3–5–2 z trójką środkowych obrońców i dwóch wahadłowych. W pierwszym składzie wystąpiło aż trzech zawodników kupionych w styczniu. Naldo z Glikiem i Mukinayi tworzył trójkę stoperów, Fabregas wystąpił jako środkowy pomocnik, a Ballo-Toure jako lewy wahadłowy.

Gospodarze zaczęli aktywnie, już w 5. minucie Dimitri Payet mógł zdobyć gola, gdy w zamieszaniu niedokładnie trafił w piłkę i przestrzelił bramkę. W 13. minucie dopięli jednak swego. Rzut wolny z lewej strony wykonywał Payet, piłka po dośrodkowaniu została odbita przed pole karne, gdzie znajdował się niepilnowany Maxime Lopez, który przymierzył między obrońcami.

Przy tej bramce defensywa Monako popełniła błąd w ustawieniu przy stałym fragmencie gry. Dwuosobowy mur i reszta zespołu broniąca się przed skutecznym dośrodkowaniem, nie zabezpieczyła przedpola, gdzie ustawiony był środkowy pomocnik z Marsylii, który znalazł lukę i przy odrobinie szczęścia trafił do siatki.

Drugi gol, to dzieło przyjezdnych, którzy w 38. minucie doprowadzili do wyrównania. Możemy tu zaobserwować, jak dużo miejsca w pierwszej fazie akcji pozostawiono strzelcowi bramki Youriemu Tielemansowi. Gdy obrońcy gospodarzy zajęci byli obroną we własnym polu karnym, środkowy pomocnik mógł spokojnie przemieszczać się w kierunku pola bramkowego. Piłka po odbiciu od gracza Monako, toczyła się w okolice 16. metra, a napędzony zawodnik silnym strzałem w lewy dolny róg bramki wykończył akcję.

Wynik ten nie uległ już zmianie, z czego mogą być zadowolone obie strony. Mecz stał na wysokim poziomie i na razie można zauważyć różnicę w grze defensywnej drużyny z Księstwa. Jako że ekipa z Monako jest czwarta w lidze w statystyce straconych bramek, napawać optymizmem może liczba skutecznych bloków. Zespół Kamila Glika miała ich dwadzieścia osiem, przy siedemnastu przeciwnika.

Czas na Niceę

Mecz z Niceą przedstawiany głównie był jako pojedynek Thierrego Henry z Patrickiem Vierą, którzy kiedyś występowali razem w Arsenalu. Trener gospodarzy wymienił czterech graczy w porównaniu z ostatnim meczem, a z zakupionych ostatnio zawodników żaden nie pojawił się na boisku. Już na początku spotkania można było zaobserwować powtarzający się błąd z meczu z Marsylią.

Gracze AS Monaco znów za bardzo skupieni są na obronie we własnym polu karnym i zapominają o zabezpieczeniu strefy w okolicach szesnastego metra. Tym razem od utraty bramki uchronił ich przestrzelony strzał rywala, ale widać, że ten element muszą poprawić.

W tym meczu to bramkarz drużyny Kamila Glika znów musiał wyciągać piłkę z siatki jako pierwszy. W 36. minucie po błędzie w środku pola i przegranym pojedynku jeden na jednego przez Jemersona, to gracze z Nicei mogli cieszyć się z prowadzenia.

W końcówce pierwszej połowy Ihsan Sacko zbyt ostro zaatakował zawodnika gospodarzy, po czym zobaczył czerwony kartonik. Dzięki temu AS Monaco po przerwie mogło rzucić się do odrabiania strat, grając w przewadze. Już pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy doprowadziło do wyrównania. Do dośrodkowania z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył Mukinayi.

Wynik nie uległ już zmianie do końca meczu, mimo że zawodnicy w biało-czerwonych trykotach stwarzali sobie sporo sytuacji. Widać, że brakuje bramkostrzelnego napastnika. Dziękować mogą również bramkarzowi Diego Benaglio, który uchronił ich od przegranej fantastycznie broniąc rzut karny.

Pogrom ze Strasburgiem

Ekipa ze Strasbourga to największa rewelacja sezonu. To jej drugi sezon po awansie, a na półmetku znajduje się w czubie tabeli. Tym razem przyszło jej jechać do Monaco, gdzie zdobyła proste zwycięstwo a wychodziło jej dosłownie wszystko.

U gospodarzy widać braki w defensywie. Ustawienie 3–4–2–1 nie wygląda w ich wykonaniu najlepiej. Obrońcy są zbyt pasywni i nie podejmują gry w pressingu. Goście wysoko zaatakowali i w jednej z pierwszych akcji sprowokowali faul na czerwoną kartkę. Już w 7. minucie z boiska wyleciał nowy nabytek Naldo, co miało wpływ na bramki. W 12. minucie było już 0:1, a w siedemnastej 0:2.

W pierwszej fazie akcji napastnik przyjezdnych znajdował się niekryty w środkowej części boiska i z łatwością wbiegł tak w pole karne, gdzie precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza na 0:1. Druga to spóźniony Kamil Glik i znów świetny strzał. Drużyna ze Strasbourga niesamowicie się rozkręcała, a w jej grze widać było pewność.

Trzecia bramka dla gości padła po fatalnej stracie Fabregasa i pięknym strzale Ibrahima Sissoko. Obrona AS Monaco powtarza błąd z poprzednich meczów, skupiając obronę w polu karnym. Młody Francuz fenomenalnie uderzył w okienko bramki.

Kolejne dwie to świetne kontry przyjezdnych, którzy przypieczętowali zwycięstwo w 94. minucie. To były łatwe trzy punkty dla gości, którzy zajmują 5. miejsce w tabeli. AS Monaco broniło tak, jakby miało w planie stracić tego dnia dużo bramek. To już 21. kolejka, a nadal wygląda na nieprzygotowane do sezonu.


To było łatwy mecz dla ekipy ze Strasbourga,która notuje trzecie zwycięstwo z rzędu i traci cztery „oczka” do miejsca gwarantującego grę w fazie grupowej Ligi Europy. Trener Thierry Henry ma za to twardy orzech do zgryzienia. W trzech meczach z drużynami z pierwszej dziesiątki szczęśliwie zdobył dwa punkty i nad ostatnim miejscem ma już tylko punkt przewagi. Mecze te pokazały, że piłkarze nie są gotowi do gry na wysokim poziomie, drużyna notuje ciągły spadek formy, powtarza te same błędy w obronie a polityka transferowa nie zdaje rezultatu.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski