Josue Pesqueira – nieudany transfer czy ofiara kryzysu Legii Warszawa?


Portugalski pomocnik kolejny raz już w tym sezonie został otwarcie skrytykowany przez media. Tym razem po meczu przeciwko SSC Napoli

5 listopada 2021 Josue Pesqueira – nieudany transfer czy ofiara kryzysu Legii Warszawa?
Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Josue trafił do Legii latem bieżącego roku. Wszyscy na samym początku przygody Portugalczyka z polską piłką byli pod wrażeniem jego umiejętności. Dziś wygląda to zupełnie inaczej. Pomocnik przez wielu bowiem, zwłaszcza po starciu z Napoli, traktowany jest nieco po macoszemu. Czy aż tak duża dezaprobata jest słuszna?


Udostępnij na Udostępnij na

Nad tym wypada, a wręcz trzeba, się poważnie zastanowić. Josue to typ piłkarza, który może zarówno imponować, jak i irytować pod wieloma względami. Postaramy się więc podsumować dotychczasowe poczynania 31-letniego zawodnika i, o ile to będzie możliwe, odpowiedzieć na tytułowe pytanie.

Kluczowy zawodnik

Taką rolę od samego początku do dziś odgrywa Josue w zespole Legii. Czy to dziwne? Skądże. Renoma czterokrotnego reprezentanta Portugalii zrobiła swoje. Do tego wszystkiego dochodził wizualny aspekt gry zawodnika. Szybka nóżka, świetne przyjęcie piłki i umiejętność kontrolowania gry. Każdy dostrzegał w nim potencjalną gwiazdę.

Z racji tego, że Legia miała swoje problemy kadrowe w okresie letnim, Josue tak mocno zakorzenił się w wyjściowym garniturze, że Czesław Michniewicz nawet nie myślał o zrezygnowaniu z usług pomocnika w najważniejszych starciach. Opuszczał tylko pojedyncze, mniej ważne mecze, a trener bardzo cenił sobie jego kunszt.

Zresztą były szkoleniowiec „Wojskowych” podkreślał to już po samym zakontraktowaniu piłkarza w swojej wypowiedzi dla klubowego portalu.

– Josue to zawodnik, który strzela bramki, a takiego właśnie potrzebujemy. Jest też na pewno nieszablonowym graczem. Może grać pod dwójką napastników jako rozgrywający, ale do tego potrzeba odpowiedniego ustawienia. Na pewno przyda się do rywalizacji.

Dodatkowo chwalił go sam prezes Legii Dariusz Mioduski we wrześniowym wywiadzie dla „Polska Times”.

– Może nie być mobilny, ale powoduje, że są asysty, bramki i w ogóle gramy do przodu. Pewnie, najlepiej, żeby jeszcze był jeszcze szybszy, tylko wtedy kosztowałby dziesięć razy tyle, ile za niego zapłaciliśmy.

Josue dla większości przestał być magiczny

Momentem, w którym spora część obserwujących poczynania Josue zaczęła na niego narzekać, była prawdopodobnie rywalizacja z Lechem Poznań. Sam piłkarz nie wypadł w niej tragicznie, przede wszystkim pod względem liczb, do czego dojdziemy później. Jednak nadmierne przetrzymywanie piłki przez Portugalczyka zaowocowało zdenerwowaniem ze strony kibiców.

Później nastąpiło wyjazdowe spotkanie z Napoli oraz dwa tragiczne w wykonaniu Legii spotkania ligowe z Piastem Gliwice i Pogonią Szczecin. Scenariusz rysował się podobnie. Nadmierne holowanie piłki stało się znakiem rozpoznawczym gracza drugiej linii stołecznej ekipy. Każdy zarzucał mu oczywiście za duży indywidualizm, co przekładało się na niesatysfakcjonujący wynik.

Miarka się przebrała oczywiście we wczorajszym meczu Ligi Europy z Napoli. Josue sprokurował dwa rzuty karne, które dały Napoli wyrównanie, a później prowadzenie. W drugiej połowie wyglądał słabo, można rzec tragicznie. Idealnie obrazował czwartkową postawę Legii w drugiej fazie spotkania, czyli grał przyzwoicie do pewnego momentu.

Na pomeczowej konferencji prasowej wypowiedzi na jego temat udzielił defensor legionistów Mateusz Wieteska.

– Josue mocno przeżył dzisiejszy mecz. Moim zdaniem jest to nasz najlepszy zawodnik od rozegrania piłki, który potrafi szybko operować futbolówką. Na pewno jest to dla niego bolesny moment. Wszyscy chcieliśmy go wesprzeć najlepiej, jak tylko mogliśmy.

– Jak poznawałem tego zawodnika kilka miesięcy temu, to od razu zauważyłem, że ma silną psychikę. Jestem pewny, że w kolejnych dniach Josue zrobi wszystko, aby odbudować się po dzisiejszym spotkaniu. Ten piłkarz pokaże, że był to jedynie wypadek przy pracy – dodał obrońca.

Wbrew wszystkiemu imponuje statystykami

Wchodzimy na wcześniej wspomniany wątek liczbowy. Kiedyś Tomasz Ćwiąkała powiedział, że Sergio Busquets, zanim doceniano jego rolę, był piłkarzem świetnym do oglądania dla analityków i okropnym dla kibiców. I właśnie tak trochę jest z Josue. Portugalczyk może i niezwykle irytował niektórymi ze swoich zagrań, ale świetnie wyglądał pod względem statystycznym.

Warto jeszcze wspomnieć o średniej liczbie kontaktów z piłką na mecz, ponieważ wynosi ona w zaokrągleniu 83.

Podsumowując wobec tego chwilę temu wspomniany aspekt liczbowy, można byłoby krzyknąć jedno wielkie „wow”. Natomiast jak dobrze wiemy, liczby lubią kłamać. Nie można jednak odebrać Jouse, że z tego punktu widzenia wygląda co najmniej dobrze.

No, może wyglądał, ponieważ statystyki z Napoli idealnie odzwierciedliły jego występ. Mało prób dryblingu, porażająca nijakość oraz, jak już powiedziano wcześniej, dwa sprokurowane rzuty karne… Jedyne, co może imponować, to liczba celnych długich piłek posłanych przez jednego z podopiecznych Marka Gołębiewskiego.

Josue już kiedyś był krytykowany przez media

W Izraelu nie miało to związku stricte z wyczynami boiskowymi. Mówił o tym w wywiadzie dla oficjalnej strony warszawskiego klubu.

– Zaczęło się od tego, że – ogólnie rzecz ujmując – byłem średnio otwarty na media. Nie lubię dużo gadać, a już na pewno nigdy niczego nie wynoszę na zewnątrz. Nie spodobało się to jednej ze stron internetowych, która bardzo lubiła wiedzieć, co dzieje się wewnątrz klubu. 

– Niektórzy piłkarze dzielili się prasą tymi informacjami, a że mówili dziennikarzom to, co ci chcieli usłyszeć, no to oczywiście byli fajnymi chłopakami, z kolei ci, którzy milczeli, byli źli. Ze mną był taki problem, że po prostu dobrze grałem tam w piłkę, wygraliśmy z Hapoelem puchar i generalnie jeśli chodzi o boisko, to nie za bardzo było się do czego przyczepić.

– W skrócie – niektórym po prostu się nie podobało, że taki typ jak ja gra w tym klubie i ma jakieś tam sukcesy. Zaczęło się od jednego tekstu, potem pojawił się drugi i tak już poszło – podsumował piłkarz.

Trudno nie przyznać racji Portugalczykowi w tamtej sprawie. Jednakże można, patrząc na powyższą wypowiedź, wywnioskować, że mimo innej płaszczyzny po wczorajszym meczu polska prasa również nie przypadnie piłkarzowi do gustu.

Josue tymczasowy osąd

To zadanie niezwykle trudne. Jeżeli weźmiemy pod uwagę wyżej wspomniane aspekty, to można odnieść wrażenie, że Portugalczyk jest wymienioną w tytule artykułu ofiarą kryzysu w Legii. Powinien jednak grać o wiele bardziej drużynowo, myśleć o wiele szybciej, a nade wszystko nie zaliczyć tak słabego występu przeciwko Napoli.

Najbliżej nam najprawdopodobniej będzie wskazać opcję numer dwa i najzwyczajniej w świecie dać pomocnikowi jeszcze trochę czasu. Może on się przecież okazać jednym z filarów powrotu klubu ze stolicy na właściwe tory. Musi tylko popracować nad kilkoma aspektami i zachować chłodną głowę, szczególnie w tak ważnych meczach jak ten wczorajszy.

Jak wszyscy wiemy, w kolejnym meczu Ligi Europy Josue nie zagra z powodu nadmiaru żółtych kartek w zeszłych spotkaniach. Jednak swój niezłomny charakter będzie mógł pokazać już w najbliższym meczu ligowym. W niedzielę Legia podejmie na swoim stadionie Stal Mielec. Starcie rozpocznie się o godzinie 17:30.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze