W starciu z Rosjanami mało kto stawiał na zwycięstwo legionistów. Wszyscy bowiem mieli na uwadze ostatnią formę „Wojskowych”. Mimo to kibice warszawian po cichu liczyli na wygraną. Niestety ponownie w tym sezonie szczęście nie uśmiechnęło się do klubu ze stolicy. Legia uległa Spartakowi Moskwa 0:1 w meczu o awans do fazy pucharowej Europa League.
Samo spotkanie nie porywało. Legia miała przewagę, lecz nie potrafiła jej udowodnić. Na dodatek „Wojskowi” stracili bramkę po tragicznym błędzie w obronie i nie wykorzystali rzutu karnego w doliczonym czasie gry drugiej połowy. Teoretycznie – mogliśmy się tego spodziewać. Praktycznie – spora część kibiców liczyła na znacznie więcej.
– Trudno po takim meczu oznajmić cokolwiek sensownego. Byliśmy blisko sprawienia miłego prezentu naszym kibicom. Mieliśmy swoje sytuacje, które trzeba było wykorzystać. Niestety stało się inaczej… – mówił trener Marek Gołębiewski na konferencji prasowej po meczu ze Spartakiem.
Legia nie wykorzystała przewagi
To już kolejny raz, kiedy Legia pod wodzą Marka Gołębiewskiego dominuje pod względem statystycznym. Problem w tym, że ze wspomnianej dominacji nie narodziło się nic wystarczająco dobrego, aby zapewnić Legii dobre wyniki w ostatnich tygodniach, a takim bez wątpienia byłby dzisiejszy awans.

Jakie mankamenty powinniśmy wytknąć legionistom? Przede wszystkim brak kreatywności w środku pola. Kilka kluczowych podań od Josue w pierwszych dziesięciu minutach gry to zdecydowanie za mało. Cała linia pomocy wypadła pod tym względem blado.
Jedyną nadzieję tej formacji dawał wspomniany Portugalczyk, który został niepotrzebnie zdjęty z boiska w 65. minucie. Okej, Marek Gołębiewski mógłby w jakimkolwiek innym meczu usprawiedliwić się tym, iż 31-letni pomocnik miał żółtą kartkę. Tylko właśnie, w jakimkolwiek innym spotkaniu, a nie w starciu o wszystko przy stanie 0:1.
Kolejnym błędem była niepewna postawa obrony, co widzieliśmy zwłaszcza w pierwszej połowie. Do momentu, od którego zaczęła sypać się obrona Legii, dojdziemy w następnym śródtytule, gdyż warto poświęcić tej sprawie dłuższą chwilę.
Wracając natomiast do gry z przodu, to trzeba podkreślić również bezużyteczność piłkarzy odpowiadających w warszawskiej ekipie za wykańczanie akcji.












