Atletico Madryt i Sevilla podtrzymały swoje serie bez porażki i podzieliły się punktami w 21. kolejce Primera Division. I choć w meczu było wszystko od widowiskowej gry kombinacyjnej, szybkich akcji skrzydłami, do walki w środku pola, można czuć niedosyt. Zabrakło tego, co w piłce nożnej najlepsze – bramek.Różnica w tabeli? Znaczna, bo aż 15 punktów. Stawka? Spora. Po wygranej zespół Diego Simeone ponownie mógł zasiąść na fotelu lidera, a Sevilla, po potknięciach Celty Vigo i Eibaru, wskoczyć na pozycje dającą awans do Ligi Europy. Forma? Porównywalna, oba zespoły mają serię bez porażki – Atletico siedem, a drużyna Grzegorza Krychowiaka pięć spotkań. Wydawałoby się, że nic nie może zepsuć tego widowiska. W końcu spotkanie Atletico i Sevilli to nie jest zwykły mecz. Nieważne jest miejsce, które drużyny aktualnie zajmują w ligowej tabeli, nieważne są braki kadrowe, nieważne jest boisko, na którym rozgrywane jest spotkanie – kluby zawsze grają tak, jakby te 90 minut miało być ostatnie. I wiecie co? Dziś czegoś brakowało, a dokładnie bramek.
Szkoda, bo wołałbym jako słowa opisujące spotkanie wybrać „grad goli” a nie „walka, walka, walka”. W pierwszej połowie środek pola był areną, na której kolejni zawodnicy padają po ciosie. Fauli było sporo, bo nikt nie zamierzał odpuścić. Zdał sobie z tego sprawę nawet sędzia i już w piątej minucie ukarał Augusto Fernandeza żółtą kartką. W ten sposób ostudził głowy na chwilę, bo w całym spotkaniu przewinień było na pęczki. Dodając to tego czerwoną kartkę Vitolo, odesłanie do szatni trenera Sevilli, Unaia Emery’ego, a nawet żółtą dla bramkarza, Sergio Rico, możecie sobie wyobrazić, że to nie był spokojny, niedzielny spacerek. A pomyśleć, że całe spotkanie rozpoczęło się od zasadzenia symbolizującego pokój drzewka oliwnego…
https://twitter.com/J_Krecidlo/status/691275232741564416
Jednak ostra gra wcale nie oznacza braku widowiska. Bez żadnych wątpliwości to podopieczni Diego Simeone rozdawali karty. Przez większość spotkania to oni częściej byli przy piłce, napędzali grę, z minuty na minutę udowadniali, że brak porażki na Estadio Vincente Calderon od października ubiegłego roku to nie jest przypadek. Bardzo aktywny był Felipe Luis, ale na największe pochwały zasługuje Antoine Griezmann. Francuski napastnik był wszędzie. Podawał, strzelał, bronił, konstruował akcję. Wydawało się, że kwestią czasu jest wpisanie się po raz 13. w tym sezonie na listę strzelców. Raz nawet trafił w słupek, jednak większość akcji kończył niecelnym strzałem. Piłkarze z Madrytu obijali niemal zaczarowaną bramkę Sergio Rico, a po czerwonej kartce przewaga Atletico jeszcze bardziej wzrosła. Jak tu Carasco:
https://vine.co/v/iiqXB6mb6Ea
Albo tutaj po strzale Gabiego:
https://vine.co/v/iiqDqAThOKJ
Sevilla starała się odgryźć, czasem skutecznie zagrażając bramce rywali, ale tylko w pierwszej połowie. Po przerwie coś pękło, a zawodnicy Unaia Emery’go wyglądali, jakby zabrakło im woli walki. Grzegorz Krychowiak był momentami zupełnie niewidoczny. Po prostu zagrał słabo. I choć na swojej pozycji nie jest wystawiony na świecznik, to nieraz udowadniał, że swym zaangażowaniem potrafi zmienić wynik spotkania. Dziś tego nie zrobił. Do miana bohatera może aspirować bramkarz Sergio Rico. Jednak cały zespół Sevilli nie zagrał najlepiej. Brakowało armaty z przodu, co dziwi – od początku nie zagrał najlepszy strzelec zespołu, Kevin Gameiro. Jego zmiennik, Fernando Llorente, nie zrobił nic, by zmienić wynik spotkania.











