Nieciecza gotowa na Champions League! Brawo!


Show Besnika Hasiego trwa!

10 września 2016 Nieciecza gotowa na Champions League! Brawo!
Grzegorz Rutkowski

Bruk-Bet Termalica Nieciecza w dobrym stylu pokonał Legię Warszawa. Przygotowujący się do spotkania z Borussią Dortmund w ramach Ligi Mistrzów mistrz Polski w bardzo mądry sposób dał się wyszaleć małemu klubowi ze stolicy i zostawił po sobie dobre wrażenie przed nadchodzącymi wielkimi emocjami. Tak, właśnie w ten sposób brzmiałby typowy news chwalący zwycięzcę tego meczu, gdyby to "Słoniki" w środę mierzyły się z wicemistrzem Niemiec. Prawda jest niestety o wiele bardziej brutalna.


Udostępnij na Udostępnij na

Prawdziwy mistrz naszego kraju zupełnie zgłupiał, grając przeciwko mądrze ustawionym piłkarzom Czesława Michniewicza. Dominował, kilka razy z opresji Niecieczę ratował świetnie dysponowany Krzysztof Pilarz, ale Legia wcale nie wyglądała na kogoś, kto zaraz doprowadzi do wyrównania. Jeden performer, współtworzący blok defensywny z trzema innymi zawodnikami, zasłużył na osobny akapit. Panie i Panowie, oto…

Jakub Rzeźniczak!

Przy całym szacunku dla pana Jakuba to, co ostatnio prezentuje doświadczony stoper, wygląda na jakąś nietypową akcję w stylu „Mamy Cię!”. Tym razem przez moment zapomniał, że w piłkę nożną nie wypada grać rękoma, zwłaszcza we własnym polu karnym. Pierwsza „jedenastka” to właśnie jego zasługa. Współczujemy Rzeźniczakowi, przez lata pokazywał, że na grę na wysokim poziomie go stać i warto na niego stawiać. Kto pamięta o tym, że kilkanaście miesięcy temu głośno wyrażano niezadowolenie z braku powołań do kadry? No właśnie…

Trudno powiedzieć, co powinien zrobić sztab i sam zawodnik. Kilka meczów w rezerwach może pozwoliłoby odzyskać piłkarzowi choć trochę pewności siebie? Inna sprawa, że debiut jego sobotniego partnera ze środka obrony wypadł równie nieekskluzywnie. Jakub Czerwiński, wieloletni gracz Bruk-Betu, znów sprawił, że trybuny w Niecieczy eksplodowały z radości. Jak za dawnych lat, tym razem jednak po sfaulowaniu Wojciecha Kędziory we własnym polu karnym. Dwie bramki stracone w okropnie głupi sposób.

I brawa dla Gorzowa Niecieczy

W szatni Legii powinno teraz „paść kilka męskich słów”. Skoro przerwa reprezentacyjna miała dać niezbędny czas, by poukładać zespół, to chyba zadziała ze sporym opóźnieniem. W zasadzie jedynym błyskiem optymizmu jest to, że i Borussia niespodziewanie przegrała swój mecz, ulegając beniaminkowi z Lipska. Sęk w tym, że BVB raczej nie postawi autobusu w polu karnym z nadzieją na kontrę, oni takie błędy będą wykorzystywać równie brutalnie. Brak Igora Lewczuka może być bardzo widoczny, zwłaszcza że niepewny jest, o zgrozo, występ Michała Pazdana.

Coś optymistycznego na koniec? Coś się ruszyło z formą Vadisa Odidji-Ofoe, ale niewiele. Nie jest już tak ociężały, podejmuje więcej trafnych decyzji. Steeven Langil z kolei dalej był bardzo szybki i bardzo fatalny. Manu to przy nim król roztropnych decyzji boiskowych. Na dobre chyba odblokował się Nemanja Nikolić, choć jeden gol w końcówce i tak nie wystarczył do zdobycia choćby jednego punktu.

Legia z taką kadrą musi w końcu odpalić, nie ma innej opcji. Na papierze to wciąż klub na polskie warunki niedościgniony. Pytanie tylko, czy przełom nastąpi dopiero wtedy, gdy na ławce rezerwowych dojdzie do jednej zmiany. Zmiany trenera.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski