Po finale Ligi Mistrzów. W Barcelonie fiesta, a najbardziej świętują Pep Guardiola, najmłodszy trener, który zdobył potrójną koronę, i Leo Messi, który w końcu przełamał strzelecką niemoc w starciach z angielskimi drużynami. W Manchesterze wielkie rozczarowanie, ale podopieczni sir Aleksa Fergusona doceniają klasę Dumy Kataloni i podkreślają, że nie zasłużyli na zwycięstwo.
– Oto najlepszy zespół w historii FC Barcelony! – tak w szatni piłkarzy, którzy zdobyli Puchar Ligi Mistrzów, a wcześniej mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Króla, przywitał prezydent Joan Laporta. Na odpowiedź Guardioli nie trzeba było długo czekać: – To nie jest najlepszy zespół w historii klubu, ale to na pewno najlepszy sezon w 109-letniej historii Blaugrany.
Barcelona z Manchester United zagrała perfekcyjnie. Pomijając pierwsze dziesięć minut, kiedy Czerwone Diabły dominowały, nie pozwalając rywalom wyjść z własnej połowy, później Leo Messi i spółka rządzili i dzielili. Guardiola jednak z początku był przerażony grą swoich piłkarzy.
– Pierwsze dziesięć minut było dla mnie niebywałym szokiem. Nie mogłem uwierzyć, że tak daliśmy się stłamsić Anglikom. Ani przez moment jednak nie wątpiłem w to, że zaczniemy grać swoją piłkę.
I po krótkim okresie supremacji MU, tak się właśnie stało. Zdaniem Fergusona przełomowym momentem spotkania był gol Samuela Eto’o na 1:0. – To nas zabiło i sprawiło, że nie potrafiliśmy się już odnaleźć na boisku.
Jeszcze lepiej to, co działo się z United po bramce Kameruńczyka, skomentował Wayne Rooney: – Nie mieliśmy żadnego planu, jak grać w sytuacji, gdy stracimy gola na 0:1.
Cristiano Ronaldo, który w pierwszych dziesięciu minutach aż cztery razy próbował zagrozić bramce Victora Valdesa, stwierdził również, że przyczyny porażki Manchesteru tkwią w złej taktyce. – Wszystko robiliśmy źle – stwierdził portugalski napastnik. – Zostawiliśmy Barcelonie zbyt wiele miejsca i pozwoliliśmy na zbyt wiele. To zadecydowało o naszej przegranej.
MU przegrał głównie przez to, że nie znalazł żadnego antidotum na genialną parę środkowych pomocników Barcy: Xaviego i Andresa Iniestę. Xavi, który został przez UEFA wybrany piłkarzem meczu, asystował przy bramce Leo Messiego, Iniesta z kolei zaliczył decydujące podanie przy trafieniu Eto’o. Ferguson nie wyciągnął żadnych wniosków z rewanżowego meczu 1/2 finału LM, Chelsea – Barcelona. Duet Michael Ballack – Mikael Essien kompletnie wyłączył z gry Hiszpanów, grając nierzadko na pograniczu faulu. Fergie posłał do boju przeciwko mistrzom Europy jedynie Michaela Carricka, który nie dość, że w pojedynkę nie był w stanie nic zdziałać, to w dodatku nawet nie stwarzał pozorów walki, nie grając ani agresywnie, ani walczenie. Szkot po meczu żałował, że nie mógł skorzystać z usług zawieszonego za czerwoną kartkę, otrzymaną w meczu 1/2 finału z Arsenalem Londyn, Darrena Fletchera, który jego zdaniem poradziłby sobie z wyzwaniem. Prawda jest jednak taka, że sam Fletcher czy nawet w parze z byłym zawodnikiem Tottenham Hotspur też nie dałby sobie rady. Błędem szkockiego menedżera było pozostawienie w rezerwie Paula Scholesa, który na boisku pojawił się dopiero w 75. minucie, a więc w momencie, gdy Barca prowadziła 2:0 i losy finału były już przesądzone. Scholes znany ze swojej zadziorności i nieustępliwości na pewno nie pozwoliłby Xaviemu i Inieście na tak wiele, na ile pozwolił Carrick.









