Gdy włodarze „The Reds” zdecydowali się wyłożyć rekordową kwotę pieniędzy za Salaha, wielu ekspertów chwytało się za głowę. Paul Merson, Ian Wright czy nawet Jamie Carragher – żaden z nich nie wierzył, że zawodnik, który nie poradził sobie w Chelsea, sprosta wymaganiom w barwach Liverpoolu. Po upływie 12 kolejek Premier League mamy kolejny dowód na to, że opinie fachowców mają niewiele wspólnego z prawdą.
Skreślony na starcie
Podczas letniego okna transferowego Juergen Klopp zgodził się wydać lwią część budżetu transferowego na zakup Mohameda Salaha. Niemiecki trener od dawna przyglądał się rozwojowi Egipcjanina i zdecydował się na jego zakup. Dokonania Salaha w Romie musiały budzić podziw. Niezwykła skuteczność, dokładne podania i wysoki procent wygranych pojedynków. Serie A nie jest ligą prostą dla graczy atakujących, zatem szacunek względem dokonań skrzydłowego powinien stać na wysokim poziomie. W ligach europejskich powszechnie ceniono Salaha. Z jednym małym wyjątkiem – Premier League. Tutaj niechętnie spoglądano w jego kierunku, już raz bowiem odbił się od ligi niczym od ściany. Klopp postanowił dać mu jednak drugą szansę…
… i Salah bardzo szybko się odpłacił. Już podczas okresu przygotowawczego skrzydłowy zdołał wkomponować się do zespołu i strzelał sporo bramek. Był nieco chaotyczny, ale potrafił dochodzić do wielu sytuacji bramkowych. Regularność pod bramką rywali była zaledwie kwestią czasu.
Mocny start
Początki ligowe nie były perfekcyjne, lecz z perspektywy czasu należy je określić mianem solidnych. Salah trafiał do siatki Watfordu, Arsenalu i Leicester. Wciąż zarzucano mu jednak ogromną nieskuteczność i brak chłodnej głowy. Pojawiały się nawet głosy, iż Egipcjanin jest zwyczajnym jeźdźcem bez głowy, którego forma strzelecka jest zaledwie chwilowym skokiem formy. Salah znów musiał udowadniać niedowiarkom swoją jakość. Podobnie jak w początkowym etapie sezonu – uciszył krytyków.
Mo Salah zaczął trafiać do siatki seriami. Dublety z West Hamem i Southamptonem pozwoliły Egipcjaninowi na zostanie najskuteczniejszym zawodnikiem Premier League po 12 kolejkach. Za jego plecami znajdują się wielcy napastnicy, jak: Aguero, Morata, Lukaku czy Lacazette. Do tego wszystkiego Salah nie gra na pozycji typowej „dziewiątki”, lecz szuka sobie miejsca nieco bliżej bocznej strefy boiska.
Nic zatem dziwnego, że kibice Liverpoolu mają nowego idola. Jakby tego było mało, Salah pobił niedawno rekord Robbiego Fowlera, który w swoich pierwszych 12 ligowych występach dla klubu zdobył osiem bramek. Egipcjanin okazał się skuteczniejszy o jedno trafienie.
Gra na fortepianie, który niosą koledzy
Świetne wejście do nowego zespołu nie jest zasługą wyłącznie umiejętności Salaha. Egipcjanin dobrze odnajduje się w stylu gry Liverpoolu, ale na jego dobrą formę strzelecką składa się wiele czynników. Przede wszystkim drużyna Kloppa gra bez typowego lisa pola karnego. Choć na grafice przedmeczowej Firmino jest ustawiony najbliżej bramkarza rywali, to podczas spotkania pełni on funkcję łącznika między pomocą a napastnikami. Rolę strzelców w zespole Liverpoolu odgrywają głównie skrzydłowi, a więc Sadio Mane i Mohamed Salah. Obaj dysponują niezłym uderzeniem i szybkim dryblingiem, dzięki czemu z łatwością potrafią oderwać się od krycia defensorów.











