Wszystkim tym, którzy po przeczytaniu tego tekstu będą chcieli udowodnić niżej podpisanemu, że się nie zna i opowiada głupoty, radzę się z tym chwilę wstrzymać. Usiąść, przemyśleć, przewietrzyć się. Jednym słowem uspokoić.
Co prawda nie rozumiem tych, których bulwersują takie teksty, ale na wszelki wypadek napiszę na samym początku, że to nie jest żaden pean wychwalający umiejętności Leo Messiego, ergo nie jest to też tekst deprecjonujący Cristiano Ronaldo.
Przejdę jednak do sedna.

Za nami pierwsze mecze barażowe eliminacji do Euro 2012. Prowadzona przez Ronaldo reprezentacja Portugalii zremisowała bezbramkowo na wyjeździe z Bośnią i Hercegowiną, co sprawia, że podopieczni Paulo Bento nie mogą być pewni awansu. Bośniaków stać przecież na wywiezienie z Portugalii bramkowego remisu. Ba, stać ich nawet na zwycięstwo. I wtedy Portugalczycy na Euro nie zagrają.
Co to oznacza dla Ronaldo? Byłby to dla niego fatalny scenariusz. Gwiazdor Realu ma przed sobą jeszcze cztery, może pięć lat na najwyższym poziomie. To i dużo, i mało. Dużo, jeśli weźmiemy pod uwagę piłkę klubową. Mało, jeśli zajmiemy się futbolem reprezentacyjnym.
W tym czasie rozegrane zostaną zaledwie dwie wielkie imprezy. Mistrzostwa świata i kolejne mistrzostwa Europy. Dwie szanse na zdobycie jakiegokolwiek tytułu z reprezentacją to niewiele. Tym bardziej, że nie wiadomo, w jakiej formie będzie CR7. Brak awansu na polsko-ukraiński czempionat oznacza dla gwiazdora Realu znaczne zmniejszenie szans na odniesienie międzynarodowego sukcesu.
A piszę o tym dlatego, że dziwi mnie jedna rzecz. Dlaczego wszelkie niepowodzenia Leo Messiego w reprezentacji powodują, że podnosi się larum większe niż fale tsunami, a porażki Ronaldo w Portugalii przechodzą bez echa.
Obaj panowie mogą poszczycić się tytułem wicemistrza swojego kontynentu. Więc jakby remis. Poza tym, nie mają się za bardzo czym chwalić. No może Ronaldo czwartym miejscem na mundialu w Niemczech, ale to wciąż nie jest to. Nadal nie można wpisać do CV: mistrz.
I tak się teraz zastanawiam. Czy aby dwóch tak wielkich piłkarzy nie powinno się traktować równo? Czy jeżeli jednego Messiego obarczamy za porażki Argentyny, to czy tą samą miarą nie powinno się traktować Ronaldo?
A może to jednak nie ich wina, że partnerzy z reprezentacji nie potrafią wykorzystać potencjału, jaki dają obaj piłkarze? Może warto spojrzeć na kadrę Argentyny szerzej. Może warto zauważyć, że podając do piłkarza „Barcy”, koledzy myślą, że on coś wymyśli.
Podobnie jest z Ronaldo, z tą tylko różnicą, że jemu medialnie obrywa się mniej.
Jedno jest pewne. Dwaj bezsprzecznie najlepsi piłkarze świata w tym momencie pozostają wciąż bez jakiegokolwiek trofeum w piłce reprezentacyjnej. Co więcej, obaj mogą się go nigdy nie doczekać.









