Bruk-Bet Termalica Nieciecza w dobrym stylu pokonał Legię Warszawa. Przygotowujący się do spotkania z Borussią Dortmund w ramach Ligi Mistrzów mistrz Polski w bardzo mądry sposób dał się wyszaleć małemu klubowi ze stolicy i zostawił po sobie dobre wrażenie przed nadchodzącymi wielkimi emocjami. Tak, właśnie w ten sposób brzmiałby typowy news chwalący zwycięzcę tego meczu, gdyby to „Słoniki” w środę mierzyły się z wicemistrzem Niemiec. Prawda jest niestety o wiele bardziej brutalna.Prawdziwy mistrz naszego kraju zupełnie zgłupiał, grając przeciwko mądrze ustawionym piłkarzom Czesława Michniewicza. Dominował, kilka razy z opresji Niecieczę ratował świetnie dysponowany Krzysztof Pilarz, ale Legia wcale nie wyglądała na kogoś, kto zaraz doprowadzi do wyrównania. Jeden performer, współtworzący blok defensywny z trzema innymi zawodnikami, zasłużył na osobny akapit. Panie i Panowie, oto…
Jakub Rzeźniczak!
Przy całym szacunku dla pana Jakuba to, co ostatnio prezentuje doświadczony stoper, wygląda na jakąś nietypową akcję w stylu „Mamy Cię!”. Tym razem przez moment zapomniał, że w piłkę nożną nie wypada grać rękoma, zwłaszcza we własnym polu karnym. Pierwsza „jedenastka” to właśnie jego zasługa. Współczujemy Rzeźniczakowi, przez lata pokazywał, że na grę na wysokim poziomie go stać i warto na niego stawiać. Kto pamięta o tym, że kilkanaście miesięcy temu głośno wyrażano niezadowolenie z braku powołań do kadry? No właśnie…
Trudno powiedzieć, co powinien zrobić sztab i sam zawodnik. Kilka meczów w rezerwach może pozwoliłoby odzyskać piłkarzowi choć trochę pewności siebie? Inna sprawa, że debiut jego sobotniego partnera ze środka obrony wypadł równie nieekskluzywnie. Jakub Czerwiński, wieloletni gracz Bruk-Betu, znów sprawił, że trybuny w Niecieczy eksplodowały z radości. Jak za dawnych lat, tym razem jednak po sfaulowaniu Wojciecha Kędziory we własnym polu karnym. Dwie bramki stracone w okropnie głupi sposób.
I brawa dla Gorzowa Niecieczy
W szatni Legii powinno teraz „paść kilka męskich słów”. Skoro przerwa reprezentacyjna miała dać niezbędny czas, by poukładać zespół, to chyba zadziała ze sporym opóźnieniem. W zasadzie jedynym błyskiem optymizmu jest to, że i Borussia niespodziewanie przegrała swój mecz, ulegając beniaminkowi z Lipska. Sęk w tym, że BVB raczej nie postawi autobusu w polu karnym z nadzieją na kontrę, oni takie błędy będą wykorzystywać równie brutalnie. Brak Igora Lewczuka może być bardzo widoczny, zwłaszcza że niepewny jest, o zgrozo, występ Michała Pazdana.











