Nicola Zalewski niedawno odzyskał zaufanie Jose Mourinho, który widzi w nim wahadłowego. Pojawia się więc nowa opcja na wahadło w reprezentacji Polski. Nicola Zalewski, Arkadiusz Reca, Tymoteusz Puchacz czy Maciej Rybus. Jak wygląda ich obecna sytuacja i kto powinien być piłkarzem reprezentacji?
Lewi obrońcy nigdy nie byli mocną stroną naszej kadry. Przez lata widzieliśmy dużą dysproporcję pomiędzy lewą a prawą stroną defensywy. Prawa, zajmowana przez wiele lat przez Łukasza Piszczka, była pewnym punktem zespołu, podczas gdy na lewej widzieliśmy masę przeciętnych lub nawet gorszych piłkarzy. Mówiąc szczerze, najlepszym lewym obrońcą reprezentacji Polski w ostatnich latach był niewątpliwie Jakub Wawrzyniak, który w oczach wielu zasłynął głównie wywrotką w pamiętnym meczu z Niemcami.
Dziś jednak, choć co do jakości naszych lewych wahadłowych możemy mieć zastrzeżenia, mamy przynajmniej całkiem spory wybór. Do tego grona niedawno dołączył też Nicola Zalewski, na którego zaczął stawiać Jose Mourinho. Jak radzi sobie Polak na tle rywali o miejsce w kadrze?
Nicola Zalewski – nowa nadzieja
Obecny sezon dla Polaka przypominał rollercoaster. Od dobrej gry w presezonie i obietnic wielkiej przyszłości od Jose Mourinho, po miesiące spędzone na ławce, podczas których Polak łapał tylko pojedyncze minuty. Teraz jednak sytuacja zmieniła się po raz kolejny.
Momentem przełomowym okazał się mecz Roma – Hellas Verona. Do przerwy „Giallorossi” przegrywali już 2:0, więc konieczne były zmiany. Portugalski szkoleniowiec zdecydował się na wymianę lewego wahadłowego – Mathiasa Viny – właśnie na młodego Polaka. Wywołało to duże zaskoczenie, w końcu Zalewski nigdy wcześniej nie grał na wahadle. W dodatku ewidentnie nie ma warunków fizycznych do gry na tej pozycji. Mimo to w meczu z werończykami młody zawodnik zaimponował techniką oraz szybkością.
Na fali dobrego występu, Jose Mourinho zdecydował się wystawić Polaka od pierwszej minuty w meczu przeciwko Spezii. Zalewski rozegrał dobre 60 minut, po raz kolejny miewając jednak pewne problemy w defensywie – głównie spowodowane brakami fizycznymi. W oczy rzuca się tu przede wszystkim sytuacja z Mbalą Nzolą, który z łatwością przepchnął Polaka, czym otworzył sobie drogę do bramki Romy. Mimo tego błędu Zalewski był oceniany bardzo pozytywnie i kibice czekali na jego kolejne występy.
Nicola Zalewski jako wahadłowy?
Nikt nie spodziewał się, że nadejdą one już w następnej kolejce, kiedy to na Stadio Olimpico zawitała Atalanta Bergamo. Mecz z gatunku tych cięższych, dla Romy kluczowy w kontekście dalszej walki o TOP4, więc nikt nie spodziewał się zobaczyć wychowanka na tak newralgicznej pozycji jak wahadło.











