Prawie trzy dekady czekania. 28 lat od meczu, który w Norwegii ma status niemal mitycznego, zwycięstwa 2:1 z Brazylią na mistrzostwach świata we Francji w 1998 roku. Od tamtej pory norwescy piłkarze budowali kariery na jednym wielkim wspomnieniu, a sama reprezentacja dryfowała gdzieś na peryferiach światowego futbolu. Aż przyszło lato 2026 i Mistrzostwa Świata. Wikingowie wypłynęli z fiordu po raz drugi w tym wieku i tym razem nie chcieli wracać po jednym epizodzie. Kadra, która naszpikowana jest reprezentantami najlepszych lig europejskich wyruszyła z zerowymi oczekiwaniami, bo już sam awans na taki turniej był dla nich czymś historycznym. Norwegia, jako jedyny z wielu czarnych koni na tym turnieju nie zawiódł.
Doszli do ćwierćfinału, pokonali Brazylię, zjednoczyli cały kraj wokół kultowego „wiosłowania”. Sprawili, że król Harald V przemawiał do narodu przed meczami, a tłumy na ulicach Oslo przewyższały te z 17 maja, Dnia Niepodległości Norwegii. Erling Haaland stał się globalnym fenomenem, Patrick Berg i Andreas Schjelderup wyrośli na gwiazdy, a norweskie media po porażce 1:2 z Anglią w Miami pisały nie o rozczarowaniu, lecz o bajce, za którą warto podziękować. Czy to początek nowej ery na turniejach międzynarodowych, a może piękny, jednorazowy sen? Odpowiedź nie jest prosta, ale jedno jest pewne: Norwegia wróciła na mapę futbolu z ambicją, której już nie da się zignorować.
Długi czas posuchy turniejowej
Warto przypomnieć, skąd w ogóle zaczęła się ta opowieść. Norwegia wróciła na mistrzostwa świata po 28 latach. Ostatni raz grała w 1998 roku, kiedy to pokonała Brazylię i wyszła z grupy, by ostatecznie odpaść w pierwszej rundzie pucharowej. Generacja z tamtego turnieju zbudowała na jednym zwycięstwie kariery piłkarskie i trenerskie. Obecna kadra miała ambicje zupełnie inne. Nie tylko być, ale dominować. W fazie grupowej podopieczni trenera Solbakkena zajęli drugie miejsce w grupie I, za Francją. Pokonując Senegal i Irak, a następnie w meczu decydującym o awans do 1/8 finału pokonali Wybrzeże Kości Słoniowej. Erling Haaland strzelał regularnie, siedem bramek w czterech meczach turniejowych, a łącznie passa 14 kolejnych trafień w meczach reprezentacyjnych. Wyrównał rekord Grzegorza Lato z debiutanckiego mundialu. Mimo to nie tylko on nosił drużynę na barkach.

Berg z Bodo/Glimt, który forsował ważne wartości i wiódł za sobą cały zespół. Martin Ødegaard dyrygował grą jak dyrygent, Ryerson z Borussii Dortmund rozgrywał świetny turniej. Schjelderup, który jeszcze niedawno był w cieniu, wyrósł na gwiazdę. Bramkarz Ørjan Nyland, któremu kończyła się umowa z Sevillą, po meczu z Brazylią mógł liczyć na powrót na Wyspy Brytyjskie. Antonio Nusa cieszył się każdą chwilą. Kluby takie jak RB Lipsk już liczyły pieniądze, które zarobią na transferze młodego skrzydłowego, łączonym z Romą, Milanem i Arsenalem. Jednak prawdziwy przełom nadszedł w 1/8 finału. Norwegia pokonała Brazylię, pięciokrotnych mistrzów świata, 2:1. Oba gole padły z nogi Haalanda. W Oslo na ulicach bawiło się sto tysięcy osób, impreza trwała do poniedziałkowego poranka, a w kraju sprzedano rekordową ilość piwa. Dziennikarz w Norwegii Kamil Olsztyński, który wyjechał do Skandynawii na trzy miesiące, a został osiemnaście lat, przyznał, że takiego szaleństwa jeszcze nie przeżył. Kolejka do oficjalnego sklepu z koszulkami reprezentacji miała ponad dwa kilometry, ludzie czekali ze śpiworami po kilkanaście godzin.
Cały, dosłownie cały kraj oszalał na punkcie zespołu trenera Stale Solbakkena. Przed meczami do narodu przemawiał król Harald V, a jego syn wychodził przed Pałac Królewski i „wiosłował” razem z kilkudziesięcioma tysiącami ludzi.
— Kamil Olsztyński, trener bramkarzy KFUM Oslo dla TVP Sport
Walka jak równy z równym
Anglia, której futbol przez dekady był dla Skandynawów punktem odniesienia, a Premier League niemal religią, tym razem nie budziła kompleksów. Wikingowie spokojnie rozgrywali piłkę od własnej bramki, nie bali się pressingu i szukali kombinacji z udziałem Ødegaarda, Sorlotha i Haalanda. W 36. minucie Schjelderup zszedł do środka, a jego dośrodkowanie odbiło się od słupka i wpadło do bramki Pickforda. Norwegia prowadziła i mogła mieć więcej. Sorloth jednak w 44. minucie zmarnował kontratak dwa na jednego, nie podając do wolnego Haalanda. Potem nastąpił zwrot, którego nikt się nie spodziewał. Piłka po wykopie Nylanda uderzyła w kamerę nad boiskiem i spadła pod nogi Anglików. Gordon podał do Bellinghama, ten trafił, a Norwegowie protestowali, choć FIFA twierdziła, że czujnik nie wykazał kontaktu z kablem. Solbakken nie krył rozczarowania, ale przyznał, że nic nie mogą z tym zrobić.
🚨🚨衝撃の事実。今大会1番のスキャンダル
イングランドの同点ゴール前にFox Sportsで放送された、ボールがカメラケーブルに当たっていた… pic.twitter.com/N1k7XIA4fp
— まろち🇫🇷 (@marochi_verrati) July 11, 2026
Triumf po przegranej?
Drugą połowę Anglicy po prostu przetrwali, przez 45 minut nie oddali ani jednego celnego strzału. Norwegia miała więcej z gry, lecz zabrakło konkretów. Trudno nie odnieść wrażenia, że selekcjoner przez ponad godzinę grał w dziesięciu, trzymając na boisku nieskutecznego Sorlotha ustawionego na skrzydle. Haaland także nie prezentował najwyższej formy w tym spotkaniu. Widać było, że spotkanie z Synami Albionu jest dla niego trudne fizycznie, ale też psychicznie. Heggem miał gol anulowany za faul właśnie Haalanda na Elliocie Andersonie. Główka Kristoffera Ajera trafiła w poprzeczkę, doprowadzając do dogrywki. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Morgan Rogers huknął z dystansu, a Nyland nie opanował piłki. To skrzętnie wykorzystał Bellingham dobijając i strzelając swój szósty gol na turnieju. Haaland, który strzelał w czternastu kolejnych meczach reprezentacyjnych, wyglądał na wyczerpanego w amerykańskim upale. W przerwie między połowami dogrywki Solbakken zdjął go z boiska. „To nie była trudna decyzja. Był skończony. Dostał też uderzenie w nogę w drugiej połowie” — tłumaczył trener. Anglia wygrała 2:1 po dogrywce i awansowała do półfinału, po raz czwarty w historii Mistrzostw Świata. Norwegia odpadła, ale nie z hańbą.
🚨🇸🇪 Zlatan Ibrahimović uważa, że wyrównujący gol Bellinghama przeciwko Norwegii NIE POWINIEN ZOSTAĆ UZNANY. ⚠️
🗣️ „Nie obchodzi mnie, czy to była pierwsza, czy dziewięćdziesiąta minuta. Przepisy są przepisami. Jeśli piłka uderza w przewód kamery i zmienia tor lotu, mamy do… pic.twitter.com/lBmj9K3cny
— Newsy.Sportu (@Newsy_Sportu) July 12, 2026
„Dziękujemy za tę bajkę Norwegio”
W Norwegii nikt nie powinien czuć rozczarowania, tak oceniły norweskie media. „Polegliśmy, ale w pięknym stylu i po dramatycznej, heroicznej walce”, „W bitwie z Anglią byliśmy bardzo silni i nieustraszeni, a wynik nie mówi wszystkiego, mogliśmy nawet wygrać”. Przed meczem z Anglią dało się odczuć, że prawie cała Europa, z wyjątkiem Wysp Brytyjskich z wiadomych przyczyn, kibicowała Norwegii. Każdy kocha przecież historie kopciuszka, któremu nikt nie dawał wielkich szans, a mimo to osiągnął sukces. Patrząc jak pozytywnie odebrany został występ Norwegii na mistrzostwach widać, że kibice przede wszystkim chcą długofalowych sukcesów.
W poniedziałek 13 lipca norwescy bohaterowie mają przybyć na Pałac Królewski, a potem „wiosłować” z ludźmi na Slottsplassen. Ma to być największe wspólne świętowanie w historii kraju. Viking Row, kultowa cieszynka wykonywana od schodów Times Square po boisko na MetLife Stadium, stała się symbolem turnieju. Kibice z innych krajów adoptowali gest, a policja na lotnisku w Dallas powitała reprezentację własną wersją na płycie lotniska. Haaland, który rok wcześniej oceniał szanse Norwegii na wygranie mundialu na 0,5 procenta, stał się globalnym fenomenem. Jego kanał na YouTube przekroczył trzy miliony subskrybentów w trakcie ćwierćfinału, a dokument zza kulis obejrzało osiem milionów widzów w trzy dni. „Lubię Amerykanów. Są przezabawni” — mówił z uśmiechem. Bez ego gwiazdy klasy premium, a z energią chłopaka z drużyny, którą pokochała cała Europa.
Co poszło dobrze, a co zabolało
👏 🇳🇴 TYM RAZEM NIE BYŁO WIOSŁOWANIA – było coś znacznie ważniejszego. Była wdzięczność.
Kibice reprezentacji Norwegii nawet przez chwilę nie czuli złości na swoich kadrowiczów. Oni BYLI i SĄ IM WDZIĘCZNI! ❤️
Tuż po porażce z Anglią, pod sektor zajmowany przez fanów ze… pic.twitter.com/dzHId4ecnn
— Newsy.Sportu (@Newsy_Sportu) July 12, 2026
Nowa era, czy piękny epizod?
Norwegia po raz pierwszy zagra w najwyższej dywizji Ligi Narodów tuż obok Portugalii, Danii i Walii. Pierwszy mecz już 24 września na Ullevaal przeciwko Duńczykom. Kwalifikacje do Euro 2028, które odbędzie się w Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii, ruszą w marcu 2027. Norwescy dziennikarze już piszą: „Finał w Anglii? Dlaczego nie?” i nie jest to puste gadanie. Solbakken sam mówił o „wspinaczce górskiej”. Gdy drużyna myślała, że dotarła do celu, czekał jeszcze wyższy szczyt. Jednak nie należy popadać w samo zachwyt. Norwegia ostatni raz grała na Euro w 2000 roku. 26 lat bez obecności na kontynentalnym turnieju to nie przypadek. Pokolenie Haalanda i Ødegaarda jest w absolutnym prime, ale piłka nożna nie gwarantuje ciągłości sukcesów. Liga norweska wciąż nie jest ligą, z której rodzą się mistrzowie świata, choć Bodo/Glimt udowadnia, że skandynawski futbol rośnie w siłę. Aktualnie 31. miejsce w rankingu FIFA i można się spodziewać, że po mistrzostwach pozycja Norwegii jeszcze się polepszy.

Biorąc pod uwagę wszystko, norwescy Wikingowie nie wrócili na mundial po 28 latach po to, by odegrać epizod. Doszli do ćwierćfinału, pokonali Brazylię, zjednoczyli naród. Zasłużyli na status kadry, która gra „na wysokości najlepszych”, jak pisała norweska prasa. Czy to początek ery? Być może. Ale nawet jeśli nie to na pewno koniec ery cichego czekania. Norwegia wróciła na mapę futbolu nie na jeden turniej, lecz z ambicją, której nie da się już zignorować. Ostatecznie zostaje pytanie, które zadaje sam trener Solbakken. Czy kiedykolwiek znowu będzie taka szansa na półfinał mundialu jak teraz? Wiemy za to jedno, w Oslo nikt nie płacze. Bo to, co wydarzyło się w Ameryce, było bajką. A bajki nawet te ze smutnym finałem zostają w pamięci na pokolenia.