Korona Kielce miała być beniaminkiem, który po dwuletniej zsyłce na zaplecze zadomowi się w ekstraklasie na dłużej. W końcu „Złocisto-krwiści” w XXI wieku spędzili ponad 10 sezonów w ekstraklasie. Może nie odnosili sukcesów, ale byli solidną ligową drużyną. Tymczasem przerwę na mundial kielczanie spędzą w strefie spadkowej i jak na razie nie ma widoków, aby na wiosnę było lepiej. Przyjrzyjmy się, co poszło nie tak.
Trzeba powiedzieć, że patrząc na Koronę przed sezonem, można było być być lekkim optymistą. Trenerem Korony był Leszek Ojrzyński, a wiemy, że jest to specjalista od prowadzenia drużyn walczących o utrzymanie, co udowodnił wielokrotnie w czasie swojej kariery. Dodatkowo trener ten w Kielcach jest pewną legendą, bo to w końcu on stworzył dekadę temu „Bandę Świrów”, czyli jeden z najlepszych zespołów Korony w historii, który odznaczał się dużą walecznością w grze. I to właśnie Leszek Ojrzyński chciał zaszczepić także w obecnej drużynie „Złocisto-krwistych”.
Dostał nawet do tego dobrych zawodników. Po pierwsze Bartosz Śpiączka, czyli napastnik, który swoją grę opiera przede wszystkim na nieustannym naciskaniu na obrońców i świetnie się czuje w walce fizycznej. Po drugie do Kielc trafili Miłosz Trojak, Adam Deja i Sasa Balić, a są to już doświadczeni zawodnicy, którzy też teoretycznie powinni świetnie pasować do koncepcji trenera Leszka Ojrzyńskiego. Dodatkowo wszystkie te transfery udało się przeprowadzić na długo przed rozpoczęciem sezonu, więc Korona szybko skompletowała kadrę. Jak więc widać, naprawdę były powody, by sądzić, że „Złocisto-krwiści” skutecznie powalczą o utrzymanie i pokażą swój waleczny styl.
Niezły początek
Trzeba przyznać, że (przynajmniej pod względem zdobytych punktów) wejście w sezon było naprawdę dobre i nawet nieco ponad oczekiwania. W końcu po czterech kolejkach zespół miał na koncie siedem punktów i był na bardzo wysokim 5. miejscu w tabeli. W tym samym czasie pozostali beniaminkowie, czyli Widzew Łódź i Miedź Legnica, punktowali słabiej i w tabeli byli za Koroną, mimo że wizualnie wyglądali może nawet lepiej.
No właśnie, ale jak długo można grać w taki sposób, że jedynym twoim celem jest przeszkadzanie przeciwnikowi i gra na chaos z przodu? A od początku sezonu właściwie jedynie to widzimy w wykonaniu kielczan. Korona stosuje tak proste środki, że aż wydaje się to nieprzyzwoite, żeby drużyna w ekstraklasie mogła grać w taki sposób. I nie jest dziwne, że na najlepszą ligę w kraju to nie wystarcza. W końcu Korona Kielce nie wygrała meczu od końca sierpnia, czyli już grubo ponad dwa miesiące.











