Hiszpańskie drużyny w mijającym powoli roku nie szalały zbytnio na rynku transferowym. Nie byliśmy świadkami transferów, które by nas wyjątkowo zaskoczyły. Barcelona i Real nie miały potrzeby zbytniego wzmacniania swoich jedenastek, ale i tak to one poczyniły wzmocnienia najbardziej medialne.
10. Michel Herrero
Kiedy rewelacyjne w tamtym sezonie Levante przymierzało się do letnich transferów, nikt raczej nie spodziewał się, że to nazwisko Michela Herrero będzie tym chwalonym najczęściej. Na Ciutat de Valencia przybyli tacy gracze, jak: Christian Lell, Pape Diop czy Pedro Rios, ale to 24-letni Michel zdecydowanie wyróżniał się na tle innych. Ofensywny pomocnik nie ma może zagwarantowanego miejsca w pierwszym składzie „Żab”, jednak kiedy Juan Martinez daje mu szansę, ten zawsze ją wykorzystuje. Michel wystąpił – mniej lub więcej minut – w szesnastu z dotychczasowych siedemnastu spotkań Primera Division i zdobył w nich dwa gole, zaliczając przy tym także pięć asyst. Znakomicie wiodło mu się także w Lidze Europy, w której w ośmiu meczach strzelił dwie bramki i dwukrotnie asystował kolegom. Kiedy Hiszpan znajduje się na boisku, to właśnie on próbuje brać na siebie grę Levante, które przecież zakończyło 2012 roku na szóstym miejscu w ligowej tabeli.
9. Aritz Aduriz
Luka Modrić (fot. Marca.com)
Athletic Bilbao rozgrywa bardzo słaby sezon, ale wielka zasługa Aritza Aduriza w tym, że nie jest on wręcz katastrofalny. Sprowadzony z Valencii napastnik pierwotnie miał zastąpić Fernando Llorente, który latem był bardzo blisko odejścia z San Mames. Llorente został jednak w Bilbao, ale to Aduriz jest pierwszym wyborem Marcelo Bielsy – i nikogo to za bardzo nie dziwi. Llorente w szczytowej formie bez wątpienie Aduriza przewyższa przynajmniej o klasę, co nie zmienia jednak faktu, że Aritz doskonale poradził sobie z trudnym zadaniem, jakim było zastąpienie wieloletniego idola kibiców „Los Leones”. W piętnastu rozegranych w tym sezonie meczach ligowych Hiszpan zdobył już dziesięć goli i to głównie na nim opiera się gra ofensywna Basków, którzy mieli nadzieję, że w tym sezonie błyszczeć znowu będzie między innymi Iker Muniain.
8. Javier Saviola
Argentyński obieżyświat ciągle jest sobą. Wiele lat temu Savioli wróżono świetlaną przyszłość. Koleje losu nie były jednak dla niego zbytnio przychylne, ale Javier i tak potrafił stworzyć sobie naprawdę ciekawe CV. Grać w tak wielu najlepszych klubach w Hiszpanii nie jest dane każdemu. Saviola grał już w Barcelonie, Realu Sevilli, a teraz w Maladze. Obecny sezon jest dla niego samego i całego andaluzyjskiego zespołu niezwykle udany. Aklimatyzacja Argentyńczyka na La Rosaleda przebiegła błyskawicznie i kibice „Los Boquerones” mają z niego olbrzymią pociechę. Filigranowy napastnik ciągle potrafi użądlić, co potwierdzają również liczby. Saviola zdobył pięć goli w lidze, dołożył do tego trafienie w Lidze Mistrzów, a zdarza mu się także asystować kolegom z zespołu. Malaga zrobiła naprawdę dobry interes, bo takiego piłkarza Manuelowi Pellegriniemu po prostu brakowało.
Arsenal wiele stracił, Barcelona wiele zyskała. Zyskała przede wszystkim niezwykle uniwersalnego piłkarza. Song od razu został rzucony na głęboką wodę, bo wobec licznych kontuzji musiał występować między innymi na prawej stronie obrony czy nawet na pozycji stopera. Gdziekolwiek nie został ustawiony, perfekcyjnie wywiązywał się ze swoich zadań. Taki piłkarz w każdej drużynie byłby mile widziany. Song nie popełnia błędów, jest silny i nie boi się wyzwań, których w Barcelonie nie brakuje.
6. Fernando Gago
Argentyński pomocnik znalazł chyba w końcu drużynę, w której będzie mógł zrealizować swój potencjał. Ktoś powie, że jest już może zbyt późno, ale Gago pokazywał już, że ciągle potrafi być zawodnikiem niezwykle przydatnym. Wobec kontuzji w drużynie Valencii Gago wykorzystał swoje szanse i cieszył się zaufaniem Mauricio Pellegrino. Miejmy nadzieję, że i teraz, pod wodzą Ernesto Valverde, będzie podobnie, bo gdy Fernando jest w formie, a w takowej w tym sezonie był, potrafi być graczem robiącym różnicę.
5. Cicinho
Brazylijczyk, który przyszedł do Sevilli z Palmeiras, bardzo szybko stworzył wraz z Jesusem Navasem jeden z najlepszych duetów w lidze. I pozostaje nam tylko ubolewać nad tym, że reszta ekipy Sevilli nie potrafi jak na razie na stałe nawiązać poziomem do tej dwójki. Sam Cicinho fantastycznie włącza się w akcje ofensywne, robi wspomnianemu Navasowi mnóstwo miejsca i prezentuje bardzo efektowny futbol. W defensywie – jak to u Brazylijczyków – jest jeszcze trochę do poprawy, ale nie można też powiedzieć, że Cicinho jest słaby, jeśli chodzi o grę w obronie. Tak to już teraz jest, że boczni obrońcy są nastawieni równie mocno na atakowanie, jak i bronienie.
4. Pedro Leon
Tito Vilanova (fot. Skysports.com)
Hiszpan nareszcie wykorzystuje swój potencjał. Getafe latem zdecydowało się na transfer definitywny i Leon będący pewnym swego zaczął grać tak, jak od wielu lat się od niego oczekiwało. Gra ofensywna Getafe opiera się głównie właśnie na byłym piłkarzu Realu Madryt. Dwie bramki i cztery asysty może wskazują na co innego, jednak wiadomo, że same statystyki w futbolu czasem nie znaczą zbyt wiele. Hiszpański prawoskrzydłowy to piłkarz z wielką ambicją, co pokazuje za każdym razem, gdy pojawia się na murawie. W Getafe wielu ludzi jest przekonanych, że najlepszego Leona dopiero przyjdzie nam zobaczyć. Jakoś nietrudno nam w to uwierzyć, bo Hiszpan zdążył już w tym sezonie pokazać, że ma wystarczające umiejętności do tego, by poprowadzić swój zespół do naprawdę godnych uwagi wyników.
3. Luka Modrić
Real Madryt absolutnie nie przypomina drużyny z zeszłego sezonu. Przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek Jose Mourinho miał w zasadzie tylko jeden cel – sprowadzić do Madrytu Lukę Modricia. Ostatecznie Portugalczyk dopiął swego, choć kibice początkowo nie byli przekonani do tego rozwiązania. Czy ich myślenie się zmieniło? Większość zapewne nadal wolałaby oglądać w białej koszulce Santiego Cazorlę czy Davida Silvę, ale nie można mówić, że transfer Chorwata był nietrafiony. Luka ciągle się aklimatyzuje, ale niejednokrotnie pokazał już, że w przyszłości klub będzie miał z niego wielką pociechę. Najważniejszą rzeczą jest tutaj uniwersalność, Modrić poradzi sobie zarówno na pozycji defensywnego pomocnika, jak i piłkarza kreującego grę na połowie rywala. Niejeden pomocnik mógłby pozazdrościć mu spokoju i przeglądu gry. Reprezentant Chorwacji nie pokazał jeszcze swojej najlepszej strony, ale gdy już to zrobi, nikt nie będzie już chyba wątpił w słuszność decyzji Jose Mourinho.
2. Jordi Alba
Strzał w dziesiątkę Barcelony. Alba był na celowniku Katalończyków jeszcze przed Euro 2012, a występ w Polsce i na Ukrainie tylko potwierdził, że jest to jedyna słuszna opcja. Alba w Barcelonie gra jeszcze lepiej niż w Valencii. Na Camp Nou ma więcej piłkarzy, z którymi rozumie się bez słów, i udowadnia to za każdym razem, kiedy Tito Vilanova wystawia go w pierwszym składzie. Hiszpan wykorzystał możliwość powrotu do Barcelony i radzi sobie świetnie. „Barca” praktycznie nie była w tym sezonie zmuszana do defensywnej gry, dlatego Albę chwalić możemy głównie ze względu na jego poczynania w ofensywie, które nie przeszły oczywiście niezauważone. Barcelona nie potrzebowała zbyt wielu wzmocnień, a i tak wybrała najlepiej, jak to możliwe. Im więcej wychowanków, którzy znają się jak łyse konie, tym lepiej dla drużyny, która prezentuje w tym sezonie brutalny wręcz futbol.
1. Tito Vilanova
Barcelona mogła poszukać nowego trenera, mogła zakontraktować kogoś z wielkim nazwiskiem, kto w świecie futbolu był już doskonale znany. Nikt jednak na Camp Nou nie wątpił w to, że piecze nad pierwszym zespołem powinien sprawować były asystent Pepa Guardioli. I nie pomylono się. Barcelona nadal gra swoje i jest niepokonana w lidze. Coś na pewno jest w tym, że ktokolwiek by do Barcelony nie przyszedł, początkowo odnosiłby sukcesy, bo piłkarze „Blaugrany” tak naprawdę grają ze sobą już na pamięć. Vilanova dał jednak swoim podopiecznym sporo swobody i wszyscy świetnie na tym wyszli. Wracaj do zdrowia, Tito!
Bardzo ciekawe zestawienie, aczkolwiek nietypowe.
Numer 1 zasłużone dla Tito.
Zdrowia Tito!
Wesołych i spokojnych świąt wszystkim ;)
~
~titi
A. Song i L. Modrić to dla mnie Top 10, ale
niewypałów transferowych…
~M
~Juan Mata
co ty robi modrić > jego gra w hiszpanii to żenada
~
~Domine
Jasne każdy ma swoje zdanie, szanuję to które w
artykule wygłosił autor, ale z kilkoma nazwiskami
nie sposób się zgodzić…
Song faktycznie nie grał zbyt często na swojej
nominalnej pozycji, ale to nie zmienia faktu że
raczej zawodzi.
Modric nie dostaje wielu szans, to prawda, ale
wyraźnie przegrywa rywalizację z Oezilem.
Co do gry Gago, no cóż, także nie można
powiedzieć, by ten gracz, znany głównie z niezbyt
czystych wejść w innych zawodników osiągnął
jakąś niesamowitą formę…
~
~Hyczy
Jestem kibicem Barcelony ale bez jaj Song to nie
wypał jest.
~
~:DD
nie jestem kibicem barcelony i o ile wiem to songa
kupili na rezerwe a nie na 1 skład, inaczej z
modrićiem bo jego kupil na 1 skład ale sie nie
udało to można nazwać niewypał…
Dodaj komentarz
Hiszpańskie drużyny w mijającym powoli roku nie szalały zbytnio na rynku transferowym. Nie byliśmy świadkami transferów, które by nas wyjątkowo zaskoczyły. Barcelona i Real nie miały potrzeby zbytniego wzmacniania swoich jedenastek, ale i tak to one poczyniły wzmocnienia najbardziej medialne.
10. Michel Herrero
Kiedy rewelacyjne w tamtym sezonie Levante przymierzało się do letnich transferów, nikt raczej nie spodziewał się, że to nazwisko Michela Herrero będzie tym chwalonym najczęściej. Na Ciutat de Valencia przybyli tacy gracze, jak: Christian Lell, Pape Diop czy Pedro Rios, ale to 24-letni Michel zdecydowanie wyróżniał się na tle innych. Ofensywny pomocnik nie ma może zagwarantowanego miejsca w pierwszym składzie „Żab”, jednak kiedy Juan Martinez daje mu szansę, ten zawsze ją wykorzystuje. Michel wystąpił – mniej lub więcej minut – w szesnastu z dotychczasowych siedemnastu spotkań Primera Division i zdobył w nich dwa gole, zaliczając przy tym także pięć asyst. Znakomicie wiodło mu się także w Lidze Europy, w której w ośmiu meczach strzelił dwie bramki i dwukrotnie asystował kolegom. Kiedy Hiszpan znajduje się na boisku, to właśnie on próbuje brać na siebie grę Levante, które przecież zakończyło 2012 roku na szóstym miejscu w ligowej tabeli.
9. Aritz Aduriz
Luka Modrić (fot. Marca.com)
Athletic Bilbao rozgrywa bardzo słaby sezon, ale wielka zasługa Aritza Aduriza w tym, że nie jest on wręcz katastrofalny. Sprowadzony z Valencii napastnik pierwotnie miał zastąpić Fernando Llorente, który latem był bardzo blisko odejścia z San Mames. Llorente został jednak w Bilbao, ale to Aduriz jest pierwszym wyborem Marcelo Bielsy – i nikogo to za bardzo nie dziwi. Llorente w szczytowej formie bez wątpienie Aduriza przewyższa przynajmniej o klasę, co nie zmienia jednak faktu, że Aritz doskonale poradził sobie z trudnym zadaniem, jakim było zastąpienie wieloletniego idola kibiców „Los Leones”. W piętnastu rozegranych w tym sezonie meczach ligowych Hiszpan zdobył już dziesięć goli i to głównie na nim opiera się gra ofensywna Basków, którzy mieli nadzieję, że w tym sezonie błyszczeć znowu będzie między innymi Iker Muniain.
8. Javier Saviola
Argentyński obieżyświat ciągle jest sobą. Wiele lat temu Savioli wróżono świetlaną przyszłość. Koleje losu nie były jednak dla niego zbytnio przychylne, ale Javier i tak potrafił stworzyć sobie naprawdę ciekawe CV. Grać w tak wielu najlepszych klubach w Hiszpanii nie jest dane każdemu. Saviola grał już w Barcelonie, Realu Sevilli, a teraz w Maladze. Obecny sezon jest dla niego samego i całego andaluzyjskiego zespołu niezwykle udany. Aklimatyzacja Argentyńczyka na La Rosaleda przebiegła błyskawicznie i kibice „Los Boquerones” mają z niego olbrzymią pociechę. Filigranowy napastnik ciągle potrafi użądlić, co potwierdzają również liczby. Saviola zdobył pięć goli w lidze, dołożył do tego trafienie w Lidze Mistrzów, a zdarza mu się także asystować kolegom z zespołu. Malaga zrobiła naprawdę dobry interes, bo takiego piłkarza Manuelowi Pellegriniemu po prostu brakowało.
7. Alex Song
Arsenal wiele stracił, Barcelona wiele zyskała. Zyskała przede wszystkim niezwykle uniwersalnego piłkarza. Song od razu został rzucony na głęboką wodę, bo wobec licznych kontuzji musiał występować między innymi na prawej stronie obrony czy nawet na pozycji stopera. Gdziekolwiek nie został ustawiony, perfekcyjnie wywiązywał się ze swoich zadań. Taki piłkarz w każdej drużynie byłby mile widziany. Song nie popełnia błędów, jest silny i nie boi się wyzwań, których w Barcelonie nie brakuje.
6. Fernando Gago
Argentyński pomocnik znalazł chyba w końcu drużynę, w której będzie mógł zrealizować swój potencjał. Ktoś powie, że jest już może zbyt późno, ale Gago pokazywał już, że ciągle potrafi być zawodnikiem niezwykle przydatnym. Wobec kontuzji w drużynie Valencii Gago wykorzystał swoje szanse i cieszył się zaufaniem Mauricio Pellegrino. Miejmy nadzieję, że i teraz, pod wodzą Ernesto Valverde, będzie podobnie, bo gdy Fernando jest w formie, a w takowej w tym sezonie był, potrafi być graczem robiącym różnicę.
5. Cicinho
Brazylijczyk, który przyszedł do Sevilli z Palmeiras, bardzo szybko stworzył wraz z Jesusem Navasem jeden z najlepszych duetów w lidze. I pozostaje nam tylko ubolewać nad tym, że reszta ekipy Sevilli nie potrafi jak na razie na stałe nawiązać poziomem do tej dwójki. Sam Cicinho fantastycznie włącza się w akcje ofensywne, robi wspomnianemu Navasowi mnóstwo miejsca i prezentuje bardzo efektowny futbol. W defensywie – jak to u Brazylijczyków – jest jeszcze trochę do poprawy, ale nie można też powiedzieć, że Cicinho jest słaby, jeśli chodzi o grę w obronie. Tak to już teraz jest, że boczni obrońcy są nastawieni równie mocno na atakowanie, jak i bronienie.
4. Pedro Leon
Tito Vilanova (fot. Skysports.com)
Hiszpan nareszcie wykorzystuje swój potencjał. Getafe latem zdecydowało się na transfer definitywny i Leon będący pewnym swego zaczął grać tak, jak od wielu lat się od niego oczekiwało. Gra ofensywna Getafe opiera się głównie właśnie na byłym piłkarzu Realu Madryt. Dwie bramki i cztery asysty może wskazują na co innego, jednak wiadomo, że same statystyki w futbolu czasem nie znaczą zbyt wiele. Hiszpański prawoskrzydłowy to piłkarz z wielką ambicją, co pokazuje za każdym razem, gdy pojawia się na murawie. W Getafe wielu ludzi jest przekonanych, że najlepszego Leona dopiero przyjdzie nam zobaczyć. Jakoś nietrudno nam w to uwierzyć, bo Hiszpan zdążył już w tym sezonie pokazać, że ma wystarczające umiejętności do tego, by poprowadzić swój zespół do naprawdę godnych uwagi wyników.
3. Luka Modrić
Real Madryt absolutnie nie przypomina drużyny z zeszłego sezonu. Przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek Jose Mourinho miał w zasadzie tylko jeden cel – sprowadzić do Madrytu Lukę Modricia. Ostatecznie Portugalczyk dopiął swego, choć kibice początkowo nie byli przekonani do tego rozwiązania. Czy ich myślenie się zmieniło? Większość zapewne nadal wolałaby oglądać w białej koszulce Santiego Cazorlę czy Davida Silvę, ale nie można mówić, że transfer Chorwata był nietrafiony. Luka ciągle się aklimatyzuje, ale niejednokrotnie pokazał już, że w przyszłości klub będzie miał z niego wielką pociechę. Najważniejszą rzeczą jest tutaj uniwersalność, Modrić poradzi sobie zarówno na pozycji defensywnego pomocnika, jak i piłkarza kreującego grę na połowie rywala. Niejeden pomocnik mógłby pozazdrościć mu spokoju i przeglądu gry. Reprezentant Chorwacji nie pokazał jeszcze swojej najlepszej strony, ale gdy już to zrobi, nikt nie będzie już chyba wątpił w słuszność decyzji Jose Mourinho.
2. Jordi Alba
Strzał w dziesiątkę Barcelony. Alba był na celowniku Katalończyków jeszcze przed Euro 2012, a występ w Polsce i na Ukrainie tylko potwierdził, że jest to jedyna słuszna opcja. Alba w Barcelonie gra jeszcze lepiej niż w Valencii. Na Camp Nou ma więcej piłkarzy, z którymi rozumie się bez słów, i udowadnia to za każdym razem, kiedy Tito Vilanova wystawia go w pierwszym składzie. Hiszpan wykorzystał możliwość powrotu do Barcelony i radzi sobie świetnie. „Barca” praktycznie nie była w tym sezonie zmuszana do defensywnej gry, dlatego Albę chwalić możemy głównie ze względu na jego poczynania w ofensywie, które nie przeszły oczywiście niezauważone. Barcelona nie potrzebowała zbyt wielu wzmocnień, a i tak wybrała najlepiej, jak to możliwe. Im więcej wychowanków, którzy znają się jak łyse konie, tym lepiej dla drużyny, która prezentuje w tym sezonie brutalny wręcz futbol.
1. Tito Vilanova
Barcelona mogła poszukać nowego trenera, mogła zakontraktować kogoś z wielkim nazwiskiem, kto w świecie futbolu był już doskonale znany. Nikt jednak na Camp Nou nie wątpił w to, że piecze nad pierwszym zespołem powinien sprawować były asystent Pepa Guardioli. I nie pomylono się. Barcelona nadal gra swoje i jest niepokonana w lidze. Coś na pewno jest w tym, że ktokolwiek by do Barcelony nie przyszedł, początkowo odnosiłby sukcesy, bo piłkarze „Blaugrany” tak naprawdę grają ze sobą już na pamięć. Vilanova dał jednak swoim podopiecznym sporo swobody i wszyscy świetnie na tym wyszli. Wracaj do zdrowia, Tito!