Piłka klubowa w końcu powróciła i dzisiaj nas prawdziwie rozpieściła. Trzy sobotnie spotkania PKO BP Ekstraklasy i aż 13 bramek. Do tego w każdym spotkaniu obie drużyny strzelały bramki. Nie zabrakło emocji, dramaturgii oraz niestety kontrowersji. Cracovia wygrywa po szalonej końcówce nad Zagłębiem Lubin. Lech Poznań zagrał po mistrzowsku. Górnik Zabrze górą w hicie kolejki w Białymstoku. Pora sobie to wszystko podsumować.
Cracovia górą nad Zagłębiem Lubin
Sobotnie zmagania rozpoczęliśmy od spotkania o godzinie 14:45. Cracovia podejmowała Zagłębie Lubin. „Pasy” przed tym spotkaniem zajmowały w tabeli odległe, 13. miejsce, a na swoim koncie posiadały cztery porażki z rzędu. Za to ich rywale przystępowali do tego spotkania w zdecydowanie lepszej sytuacji. „Miedziowi” zajmowali 7. lokatę, a w ostatnich pięciu spotkaniach zwyciężyli trzykrotnie, raz zremisowali i wyłącznie raz przegrali. Aczkolwiek Cracovia nie była dzisiaj gościnna.
Strzelanie w tym spotkaniu rozpoczęło jednak Zagłębie Lubin. W 27. minucie bezpośrednio piłkę z autu w pole karne wrzucał David Colina. Po zamieszaniu futbolówka trafiła do Aleksa Ławniczaka, który z piątego metra pewnie trafił do siatki. Aby zobaczyć odpowiedź, musieliśmy poczekać do drugiej odsłony tego spotkania.
Druga połowa dla Cracovii zaczęła się wyśmienicie. „Pasy” w 48. minucie zdobyli rzut rożny. Po centrze w polu karnym było zamieszanie, podopieczni Bartosza Grzelaka domagali się odgwizdania jedenastki i tak też się stało. Po naradzie z wozem VAR arbiter Tomasz Marciniak dopatrzył się zagrania piłki ręką strzelca jak na tamten moment jedynej bramki w tamtym spotkaniu – Aleksa Ławniczaka i wskazał na wapno. Do rzutu karnego podszedł Ajdin Hasić, który pewnie wykorzystał jedenastkę. Zlatan Alomerović totalnie nie wyczuł intencji strzelającego. Wynik spotkania zmienił się na 1-1.
Szalona końcówka przy Kałuży!
Od strzelenia bramki wyrównującej do 70. minuty stroną przeważającą była Cracovia. W 67. minucie bliski szczęścia był Mateusz Klich, który posłał prawdziwą bombę z dystansu, jednak skończyła ona tylko i wyłącznie na poprzeczce. Zagłębie następnie potrafiło się „Pasom” odgryźć, natomiast nie zdołali tego udokumentować. Zatem na kolejne bramki chwilę musieliśmy poczekać, lecz było warto.
W 92. minucie tego spotkania strzał z dystansu oddała gwiazda Cracovii, a więc Ajdin Hasić. Bośniak trafił tylko i wyłącznie Michalskiego, jednak przez to ponownie do monitora został wezwany Tomasz Marciniak. Wideoweryfikacja trochę trwała, lecz przyniosła kibicom Cracovii upragnione rozstrzygnięcie. Arbiter znowu dopatrzył się zagrania piłki ręką i podyktował rzut karny. Do jedenastki ponownie podszedł Ajdin Hasić i tym razem uderzył w lewy róg bramki Zlatana Alomerovicia. Bośniak mógł odetchnąć z ulgą, ponieważ golkiper „Miedziowych” był bardzo bliski obrony tego uderzenia.
Zagłębie Lubin wciąż wierzyło w odrobienie strat. W 98. minucie wywalczyli sobie rzut rożny, do którego w pole karne wyszedł sam bramkarz – Zlatan Alomerović. Końcowo Cracovii udało się futbolówkę przechwycić, a do pustej bramki trafił Mohamed Berte i ustalił tym samym wynik tego spotkania. „Pasy” w końcu się przełamały.
Lech Poznań zagrał po mistrzowsku we Wrocławiu
Następnym spotkaniem w ten sobotni dzień było starcie Śląska Wrocław z Lechem Poznań. „Kolejorz” przyjeżdżał do Wrocławia z nienajlepszymi wspomnieniami. Mistrz Polski na nowym stadionie „Wojskowych” rozegrał 14 spotkań, w których tylko i wyłącznie dwa razy udało mu się wygrać (siedem remisów i pięć porażek). Dzisiaj jednak udało mu się go odczarować.
Mecz rozkręcał się powoli. Do 10 minut Śląsk Wrocław mógł się nawet podobać, jednak powoli do głosu zaczął dochodzić Lech Poznań. Aczkolwiek to Śląsk Wrocław najpierw miał stuprocentową sytuację. W 23. minucie przed szansą stanął Yegor Matsenko, jednak bardzo dobrą interwencją popisał się Mateusz Lis. „Poznaniacy” dopiero w 31. minucie zaakcentowali swoją coraz to lepszą grę. Ładnym dryblingiem z prawej strony boiska popisał się Pablo Rodriguez. Hiszpan posłał dośrodkowanie w pole karne, które przedłużył po drodze Mateusz Skrzypczak. Na dalszym słupku czekał już Filip Jagiełło, który zamknął całą sytuację i otworzył wynik tego spotkania. To by było na tyle, jeśli chodzi o pierwszą połowę tego spotkania.
Show „Kolejorza”!
W drugiej połowie grał już tylko Lech Poznań. „Poznaniacy” rozpoczęli drugie 45 minut od mocnego uderzenia. Już w 50. minucie podanie z prawej strony boiska pomiędzy formacjami dostał od Joela Pereiry Pablo Rodriguez. Hiszpan ładnie zabrał się z piłką, oddał uderzenie, które po rykoszecie Mariusza Malca znalazło drogę do siatki Śląska.
W 60. minucie tego spotkania stało się coś, co było kluczowe dla dalszych losów tej rywalizacji. Na murawę wszedł Patrik Wålemark, który zaserwował nam kolejne show. Szwed dostał wyśmienite podanie od Mikaela Ishaka, przełożył sobie Malca i umieścił piłkę w siatce. W 70. minucie było już 3-0. Na kolejne trafienie Wålemarka długo czekać nie musieliśmy. Minęły zaledwie trzy minuty i Szwed strzelił po raz drugi. Tym razem skrzydłowy otrzymał zagranie od Daniela Håkansa. Wålemark ponownie zabawił się z Mariuszem Malcem i tym razem uderzył piłkę po długim słupku. Było już 4-0.
W 93. minucie Śląskowi Wrocław udało się strzelić bramkę na przetarcie łez. Z rzutu rożnego futbolówkę w pole karne posłał Alex Timossi. Dopadł do niej nie najwyższy, jednak skuteczny Grzegorz Tomasiewicz. Podopieczni Nielsa Frederiksena w końcu odczarowali stadion we Wrocławiu.
Kontrowersje w hicie
Wszyscy zacieraliśmy sobie ręce na wieczorne spotkanie Jagiellonii Białystok z Górnikiem Zabrze. „Jaga” bez Adriana Siemieńca na ławce trenerskiej chciała zatrzymać rozpędzonego lidera – Górnika Zabrze i jej się to nie udało.
Pierwsza połowa była dobra, jednak nie przyniosła nam bramek. Za to przyniosła nam niemałą kontrowersję. W 34. minucie w polu karnym Jagiellonii został nadepnięty Jesus Imaz przez Rafała Janickiego. Arbiter tego spotkania Wojciech Myć jednak nie wskazał na jedenasty metr boiska. Sam zainteresowany w wywiadzie w przerwie na platformie Canal + przyznał się do przewinienia na Hiszpanie.
Mimo tego, że pierwsze 45 minut nie przyniosło nam trafienia, to drugie już tak i to stosunkowo szybko. Już w 51. minucie drogę do siatki znalazł były zawodnik Jagiellonii – Jarosław Kubicki. Dośrodkowanie z prawej strony boiska posłał Ondřej Zmrzlý. Nastąpiło zamieszanie w polu karnym, a najsprytniejszy okazał się pomocnik Górnika Zabrze, który z najbliższej odległości pokonał Sławomira Abramowicza.
Po zaledwie siedmiu minutach dostaliśmy kolejną bramkę. Znowu dośrodkowanie zostało posłane z prawej strony murawy, jednak tym razem przez Petera Federico. Futbolówkę z dalszego słupka zgrał Rafał Janicki do Josemy, który w ekwilibrystyczny sposób złożył się do uderzenia nożycami. Strzał został jednak wyblokowany, lecz na nieszczęście Jagielloni piłka padła wprost pod nogi Sondre Lisetha, który dobił ją do pustej bramki.
Powrót Jagiellonii
Jagiellonia jednak do tego spotkania powróciła za sprawą Jesusa Imaza. W 67. minucie dośrodkowanie z prawego skrzydła posłał Jeremy Agbonifo, który dopiero co wszedł na murawę. Futbolówkę zgrał Nik Prelec, a ona spadła pod nogi Hiszpana. Jesus Imaz jakimś cudem z bardzo ostrego kąta zmieścił piłkę w siatce.
„Jaga” na tym nie poprzestała. W 74. minucie bramkę ponownie strzelił Jesus Imaz, jednak tym razem została ona mu nieuznana. W początkowej fazie akcji po wideoweryfikacji arbiter Wojciech Myć dopatrzył się przewinienia na Hojholtcie. Sytuacja jednak nie należała do najłatwiejszych. Gwóźdź do trumny w doliczonym czasie gry wbił Górnik Zabrze za sprawą Kacpra Urbańskiego. W 104. minucie Jarosław Kubicki znalazł się z piłką w polu karnym i zagrał na przedpole do reprezentanta Polski. Ten dosyć szczęśliwie aczkolwiek skutecznie trafił do siatki. Jagiellonia Białystok przegrywa trzeci ligowy mecz z rzędu. Sobota z PKO BP Ekstraklasą była ultra ciekawa.
Czytaj także :











