Nie ma wątpliwości, że w ostatnich miesiącach coś w Krakowie ewidentnie drgnęło. Jasne, dalecy jesteśmy od przekonywania wszystkich, że oto przy R22 nadeszły złote czasy pełne sukcesów. Trudno jednak przeczyć pewnym faktom. A te mówią same za siebie: Wisła raz jeszcze postanowiła sięgnąć głębiej do portfela, dokonując kilku inwestycji w zimowym oknie. Nieoczekiwanie dzięki paru ruchom stała się tym samym jednym z najaktywniejszych graczy ostatnich tygodni. Jasne, sceptycy powiedzą, że przecież większość to w dalszym ciągu transfery bezgotówkowe. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę letnią degrengoladę, nowe nazwiska w klubie tak czy siak muszą zwracać uwagę.
Przemyślany projekt?
Trudno w tym momencie ocenić, czy „Biała Gwiazda” w trakcie styczniowej rekonstrukcji dokonała progresu. Przecież losy drużyny spoczywają teraz w rękach człowieka, którego do tej pory najlepszą akcją była konferencja prasowa zorganizowana na ulicy. Nie ma jednak wątpliwości, że owa przebudowa dokonała się według konkretnego planu, za który w pełni odpowiedzialny jest wiceprezes Manuel Junco. Można śmiało powiedzieć, że Hiszpan swoimi decyzjami postawił na szali swoją głowę. Teraz zaś pozostaje mu już tylko baczna obserwacja funkcjonowania swojego autorskiego projektu.
Doskonale znany nad Wisłą Bośniak, dwóch obiecujących Polaków, dwóch Hiszpanów, z których jeden to zaufany wojownik trenera, do tego przetestowany Chorwat, a na koniec tajemniczy Francuz. Chociaż po zatrudnieniu Kiko Ramireza większość kibiców obawiała się stworzenia z Wisły hurtowni iberyjskich eksperymentów, klubowi włodarze postanowili rozłożyć akcenty między przedstawicieli różnych kultur. Naszą uwagę zwrócił szczególnie ostatni ruch, który wydał się dość niespodziewany. Ledwo bowiem usłyszeliśmy o zainteresowaniu Hugo Videmontem, a sam zainteresowany wraz ze swoim agentem Julienem Ponche lądował juz w Krakowie w celu przejścia testów medycznych. Jeszcze nie zdążyliśmy dogłębniej sprawdzić jego statystyk, a ten już odpowiadał na pytania w trakcie konferencji prasowej. Ba, sam mówił, że jeszcze dzień wcześniej biegał przy 15 stopniach na Korsyce, a już 24 godziny później musiał okrywać się zimową kurtką, poszukując najlepszych ofert masek przeciwsmogowych.
Z „Żelazną Damą” nie po drodze
Trzeba przyznać, że mimo 23 lat na karku Videmont przeżył już kilka ciekawych historii. Przecież niecodziennie zdarza się, by piłkarz trafiał pod skrzydła kobiety na stanowisku trenera. Do Clermont-Ferrand przeprowadził się już w wieku pięciu lat. Jak się później okazało, w miejscowym zespole miał spędzić kilkanaście lat, będąc świadkiem historycznego momentu dla światowego futbolu. Wtedy to właśnie szefostwo klubu postanowiło zatrudnić na stanowisku szkoleniowca byłą reprezentantkę Francji, Corinne Diacre. Niezwykle popularna nad Sekwaną była zawodniczka kadry „Trójkolorowych” zmieniła na stanowisku Portugalkę Helenę Costę, która z pracy zrezygnowała po dwóch tygodniach. Dzięki temu to właśnie Diacre przeszła do historii jako ta, która poprowadziła męski zespół w spotkaniu ligowym.
Nowa szkoleniowiec Clermont doczekała się szybko przydomku „Żelazna Dama”, raczej nieprzypadkowo. Powiedzieć zaś, że Videmont miał lekko pod górkę u nowej trener to chyba jednak trochę załagodzić obraz. Sytuacja musiała wyglądać prawdopodobnie gorzej, skoro już wkrótce zawodnik w pośpiechu opuścił klub. Sam zainteresowany sugerował później w wywiadach, że Diacre nie przepada za dryblującymi. Nieco bardziej złośliwi między słówkami zwracali zaś uwagę, że skrzydłowy, mówiąc delikatnie, nie zawsze miał ochotę na solidny trening.











