Cztery udane miesiące ma za sobą Nicola Zalewski. Wyrwanie się z AS Roma i wypożyczenie do Interu Mediolan wyszło 23-latkowi zdecydowanie na dobre. Wielu pukało się w głowę po ogłoszeniu tych przenosin, ale Zalewski piłkarsko się w pełni obronił i chociaż nie był pierwszym wyborem, to rozegrał wiele minut. Jego postawa na boisku była pozytywnie odbierana przez kibiców „Nerazzurrich” i wykupienie Polaka z Romy wydaje się być tylko formalnością.
Spore zaskoczenie i wielki debiut
Wiele zaskakujących transferów z udziałem polskich zawodników przerabialiśmy w ostatnich latach. Sporo z nich nie kończyło się pozytywnie, ponieważ okazywało się potem, że był to skok na zbyt głęboką wodę. Gdy pojawiły się pod koniec stycznia doniesienia, że Nicola Zalewski ma trafić na wypożyczenie do Interu Mediolan, w przestrzeni publicznej przeważały krytyczne głosy. I w sumie trudno nawet dziś pisać, że były to komentarze bezpodstawne. Skoro Zalewski w Romie miewał coraz większe problemy i jego wejścia z ławki nie dawały nic dobrego, to można było mieć spore wątpliwości co do tego ruchu.
Sporą rolę grały tu kwestie mentalne. Skoro ten sam Zalewski był niekwestionowaną gwiazdą w reprezentacji, a potem nie był sobą w klubie, to zmiana otoczenia była mu zdecydowanie potrzebna. Inną kwestią jest też trener Simone Inzaghi. Jak się okazało, od dawna miał polskiego wahadłowego pod obserwacją i po prostu stwierdził, że taki gracz jest mu potrzebny. Na dodatek Inzaghi bardzo szybko udowodnił, że to był mocno przemyślany temat.
Zalewski już dzień po ogłoszeniu wypożyczenia dostał szansę debiutu i to od razu w derbach Mediolanu. Nasz zawodnik wszedł z ławki w 76. minucie przy niekorzystnym wyniku i w doliczonym czasie zanotował asystę przy golu dającym remis. Bardzo przytomnie zachował się w polu karnym i klatką piersiową idealnie obsłużył De Vrija. Przypieczętował tym samym dobre wejście z ławki i takim debiutem od razu dał sygnał, że może być wiosną wartością dodaną.
Im dalej, tym lepiej
Po takim debiucie jasne było, że Nicola Zalewski będzie dostawał więcej szans. W następnych dwóch spotkaniach z Fiorentiną i Juventusem trener Inzaghi wpuszczał Polaka z ławki już nieco wcześniej. Reprezentant Polski mógł zatem się bardziej wykazywać i wnosić więcej do gry zespołu. Z tego zadania się wywiązywał, a szczególnie miało to miejsce w wyjazdowym starciu ze „Starą Damą”. Mimo porażki 0:1, Zalewski bardzo dobrze poczynał sobie na lewym wahadle, a także pomagał w defensywie. Wtedy już zaczęły się pojawiać w mediach społecznościowych wpisy kibiców Interu, że taki zmiennik Dimarco był tam potrzebny.











