O niemieckim futbolu słyszymy w ostatnich latach bardzo dużo, ze względu na kapitalne wyniki Bayernu Monachium i Borussii Dortmund. Trzecią wielką ekipą z niemieckim rodowodem jest reprezentacja tego kraju, która tworzona jest często ze zlepka tych dwóch drużyn wymienionych powyżej z lekką domieszką przybyszy z zagranicznych klubów. Czy któraś reprezentacja jest w stanie rozmontować niemiecką supermaszynę?
Przed mistrzostwami świata w Brazylii słyszeliśmy raz po raz o zawodnikach, którzy nie polecą do Ameryki Południowej, nie zaznają bajecznych plaż Rio De Janeiro, ale co ważniejsze… nie wystąpią na mundialu. Jednym z nich był Marco Reus, którego uważa się za serce niemieckiego zespołu. Wielu uważało, że bez tego zawodnika ekipa Joachima Loewa może mieć spore problemy, ponieważ Loew dosyć konsekwentnie stawiał na Goetzego i Reusa, którzy świetnie się dogadują i przy ich przebojowości stanowią olbrzymie zagrożenie dla każdego rywala.
Okazało się, że selekcjoner reprezentacji Niemiec jest jednak świetnym inżynierem i swą maszynę naprawił w sposób idealny, ponieważ kompletnie nie było widać braku Reusa podczas starcia z drużyną portugalską. W zasadzie wszystko wyglądało tak jak powinno, jednak osobiście mam pewne obawy, że to nie Niemcy są aż tak mocni, a Portugalia taka słaba. W dodatku Cristiano Ronaldo, który w Brazylii jest jedną z największych gwiazd, znów nie udźwignął ciężaru ważnego meczu. Możecie się ze mną zgodzić lub nie, ale już dawno zauważyłem, że gdy na CR7 patrzy (serio) cały świat, to jakoś się spina i gra… dziwnie. Kiedy gra przeciwko Maladze albo Real Mallorca jest wtedy znacznie świeższym zawodnikiem. Chrzanić to, że te drużyny są słabsze. To kompletnie nie ma w tym momencie znaczenia, bo Ronaldo bezsprzecznie jest kapitalnym zawodnikiem, ale często przy okazji ważnych meczów za bardzo chce. A jak się często za bardzo chce, to wychodzi dokładnie na odwrót i okazuje się, że jest takim zawodnikiem, któremu – mówiąc językiem Lema – ktoś wymontował procesor.
Takiego problemu nie ma Thomas Muller. To jest gość, który potrafi przy tej wielomilionowej publiczności odseparować się od własnego układu nerwowego i grać jakby w alternatywnej rzeczywistości. Zero spiny, chłodna głowa i cały czas ma się wrażenie, że on ma niezłą frajdę. Ktoś by pomyślał: frajdę? Mundial do cholery! Tu się gra o wielki tryumf. No właśnie… na tym być może polega tajemnica tej eksplozji Mullera we wczorajszym meczu. Często widać po strzelonych bramkach, że to wariat – pozytywny – ale wariat, który ma głęboko w nosie powagę, spektakularność i świętość tej imprezy.













